Psychoterapia grupowa

Psychoterapia grupowa jest formą psychoterapii, prowadzoną przez dwóch psychoterapeutów w grupie 6-10 klientów. Wszyscy razem tworzą społeczność eksperymentalną, co w praktyce oznacza, że uczestnicy funkcjonują w grupie podobnie jak w życiu codziennym. Dzięki temu mogą w bezpiecznej atmosferze pracować nad zmianą zachowania i przeżywania przy wsparciu grupy i prowadzeniu terapeutów. W ciągu kilku-kilkunastu miesięcy uczestnicy odkrywają własne zasoby i ograniczenia w kontakcie z innymi ludźmi, obserwują, jak nawiązują relacje, jak je podtrzymują i jak kończą. Taka świadomość umożliwia przepracowanie problemów interpersonalnych i intrapsychicznych, których źródło jest w tu-i-teraz lub w przeszłości. Psychoterapeuci prowadzący grupę mogą to robić poprzez prace indywidualne klienta na tle zaangażowanej grupy, a także poprzez ćwiczenia całej grupy.

Spotkanie grupowe jest także okazją do wymiany emocjonalnej między uczestnikami oraz do uzyskania informacji zwrotnej o sobie od pozostałych. Ze względu na żywe zaangażowanie we własny proces zdrowienia i bycie świadkiem rozwoju osobistego innych, terapia grupowa bywa intensywniejszą formą rozwoju osobistego nawet niż psychoterapia indywidualna. Może też przyspieszyć efekty terapii indywidualnej.

Uczestniczenie w grupie psychoterapeutycznej jest szczególnie polecana osobom, przeżywającym dużo lęku społecznego, wstydu, poczucia winy oraz tych, których chcą rozwijać w sobie zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości i spontaniczność.

Psychoterapia

Psychoterapia jest formą profesjonalnej pomocy osobom, które chcą lepiej poznać siebie i dokonać zmian w sposobie swojego funkcjonowania.

Jest ona także, a może przede wszystkim, spotkaniem i relacją między psychoterapeutą a klientem lub pacjentem.
Psychoterapeuta, będący osobą zawodowo wyszkoloną w zakresie teorii psychologicznych i technik terapeutycznych, ma za zadanie wspierać klienta, pomagać mu w samopoznaniu, określeniu i realizowaniu własnych pragnień, wypracowaniu nowych umiejętności i sposobów zachowania oraz usuwaniu przykrych dolegliwości (takich jak np. chroniczny lęk). Terapeutę obowiązuje kodeks etyczny oraz bezwzględny nakaz pracowania na rzecz klienta, a nie na rzecz zaspokojenia własnych potrzeb. Przyjmuje on życzliwą i nieoceniającą postawę, co buduje wzajemne zaufanie. Klient natomiast, przychodząc na psychoterapię, decyduje się na pracę nad sobą, a nie tylko np. na uzyskanie chwilowego pocieszenia.
Najczęściej sesje psychoterapeutyczne trwają 45-60 minut i odbywają się raz w tygodniu w gabinecie terapeuty, a kontakt z psychoterapeutą odbywa się twarzą w twarz. W czasie sesji klient i psychoterapeuta prowadzą tzw. dialog terapeutyczny, którego zasadą jest podmiotowe traktowanie siebie nawzajem.
Istnieją różne nurty terapeutyczne: od psychoanalizy przez terapię poznawczo-behawioralną po humanistyczno-egzystancjalną.

Zakupoholizm i jego tło

Konsumpcjonizm rzecz jasna sprzyja częstszemu występowaniu uzależnienia od kupowania. Jednakże nie jest czynnikiem decydującym, podobnie jak w przypadku używek – samo ich istnienie nie powoduje, że ludzie się od niego uzależniają.

Co to jest uzależnienie od zakupów?

Obecnie zakupoholizm nie figuruje w żadnej z medycznych klasyfikacji chorób (ICD-10, DSM-5). Jednakże nie musi to być warunkiem uznania jakiegoś funkcjonowania za zaburzone. Zakupoholizm można traktować jako uzależnienie lub kompulsywne zachowanie, które przysparzają cierpienia zarówno osobie kupującej, jak i jej otoczeniu. W jednym i drugim wypadku kluczowym kryterium byłaby niemożność powstrzymania impulsu kupienia kolejnej, często niepotrzebnej, rzeczy oraz przykre emocje po dokonaniu zakupu. Powiedziałabym zatem, że nie jest to choroba psychiczna, ale zaburzenie zachowania, które ma podłoże psychiczne.

Chętnie uznałabym, że twierdzenie jakoby zakupoholizm głównie dotykał kobiet to stereotyp, ale badania pokazują, że 80-90% przypadków stanowią właśnie kobiety. Jednocześnie statystykę może zawyżać to, iż kobietom łatwiej przyznać się do uzależnienia od zakupów ze względów społeczno-kulturowych. Problem ten najczęściej zaczyna być widoczny około 20. roku życia.

Z zakupoholizmem współwystępują często inne zaburzenia, głównie nastroju (tj. depresja lub choroba afektywna dwubiegunowa), zaburzenia lękowe, nadużywanie środków psychoaktywnych, zaburzenia odżywiania. Ponadto M. Lejoyeux i współpracownicy (2000), badający historie rodzin stwierdzili, że w 20% przypadków w rodzinie zakupoholika występował problem alkoholowy, a w 18% – depresja. Wobec tego można uznać, że zakupoholizm to „tylko” objaw, czy też sposób radzenia sobie z wewnętrznym cierpieniem lub konfliktami.

Skąd się bierze przymus kupowania?

Psychologowie i psychiatrzy, tak jak w większości problemów psychicznych, nie są w stanie jednoznacznie wskazać przyczyny kompulsywnego kupowania. 

Zakupoholicy, jak i inni uzależnieni, używają zakupów, by zmniejszyć napięcie psychiczne. Prawdopodobnie nie wypracowali zdrowszego sposobu regulowania emocji, zwłaszcza tych nieprzyjemnych – lęku, złości i smutku. Oczywiście może być tak, że osoba całkowicie stabilna, poddana dużemu stresowi lub kryzysowi życiowemu, znajduje chwilową ulgę podczas kupowania i zaczyna się od tego uzależniać. Buduje się bowiem pozytywne wzmocnienie: napięcie – kupowanie – spadek napięcia. Badacze o orientacji bardziej biologicznej wskazują na rolę małego stężenia serotoniny i dopaminy, które wpływają na układ motywacyjny. Nie bez znaczenia są także czynniki społeczne, jak choćby fakt, iż posiadanie dóbr jest ważnym wyznacznikiem statusu społecznego. Jeśli więc nasza samoocena jest niestabilna i źle znosimy jej spadek (np. w wyniku niepowodzenia w pracy), kupno wyrobów „statusowych” (jak np. biżuteria z brylantem lub skórzana tapicerka w samochodzie) na jakiś czas daje złudzenie, że jednak „jestem Kimś, skoro mnie stać na..// skoro ludzie patrzą na mnie z podziwem lub zazdrością”.

W każdym przypadku należy sporo czasu poświęcić na zbadanie korzeni zakupoholizmu, a także funkcji, jaką pełni on w życiu konkretnej osoby. Jeśli przyjąć takie stanowisko, wszystkie wyżej opisane przyczyny są tylko pewną potencjalnością, która może mieć niewiele wspólnego z daną zakupoholiczką.

Co rekompensują nam zakupy?

Generalnie, tak jak wspomniałam wyżej, dla zakupoholika działania związane z kupowaniem chwilowo redukują napięcie psychiczne. Źródła tego napięcia są zależne od konstrukcji psychicznej danej osoby i jej doświadczeń. Na przykład osoby o obronności narcystycznej, dla których życiowym problemem jej uzależnianie samooceny od obserwowanych przejawów aprobaty innych ludzi, posiadanie coraz większej ilości (atrakcyjnych) przedmiotów może być sposobem na podnoszenie poczucia własnej wartości. Oczywiście jest to tylko inwestycja w fasadę i nie rozwiązuje bazowego problemu. Dla innych typów obronności kupowanie może stanowić wypełnienie pustki, odciągnięcie uwagi od wewnętrznego poczucia bezsensu życia, dezorientacji co do własnej tożsamości i potrzeb. Zakupy mogą także „rekompensować” brak relacji, w której czujemy się bezpiecznie – łatwiej jest coś sobie kupić niż o to poprosić, ponieważ proszenie oznacza wejście w kontakt i przynajmniej chwilową zależność od drugiego człowieka. Merlin Monroe twierdziła, że zakupy dają szczęście, ale nie wiem, jaka była jej koncepcja szczęścia. Jeśli popatrzeć na to od strony biologii, to faktycznie kupowanie czegoś, co nam się podoba aktywizuje „hormony szczęścia”. Ja jednak nazwałabym to przyjemnością, a nie szczęściem.

Każdy kupuje, nie każdy – kompulsywnie

Każdy człowiek posiada impulsy i się nimi kieruje. To naturalne i często potrzebne. Granicą, po przekroczeniu której możemy zdać sobie sprawę z problemu jest kontrola owego impulsu. Słowem, nie umiemy się powstrzymać. Zwiastunami kłopotu z kupowaniem są:

– przymus kupowania odczuwany przy obniżonym nastroju, przy zwiększonym lęku lub napięciu, i poprawa nastroju podczas kupowania,

– częste, obsesyjne myślenie o zakupach, intensywne ich planowanie, połączone z podekscytowaniem,

– wstyd i poczucie winy po zakupach, zwłaszcza po kilku-kilkunastu godzinach,

– spędzanie znacznej ilości czasu w miejscach, gdzie można dokonać zakupów,

– nieracjonalne wydawanie pieniędzy lub zadłużanie się, przy jednoczesnym kupowaniu zbędnych rzeczy, często ukrywanych,

– kłamanie na temat zakupów, posiadanie tajemnic z nimi związanych (np. kart kredytowych, o których nikt nie wie).

Istotnym wskaźnikiem jest też powtarzalność. Nie wpadajmy więc w panikę, jeśli podczas świątecznych zakupów przeżywamy radość, euforię, a potem wyrzucamy sobie wydanie zbyt dużej ilości pieniędzy.

Mam problem i co dalej?

Główną metodą leczenia jest psychoterapia, w której terapeuta razem z klientem zbadają źródła, funkcje zakupoholizmu danej osoby oraz potrzeby związane z kupowaniem. Ważne, by zobaczyć całe życiowe tło, na jakim rozgrywa się kompulsywne kupowanie, ponieważ zakupoholizm może być tylko objawem/ maską problemów ze sobą i z innymi, którymi nie chcemy się zajmować. 

Czasami może też okazać się przydatne skorzystanie z doradztwa finansowego, aby pomóc zakupoholikowi wyjść z długów i nauczyć racjonalnego gospodarowania pieniędzmi. Mimo podejmowanych przez lekarzy prób dobrania odpowiednich leków, farmakoterapia w przypadku zakupoholizmu jest mało skuteczna. Prawdopodobnie włączenie leków może zmniejszyć objawy towarzyszące, takie jak lęk czy obniżenie nastroju.

Niektórzy zakładają, że osoba uzależniona zawsze pozostaje uzależniona. Dlatego na przykład trzeźwym alkoholikom „nie wolno” nawet polewać współbiesiadnikom, ponieważ jakikolwiek kontakt z alkoholem może wyzwolić u nich niekontrolowane picie. Inni uważają, że można przestać być uzależnionym. Na pewno możliwe jest moim zdaniem odzyskanie świadomej kontroli nad robieniem zakupów (pozbycie się objawów), czyli kupowanie tego, co jest nam potrzebne, co chcemy mieć i wiemy po co, a nie tylko „musimy” kupić. Uważam, że zakupoholizm jest raczej objawem niż problemem, więc samo powstrzymanie się mojego klienta od impulsywnego kupowania nie uznałabym za terapeutyczny sukces. Ważne jest dla mnie, by klient zrozumiał mechanizm swojego funkcjonowania, uruchomił związane z tym emocje i zaciekawienie samym sobą, poczuł, że ma wybór i wziął ze niego odpowiedzialność.

 

Natalia Żuk

Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

Zamartwianie się powodować może silny stres, a co za tym idzie – dolegliwości somatyczne (bóle brzucha, mdłości, zaburzenia trawienia, bezsenność, zaburzenia rytmu pracy serca, bóle głowy, a nawet – kręgosłupa). Czasami mówimy, że mamy zmartwienia, co miałoby wskazywać na obiektywną ich naturę. Tymczasem, to, czy się zamartwiamy zależy od naszej aktywności (poznawczej, emocjonalnej i działania). Może warto przyjrzeć się temu zjawisku nieco bliżej?

 

Co to właściwie znaczy „martwienie się” i na bazie jakiej emocji powstaje?

Słownik etymologiczny języka polskiego podaje, że do XV wieku źródłosłów wyrażenia „martwić”, czyli słowo „mrzeć”, odnosił się do uśmiercania. Dopiero od XVI wieku przyjęło się używanie go w kontekście myślenia z niepokojem o zgryzotach i troskach. Zaczęłam się więc zastanawiać, jakie powiązanie widzieli (świadomie lub nie) nasi przodkowie między zabijaniem a martwieniem się. Innymi słowy: czego się pozbawiamy, martwiąc się?

Zamartwianie się „zabiera” nas, naszą przytomną obecność z rzeczywistości i teraźniejszości, ponieważ oddając się zamartwianiu najbardziej w kontakcie jesteśmy ze swoim lękiem o przyszłość i myślami na ten temat. Cały proces wygląda zatem tak:

  1. chcemy określonego przebiegu zdarzeń w przyszłości,
  2. zakładamy, że z jakiegoś powodu on się nie zrealizuje i taki antycypowany stan rzeczy budzi nasz lęk,
  3. czujemy się wobec tego bezradni,
  4. zaczynamy myśleć, co można zrobić, by tego uniknąć (to może motywować do działania, czasami sensownego, czasami nie), jakie katastrofy przyniesie (to powoduje wzrost lęku), co powinniśmy byli zrobić, by nie stworzyć szansy powstania zagrożenia (to powoduje poczucie winy).

Biorąc pod uwagę dwa odczucia, których połączenie sprzyja zamartwianiu się, czyli lęk i poczucie bezradności, łatwo odgadnąć, że zamartwianie się jest pewną czynnością zastępczą, służącą obronie przed bezsilnością. Często odnosiłam – tak w życiu, jak i w gabinecie terapeutycznym – wrażenie, że kiedy ktoś się zamartwia, to tak naprawdę nie wierzy w to, że jest w danej sytuacji bezradny i owa aktywność umysłowa daje złudzenie, że odzyskuje sprawczość. Działa to moim zdaniem na tej samej zasadzie co takie behawioralne odpowiedniki radzenia sobie z lękiem jak: uczynienie znaku krzyża, gdy się boimy, spluwanie przez ramię, czy sekwencje ruchów baseballisty przed ważnym uderzeniem. Oczywiście, kiedy zaczynamy się martwić nie rozważamy tego tak dokładnie i decyzja, by zacząć się martwić nie zapada na poziomie świadomości – jest raczej nawykowym odruchem.

 

Czemu jedni się martwią, a inni nie?

Skoro już wiemy, że martwimy się po to, by nabrać poczucia, że jednak nie jesteśmy bezsilni i możemy nie dopuścić do sytuacji, która budzi nasz lęk, warto zastanowić się, dlaczego niektórzy są bardziej skłonni do zmartwień. Po pierwsze jako dzieci uczymy się naśladując naszych opiekunów i tą drogą nabywamy pierwsze „kompetencje” w zamartwianiu się. Po drugie, musimy mieć lękowy przekaz od opiekuna, najpewniej od matki o takiej np. treści: „świat jest niebezpieczny, a ludzie cię wykorzystają”, „stanie się coś złego”, „jeśli nie pomyślisz o wszystkim, spotka cię kara”, (bardzo polecam: http://www.polskieradio.pl/9/3901/Artykul/1461640,Leki-przechodza-z-pokolenia-na-pokolenie oraz http://www.ted.com/talks/annie_murphy_paul_what_we_learn_before_we_re_born). Po trzecie, ważną sprawą dla nas musi być kontrolowanie „sytuacji”, (gdyby tak nie było, po prostu zwinęlibyśmy się w kłębek i trwali w lęku i wycofaniu). Po czwarte, co związane z trzecim, mamy tendencję do życia przyszłością i przekonania, że musimy o nią zadbać lub zaplanować ją. Jak każde zachowanie zabezpieczające, także i ciągłe próby przezwyciężenia niewiedzy dotyczącej przyszłości tylko podtrzymują lęk. Nie znam osoby, która zaangażowana jest w myślenie o przyszłości, a która nie doświadczałaby jakiejś dozy niepokoju. W skrajnych przypadkach kompozycja takich uwarunkowań i cech tworzy zaburzenie obsesyjno-kompulsywne.

 

Jak się nie martwić?

Najpierw warto zbadać, czy w danej sytuacji nasze martwienie się cokolwiek może zmienić na lepsze. Jeśli od martwienia się przechodzimy do ułożenia planu i wprowadzenia go w życie, a potem doznajemy ukojenia, to jest OK (np. martwimy się o to, że z piecyka gazowego ulotni się czad i wobec tego montujemy czujnik, a potem śpimy spokojnie). Jeśli jednak nasz poziom napięcia nie obniża się, wówczas proponuję następujące kierunki działania:

  • zadaj sobie pytanie, co by się stało, gdybym się nie martwił?(nie chodzi tu o racjonalne myślenie, ale o odkrycie logiki przekazu rodzinnego lub emocjonalne zależności, więc odpowiedź może być irracjonalna);
  • skup się na teraźniejszości, zwłaszcza na swoim ciele, np. wykonując ćwiczenia fizyczne, zwłaszcza te tonujące jak joga;
  • pomedytuj lub pomódl;
  • wykonaj ćwiczenie „7 pulsów” (znajdź swój puls i zrób wdech trwający siedem uderzeń pulsu, tak samo długi wydech i całość powtórz siedem razy – jest to też świetny sposób radzenia sobie z napadem paniki);
  • poszukaj wsparcia u innych ludzi, którzy są ci życzliwi – „przegadywanie” problemu i zyskanie różnych punktów widzenia go może znacznie obniżyć lęk;
  • zadaj sobie pytanie, co jest w zakresie mojego wpływu? i planuj tylko to, co od ciebie zależy.

A jeśli sam nie możesz się uporać z zamartwianiem się, które stało się rodzajem obsesyjnego myślenia, udaj się na psychoterapię.

Natalia Żuk

Szkoła dla rodziców

Zapraszamy rodziców i opiekunów na cykl warsztatów dotyczących rozwijania umiejętności rodzicielskich.
Warsztaty skierowane są do osób, które chcą się wymienić doświadczeniem i nauczyć czegoś od innych.
W programie warsztatów będą poruszone m.in. zagadnienia dotyczące zachęcania dziecka do współpracy, stawiania granic, radzenia sobie z emocjami, wydawania poleceń, stosowania pochwał i konsekwencji, rozwijania bliskiej relacji z dzieckiem, szanowania granic intymności. Będziemy je omawiać na konkretnych sytuacjach z naszego życia.
Będziemy się również wspólnie zastanawiać, kim jest „grzeczne dziecko”, jakimi my jesteśmy rodzicami, a jakie są nasze dzieci, co ma wpływ na nasz styl wychowania i postępowania z własnym dzieckiem.
Zajęcia mają charakter warsztatów, więc wszyscy uczestnicy je tworzą i mają wpływ na ich przebieg.
Po zakończeniu całego cyklu opiekun będzie lepiej rozumiał swoje dziecko i wiedział, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach oraz jak traktować dziecko w taki sposób, aby dla obu stron ta relacja była dobra i rozwijająca.
Warsztaty poprowadzi Iwona Wyrwicka – psychoterapeuta z Pracowni Psychoterapii Gestalt, posiadająca doświadczenie w pracy z dziećmi i ich rodzicami, mama dwojga dzieci w wieku 10 i 14 lat.
Więcej informacji o prowadzącej: http://lodzpsychoterapia.pl/o-nas/iwona-wyrwicka/

Miejsce: kawiarnia Tubajka
Czas trwania: 12 spotkań x 1,5 h lub 2 h (w zależności od wielkości grupy)
Termin: w każdą środę od 03.10.2018 r. do 19.12.2018 r. o godz. 18:00
Cena: 12 warsztatów – 880 zł
6 warsztatów – 600 zł
1 warsztaty – 120 zł
Obowiązują zapisy mailowe: kontakt@tubajka.com
Ilość miejsc ograniczona.

Gestalt w pracy z dziećmi

Psychoterapia dzieci w nurcie Gestalt została rozwinięta w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przez Violet Oaklander – autorkę dwóch książek z tej tematyki. Pierwsza z nich – „Windows to our children” (Okna do naszych dzieci) przedstawia szereg praktycznych metod i technik stosowanych w psychoterapii dzieci i młodzieży. Z kolei druga pozycja „Hidden treasure” (Ukryty skarb) poszerza zagadnienia teoretyczne dotyczące tzw. Gestalt play therapy, czyli psychoterapii przez zabawę.

W psychoterapii Gestalt aspekty opisujące zdrowe funkcjonowanie to działanie w zgodzie z własnymi potrzebami, kontakt ze sobą i z innymi, autentyczność i spontaniczność. Ich przeciwieństwa, czyli sztywność, nadmierna kontrola, powstrzymywanie reakcji i tłumienie emocji zakłócają ten zdrowy (czyli najbardziej korzystny i rozwojowy) sposób funkcjonowania.

Problemy, z którymi dziecko trafia na terapię, zwykle dotyczą właśnie zakłóceń w zdrowym rozwoju, które prowadzą do trudności emocjonalnych, fizycznych lub psychicznych. Przeważnie odnoszą się do zachowania dziecka, jego nastroju albo relacji z innymi. Może ono, na przykład, powstrzymywać pewne emocje (zwłaszcza takie, jak złość i smutek) poprzez zaciśnięcie swojego ciała aż do momentu, kiedy wystąpią u niego bóle głowy, żołądka lub inne dolegliwości. Takie zjawisko nazywa się retrofleksją. Może też odwracać uwagę od trudnych emocji poprzez bicie innej osoby, która jest łatwiejszym celem, od tej, która faktycznie powoduje jego cierpienie. Jest to tzw. defleksja. Może także projektować swoje nieakceptowane uczucia na kogoś innego, twierdząc, np. że „to ona jest zła na mnie”, „to on mnie nie lubi” itp.  Może zaprzeczać swoim uczuciom, mówiąc, że czuje się dobrze albo, że się nudzi, mimo jasnych oznak przebytej traumy. Może w końcu angażować całą swoją energię w bycie „grzecznym dzieckiem”, akceptowanym przez dorosłych, kosztem własnych wyborów, potrzeb. W takiej sytuacji mówimy o konfluencji z rodzicem, dorosłym autorytetem itp.

Terapia Gestalt jest procesem twórczym i polega na tworzeniu doświadczeń z dzieckiem w interaktywnej relacji. Głównym celem terapeuty jest pomóc dziecku stać się świadomym swojego procesu. Kiedy staje się ono bardziej świadome tego, jak funkcjonuje w doświadczeniu terapeutycznym – kim jest, co czuje, co lubi (a czego nie), czego potrzebuje, co robi i w jaki sposób – stopniowo osiąga stan integracji. Ma zatem więcej możliwości ekspresji emocjonalnej, zaspokajania swoich potrzeb, poszukiwania nowych, satysfakcjonujących sposobów zachowań. Ta świadomość rozwija się dzięki doświadczeniom, wprowadzanym przez terapeutę w zabawie.

Psychoterapia Gestalt ma zadanie przywrócić dziecku naturalną spontaniczność, zwłaszcza w zakresie reakcji emocjonalnych i zapewnić mu dalszy rozwój. W trakcie procesu terapeutycznego dziecko uczy się korzystać ze wsparcia swojego i środowiska (a więc z wewnętrznych i zewnętrznych zasobów w jego życiu), odrzucając to, co mu nie służy, a korzystając z tego, co daje mu satysfakcję i radość – co powoduje jego wzrost, dojrzewanie, uczenie się i rozwój.

Iwona Wyrwicka

Na podstawie:

Felicia Carroll „Gestalt play therapy” – materiały szkoleniowe, Warszawa 2017

Violet Oaklander „Hidden treasure. A map to the child’s inner self.” Karnac Books, Londyn 2006

Violet Oaklander „Windows to our children”  The Gestalt Journal Press, USA 2007

Psychoterapia Gestalt

Terapia Gestalt wpisuje się nurt psychoterapii humanistyczno-egzystencjalnych, w którym szczególną rolę odgrywają samorealizacja i kreatywne możliwości jednostki.
Z filozoficznego punktu widzenia u podłoża terapii Gestalt leży obraz człowieka, który bierze życie we własne ręce zgodnie z zasadą odpowiedzialności za siebie i samoregulacji, Relacja terapeutyczna odbywa się Tu i Teraz w formie spotkania Ja-Ty. W terapii Gestalt dąży się do tego, by klient uświadomił sobie sposób, w jaki zniekształca lub zrywa kontakt ze sobą lub z otoczeniem. Wraz ze wzrostem świadomości na ten temat odzyskuje on zdolność kształtowania i przeżywania kontaktów w sposób wybiórczy, kreatywny i integrujący.
Humanistyczna orientacja terapii Gestalt ma niezwykle istotne konsekwencje dla postawy terapeutycznej: osoba poszukująca pomocy nie jest „chorym”, zaś osoba pomagająca nie przyjmuje roli „lekarza”. Dla klienta oznacza to wyzwanie: ufa się mu, że przy wsparciu osoby terapeuty zdoła uporać się ze swymi problemami, dzięki czemu osiągnie dojrzałość. Owa samodzielność klienta wypływa ze wspomnianego kluczowego założenia terapii Gestalt o samoregulacji organizmu, co oznacza, że w idealnym przypadku organizm sam zdolny jest do sterowania własnymi zachowaniami, jak również do stworzenia takiego otoczenia, w którym może się samorealizować. W każdej chwili w organizmie pojawia się jakaś figura (Figur), np. potrzeba, która dąży do zamknięcia, podczas gdy inne przechodzą w tło (Hintergrund). Jednostka, podejmując skuteczny kontakt z otoczeniem, zaspokaja tę potrzebę. Wtedy postać (Gestalt) dopełnia się i ponownie powraca do tła, czyniąc tym samym miejsce dla nowej figury. Proces nieustannego powstawania i niszczenia postaci stanowi jądro samoregulacji organizmu.
Terapia Gestalt oferuje coś, co uznawane jest za krok naprzód w stosunku do psychoanalizy, czyli koncentrację na działaniu, na kontakcie. Oznacza to stosowanie aktywnych metod pracy, takich jak eksperyment, będący testowaniem nowych zachowań i sposobów przeżywania w bezpiecznych warunkach. Terapia Gestalt jest zmianą, a nie tylko poznaniem i spostrzeganiem. W tym sensie poszerzanie świadomości nie stanowi celu samego w sobie. Służy raczej kontaktowi ze sobą i otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich myśli, emocji i doznań płynących z ciała jest wprawdzie koniecznym, ale wcale nie wystarczającym warunkiem terapii Gestalt. Jej istotą w dłuższej perspektywie jest sensowne zrozumienie i pokierowanie własnym życiem.

Kamila Biały, Natalia Żuk

Czym jest depresja i jak ją leczyć?

Czasami zdarza się nam słyszeć od znajomych „mam taką depresję, że nie pytaj”. Zazwyczaj, gdy językiem potocznym określamy nasz stan jako „depresję”, mamy na myśli obniżony nastrój, a najkrócej mówiąc – „doła”. Nic dziwnego, że to określenie weszło do naszego codziennego słownika – jest najbardziej rozpowszechnionym zaburzeniem psychicznym. Jednakże depresja to nie zwykły smutek i niechęć do robienia czegoś.

Objawy

Zaburzenie depresyjne niesie ze sobą cały szereg różnorodnych objawów, które, według klasyfikacji psychiatrycznej, muszą utrzymywać się co najmniej przez dwa tygodnie. Obejmują one różne obszary – od nastroju przez myśli po objawy fizyczne:

Nastrój
– obniżenie podstawowego nastroju: smutek, przygnębienie, (szczególnie złe znoszenie poranków),
– poczucie winy,
– drażliwość,
– poczucie beznadziei,
– zamartwianie się, lęk,

Myślenie i samoocena:
– pesymistyczne nastawienie do samego siebie, przeszłości (Moje życie to pasmo porażek), teraźniejszości, a zwłaszcza przyszłości (Nic dobrego mnie nie czeka),
– poczucie niewydolności,
– brak akceptacji samego siebie,
– poczucie bezwartościowości,
– samooskarżanie się,
– zniekształcony obraz siebie,

Motywacja i zachowanie:
– utrata satysfakcji, anhedonia (niemożność odczuwania przyjemności),
– oczekiwanie kary,
– pragnienie śmierci,
– wołanie o pomoc,
– wycofanie z kontaktów społecznych,
– niemożność podjęcia decyzji,
– trudności w wykonywaniu swoich obowiązków,
– utrata lub niepohamowane łaknienie,

Objawy fizyczne:
– zaburzenia snu (sen za długi, „urywany” lub bezsenność; sen nie regenerujący),
– trudności w koncentracji uwagi,
– zmęczenie, niski poziom energii,
– zbyt duży lub zbyt mały napęd motoryczny,
– utrata wagi ciała lub znaczne przybieranie na wadze,
– różne dolegliwości somatyczne (np. nerwobóle, bóle głowy, kręgosłupa)

Jeśli powyższe objawy utrzymują się dwa lata, ale nie są nasilone, mówimy o dystymii.
Bardzo zbliżone symptomy ma osoba przeżywająca żałobę i żal po stracie. Pomimo swego podobieństwa, a także faktu, iż żałoba jest stanem predysponującym do rozwinięcia depresji, są to dwa różne zjawiska. Depresja jest zaburzeniem psychicznym, zaliczanym do grupy chorób afektywnych, zaś żałoba jest zjawiskiem psychospołecznym.

Epidemiologia depresji

Osoby urodzone po 1975 roku są dwukrotnie bardziej narażeni na przeżycie depresji niż ich dziadkowie, prawdopodobnie ze względu na zmieniające się warunki społeczne, historyczne i ekonomiczne. Około 12% mężczyzn i 20 % kobiet współczesnych przeżyje epizod depresji dużej. Coraz częściej też na tę chorobę zapadają nastolatki, a największe prawdopodobieństwo jej wystąpienia jest we wczesnej dorosłości. Kobiety doświadczają zaburzeń depresyjnych dwa razy częściej niż mężczyźni. Ma to prawdopodobnie uzasadnienie w stylu wychowania dziewcząt i chłopców – ci ostatni są zachęcani do wyrażania złości. Latami skrywana agresja i rozżalenie prowadzą do zamienienia ich na smutek, który jest bardziej społecznie akceptowany.

Pierwszy epizod depresyjny najczęściej pojawia się nagle i w swoim pierwotnym nasileniu trwa trzy miesiące. Bardzo głębokie epizody trwają dwukrotnie dłużej. Z jednej strony epizody depresji mają tendencję do zanikania, a z drugiej – aż 75% osób, które przeżyły depresję doświadczy jej objawów ponownie w ciągu 15 lat. Każdy kolejny epizod depresji zwiększa ryzyko nawrotu o 16%.

Etiologia depresji jednobiegunowej

Istnieje wiele różnych wyjaśnień dotyczących przyczyny depresji. Pierwsze z nich podkreśla rolę dziedziczenia (biologicznego i społecznego) – krewni pierwszego stopnia osób cierpiących na depresję są kilkukrotnie bardziej na nią narażeni. Drugie – że depresja ma podłoże neurochemiczne, gdyż podczas trwania depresji występują zaburzenia gospodarki chemicznej i strukturach mózgu (trudno powiedzieć, czy jest to bezpośrednia przyczyna, ale na pewno występują). Szczególną rolę pełnią w tym procesie nieprawidłowości w przekazie monoamin (norepinefryna, dopamina, serotonina). Trzecia koncepcja stwierdza zaburzenia hormonalne – np. niedoczynność tarczycy daje objawy zbliżone do depresyjnych, skąd prosta droga do wniosku, iż osoby z depresją cierpią na zaburzenie wydzielania tyroksyny. Podobnie jest w przypadku mężczyzn produkujących zbyt mało testosteronu. Ponadto osoby depresyjne mają podwyższony poziom „hormonu stresu”, czyli kortyzolu, a także – hormonu adrenokortykotropowego. Kolejne kocepcje akcentują zaburzenia aktywności niektórych części mózgu, np. płata czołowego prawej półkuli (nadczynność) i lewej półkuli (niedoczynność).

Psychologowie, podobnie jak lekarze, rozwinęli szereg koncepcji etiologicznych depresji. Zapewne część z was słyszała o „skali depresji Becka”, który był twórcą podejścia poznawczego w psychoterapii. Skala ta wskazuje takie przyczyny depresji jak:
– negatywne myśli nt. własnego „ja” i przebiegu życia,
– systematyczne błędy logicznego myślenia (arbitralne wnioskowanie, abstrakcja selektywne, nadmierne uogólnianie, wyolbrzymianie i pomniejszanie, personalizacja).

Inni psychologowie wskazują też rolę wyuczonej bezradności i poczucia beznadziejności. Z kolei modne ostatnio podejście akcentujące uważność, jest zdania, iż raz uruchomione myśli o własnej bezwartościowości i samooskarżanie, czekają w gotowości na kolejną okazję do uaktywnienia się, co ma swoje uzasadnienie neurologiczne. Tym, co podtrzymuje i wyzwala depresję jest nasz awersyjny sposób reagowania na to, co się wydarza, a także złość na siebie o to, że (znowu) tak fatalnie się czujemy (zwracanie się przeciwko sobie). Częstokroć psychoterapeuci zauważają, że pod manifestowanymi objawami depresji (smutek i przygaszenie) kryje się mnóstwo niewyrażonej złości, jeszcze głębiej – lęk i potrzeba bliskości

Leczenie depresji

Nierzadko w wychodzeniu z depresji przydatna jest farmakoterapia w postaci jednej z grup leków: trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych (TCA), inhibitorów monoaminooksydazy (MAO), inhibitorów selektywnego powrotnego wychwytu serotoniny (SSRI). Czasami bez wsparcia lekowego psychoterapia nie jest możliwa, ponieważ pacjent nie jest w stanie ubrać się i wyjść z domu. Z drugiej jednak strony, lekarstwa nie „załatwią problemu” na dłuższy czas, ponieważ nie zmieniają sposobu myślenia o sobie i świecie, a także sposobu wyrażania emocji i ich przeżywania. Co ciekawe, skuteczność psychoterapii oraz farmakoterapii jest właściwie taka sama i wynosi 60-75% przypadków wyraźnej poprawy. Wyższy wskaźnik odnotowały jedynieLOGO_Re_Akcja_w_depresji elektrowstrząsy, ale w ich wypadku zagrożenie nawrotami jest bardzo wysokie. W przypadku dokończonego procesu psychoterapeutycznego możliwość nawrotu jest niska, a w przypadku farmakoterapii – wysoka. Jedynym obszarem, w którym psychoterapia „przegrywa” z lekarstwami jest czas trwania terapii.

[Natalia Żuk]

Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta – kogo wybrać?

Jeśli doskwiera ci psychiczne cierpienie, a najbliżsi nie są dla ciebie wsparciem, zapewne szukasz dla siebie profesjonalnej pomocy. Ten miniprzewodnik może ci pomóc w określeniu, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Psycholog udzieli pomocy psychologicznej lub przeprowadzi testy

Psycholog jest absolwentem uniwersyteckich studiów psychologicznych, który może mieć również uprawnienia do prowadzenia badań i testów psychologicznych. W Polsce często psychologa uznaje się za osobę, która wykształciła się na zawodowca pomagającego ludziom w ich problemach natury psychicznej. Warto jednak podkreślić dwie ważne kwestie. Pierwsza – specjalizacji psychologicznych jest wiele. Na przykład w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej jest aż osiem specjalizacji, m.in. psychologia mediów czy neurokognitywistyka. Spośród specjalizacji psychologicznych podstawy do udzielania pomocy psychologicznej czy porad psychologicznych ma tylko psychologia kliniczna i zdrowia. Jednocześnie sama wiedza psychologiczna nie daje narzędzi do prowadzenia psychoterapii.

Psychiatra postawi diagnozę i wypisze leki

Psychiatra to lekarz medycyny, który ukończył specjalizację psychiatryczną. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania zaburzeń i chorób psychicznych oraz ordynowania kuracji farmakologicznej. Lekarz psychiatra posiada wiedzę medyczną o funkcjonowaniu całego organizmu pacjentów, a w szczególności zajmuje się układami nerwowym i hormonalnym oraz tym, w jaki sposób można wpłynąć na poprawę ich funkcjonowania. Podczas zbierania wywiadu i prowadzenia pacjentów psychiatrzy zwracają również uwagę na uwarunkowania genetyczne, społeczne i interpersonalne, by zrozumieć, jakie jest podłoże problemów pacjenta. Na przykład osoba, która przez miesiąc ma obniżony nastrój, ma kłopoty ze snem i poczucie winy, może być uznana za pogrążoną w depresji, ale jeśli okaże się, że w ostatnich tygodniach straciła bliską osobę, to wówczas jej zachowanie uznaje się za prawidłową reakcję żałoby.

Psychoterapeuta prowadzi dialog, by zwiększyć samoświadomość pacjenta

Psychoterapeuta to osoba z wyższym wykształceniem magisterskim, która kończy lub ukończyła kilkuletnie szkolenie zawodowe z zakresu psychoterapii. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania klientów pod względem trudności w ich funkcjonowaniu i potrafiący zastosować narzędzia psychologiczne do pracy na rzecz rozwiązania problemów pacjenta. Ukończenie takiego szkolenia zawodowego wymaga najczęściej odbycia psychoterapii własnej (indywidualnej i/albo grupowej), dlatego można powiedzieć, że psychoterapeuta jest również gotowy do udzielania pomocy psychologicznej pod względem interpersonalnym i osobistym. Sesje terapeutyczne najczęściej odbywają się co tydzień (czasami częściej) i trwają 45-60 minut, a czas trwania terapii uzależniony jest od metody terapii oraz charakteru problemów, z jakimi zgłasza się klient (od kilku miesięcy do kilku lat).

Czego nie robi psychoterapeuta?

  • nie udziela porad życiowych,
  • nie obiecuje, że „będzie dobrze”,
  • nie przepisuje lekarstw,
  • nie zmienia osobowości pacjenta,
  • nie manipuluje klientem,
  • nie opowiada o swoich problemach,
  • nie nawiązuje relacji towarzyskiej, a tym bardziej seksualnej z pacjentem.

Wybieraj w kontakcie

Psychoterapeuci najczęściej pracują w dialogu z klientem, a gabinet terapeutyczny jest miejscem, gdzie mówimy sobie prawdę. Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące wykształcenia, przygotowania swojego (przyszłego) terapeuty, po prostu go o to zapytaj – ma obowiązek przedstawić zaświadczenia i dyplomy potwierdzające jego kwalifikacje.

Pamiętaj, że o ile formalne przygotowanie jest ważne dla zapewnienia ci bezpieczeństwa, o tyle badania dotyczące efektywności psychoterapii wskazują, że czynnikiem najbardziej leczącym i odpowiadającym za skuteczność leczenia jest relacja terapeutyczna (a nie na przykład znajomość technik czy podejście, w którym pracuje psychoterapeuta). Dlatego najistotniejsze jest, jak się czujesz w kontakcie z psychoterapeutą, czy czujesz się rozumiany, czy czujesz, że możesz tej osobie ufać. Między innymi temu służą wstępne spotkania z terapeutą, czyli konsultacje psychoterapeutyczne.

[Natalia Żuk-Michałowska]

Bądź sobą i pozwól innym być sobą*

Nie wiem, kim jestem, co czuję i dokąd zmierzam – to coraz częstszy problem zgłaszany podczas konsultacji psychoterapeutycznych. Z jednej strony jest to pokrzepiające, że ludziom zależy na tym, by czuć i wiedzieć, kim naprawdę są, a z drugiej – przykry znak czasów, w których dominująca kultura mówi nam, że możemy być kimkolwiek zechcemy i wprowadza mnóstwo systemów odniesienia. Przez to jesteśmy zagubieni i możliwość definiowania siebie traktujemy jako trudny obowiązek, w którym jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

 

Bycie tym samym

Francuski filozof Paul Ricoeur wyróżnił dwa typy tożsamości. Pierwsza to tożsamość idem, którą należy rozumieć jako bycie tym samym, co w przypadku człowieka oznacza jego charakter. Ten ostatni zaś rozumiał jako ogół cech wyróżniających, pozwalających ponownie zidentyfikować ludzką jednostkę jako będącą tą samą [za: P Karpiński, „Paul Ricouer – W poszukiwaniu tożsamości człowieka”, w: Kwartalnik Naukowy, nr 4(16)2013]. W Gestalcie powiedzielibyśmy, że charakter to pewne usztywnione sposoby reagowania/działania. Ponadto na charakter w ujęciu ricouerowskim, jak wskazuje Karpiński składają się: zespół nabytych utożsamień, takich jak wartości, normy, ideały, wzorce; przyzwyczajenia, poprzez które „rozpoznajemy-się-w” oraz „rozpoznajemy się po”. Najłatwiej i najdobitniej zaobserwować ten aspekt, gdy bliscy wspominają zmarłą osobę, przywołując (czasem dziwaczne), charakterystyczne dla niej cechy, powiedzonka, sposób bycia, ubierania się itp., które pozwalają innym tę osobę rozpoznać. Odpowiednikiem tego aspektu tożsamości w procesie terapii jest diagnoza (jakkolwiek rozumiana) i cechy wrodzone, jak np. temperament.

 

Bycie sobą

Drugi typ tożsamości wyróżniony przez Ricoeura to tożsamość ipse, czyli bycie sobą. W odróżnieniu od bardziej substancjalnej, niezmiennej w czasie tożsamości idem, tożsamość typu ipse jest procesualna i określa to, co może się w nas zmieniać. Z perspektywy Gestalt w jej najradykalniejszej formie, tylko ten aspekt tożsamości istnieje „naprawdę”. Mówimy wówczas nie, że jesteśmy sobą, lecz stajemy się sobą w nieustannej interakcji ze środowiskiem (ożywionym i nieożywionym) – self jest niekończącym się procesem.

Tego aspektu bardzo często dotykamy podczas psychoterapii, gdy klient próbuje rozpoznać, czy jego pragnienia, preferencje i wybory są jego własne, czy może zintrojektował („połknął” bez dekonstrukcji) je od ważnych obiektów. Jeden z moich klientów zauważył: to nawet nie są moje marzenia, a już zrealizowałem trzy czwarte z nich. To jakiś absurd!

Prostym narzędziem do znalezienia autodefinicji jest Test 20 Stwierdzeń, polegający na dokańczaniu 20 zdań, z których każde rozpoczyna się od słowa „jestem…”. Dalej mogą padać rzeczowniki (np. córką), przymiotniki (np. ładna) lub bardziej rozbudowane opisy (np. jestem taka, że złoszczę się, gdy ktoś mnie oszuka). Gdyby zbudować kontinuum od autodefinicji niezmiennych po te najbardziej zmienne, na jednym krańcu znajdą się rzeczowniki i trochę przymiotników (tworzących tożsamośc typu idem), które składają się na coś, co Ricoeur nazywa obietnicą zachowania siebie w czasie. Na drugim krańcu znalazłyby się pozostałe przymiotniki i opisy zachowań, które podlegają większej zmienności i poprzez które realizujemy bycie sobą, czyli tożsamość ipse.

 

Narracja

Tym co, wedle Ricoeura, spaja dwa aspekty tożsamości (idem ipse) jest narracja na temat samego siebie/postaci. Bohater opowieści jest rozpoznawany przez cały czas jako on sam, ale jednocześnie, zazwyczaj, przechodzi pewną przemianę. Jako ilustracja niech posłuży animacja „W głowie się nie mieści”, w której pokazany jest sposób funkcjonowania emocji, pamięci i tego, z czego składa się nasza osobowość (vide: https://youtu.be/6W29jNg2Dc4?t=57). Narratorka zgrabnie wyjaśnia, że zapamiętujemy różne wydarzenia i jeśli są one podsycone silnymi emocjami lub decyduje się w nich bieg dalszego życia, gromadzimy je w postaci „kluczowych wspomnień”. Każde z nich natomiast zasila jedną z „wysp osobowości”, a te z kolei czynią z nas nas samych. I tak, główna bohaterka, Riley jest sobą dzięki: wyspie rodziny, przyjaźni, szczerości, hokejowi i wygłupom.

A jakie byłyby twoje wyspy?

 

Poznaj – zaakceptuj – wspieraj

Kluczowym jest zatem właściwe rozpoznanie, kim jestem (i ewentualnie, w czym mam problem). Uważam, że to ważne mieć własne autodefinicje i narrację o tym, jak znalazłem się tu, gdzie jestem i jak stałam się tym, kim jestem. Jednocześnie, jeśli chcecie się troszkę „pobawić” lub jesteście złaknieni uporządkowanego wywodu, to polecam Test 16 Osobowości. Jest to darmowe narzędzie do testu osobowości on-line, badające 4 podstawowe wymiary: introwersji-ekstrawersji, intuicji-poznania, odczuwania-myślenia, osądzania-obserwacji. Nie spotkałam dotąd bardziej kompleksowego (choć zautomatyzowanego) opisu mnie samej i moich znajomych. Jestem ciekawa waszych opinii.

Kiedy już wiemy, kim jesteśmy oraz co jest dla nas ważne, postarajmy się wspierać te strony naszej osobowości, które są twórcze, dobre i zgodne z naszą filozofią życiową (lub wierzeniami). Jednocześnie chcę zniechęcić was do skreślania tych cech, których nie lubimy lub wstydzimy się. Dzięki uznaniu ich obecności stajemy się „bardziej sobą”, a cechy te osłabiają swoją moc (więcej o koncepcji paradoksalnej zmiany przeczytasz tu).

 

Z akceptacji siebie płynie większa życzliwość dla innych 

Czy nam się to podoba, czy nie, człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje interakcji i relacji z innymi. Im jesteśmy bardziej krytyczni wobec najbliższych, (a nawet – wrodzy), tym trudniej z nami żyć. Jeśli twoje dziecko chce nosić skarpetki nie do pary, partner używa kubka po kilka razy nie myjąc go, a siostra preferuje rosół z ryżem, to „pozwól” na to. Co ci szkodzi? Daj innym przestrzeń, a wtedy będzie wam razem milej i docenicie się wzajemnie. Oczywiście, jeśli to, co robi druga osoba narusza twoje granice lub komfort, to reaguj.

 

Czy w psychoterapii zmieniamy swoją osobowość?

I tak i nie. Jeśli przyjąć, że na osobowość składają się sposoby funkcjonowania w relacjach i ze sobą samym, kluczowe lęki, przekonania i pragnienia ułożone w pewną strukturę, to częściowo w toku terapii możemy zmienić niektóre elementy, ale nie wszystkie. Na przykład lęk przed porzuceniem nie będzie nas już zalewał, paraliżował czy dyktował ucieczki z relacji, ale nadal będzie czasem się pojawiał. Może już nie będziesz robiła wszystkiego na 110%, ale nadal wykonanie na 70% będzie ci doskwierać. Chcę przez to powiedzieć, że tematy, na których koncentruje się każdy z nas są konstytutywne dla tego, jaką jest osobą i one nawet po wielu terapiach mogą z nami pozostać. Ważne jest, by zastąpić destruktywne (dla siebie lub innych), dysfunkcyjne sposoby reagowania lub działania zdrowszymi, bardziej efektywnymi itp.

 

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Bądź sobą i pozwól być sobą innym”, a druga: „Poddaj się temu, jaki jesteś. Nie udawaj kogoś innego”.

 

PS. Dwie dedykacje muzyczne dla wszystkich, którzy dążą do bycia sobą: https://www.youtube.com/watch?v=CidC5ZlWgVQ oraz https://www.youtube.com/watch?v=1qeMxFRD100