Dlaczego warto wybrać terapię Gestalt?

Poszukam odpowiedzi na pytanie, kiedy terapia Gestalt jest najbardziej wskazana i do rozprawienia się z jakimi problemami najlepiej się nadaje według mojego doświadczenia.

 

Temat 1: samoświadomość

Często w gabinecie słyszę, że klient nie wie, czego chce ani w danej chwili, ani w życiu w ogóle, co dobrze koresponduje z duchem czasów, w których żyjemy – mamy liczne opcje do wyboru, mnogość „gotowców” i od najmłodszych lat jesteśmy posyłani na przeróżne „udoskonalające” zajęcia. Za to mało uwagi kierujemy do wewnątrz, również do ciała, które taktujemy przedmiotowo – jako nośnik wizerunku, sprawności, osiągania celów.

Czasami to właśnie ciało daje nam ostateczny sygnał, że dzieje się z nami coś niedobrego i wtedy do terapii „przyprowadza” nas taki objaw jak bóle głowy, trudności ze snem, pogorszenie sprawności motorycznej, wahania wagi ciała, kołatania serca i wiele innych. Zawsze w takich przypadkach warto najpierw zainwestować w diagnozę medyczną i jeśli lekarze stwierdzą brak podstaw fizjologicznych do występowania objawów, wówczas zwrócić się do psychoterapeuty. Nie spodziewajmy się jednak, że gestaltysta ochoczo zabierze się za usuwanie objawu – raczej skupi się na poszukiwaniu razem z klientem rozumienia, znaczenia, kosztów i zysków z utrzymywania i rozwijania danego symptomu. Zgodnie z teorią paradoksalnej zmiany oraz z gestaltowską koncepcją oporu, warto przyzwolić czemuś niechcianemu (nomen omen) objawić się w pełni. To trochę jak zaproszenie wroga na obiad, by się poznać i uzgodnić terytorium wpływów, zamiast zbrojnej partyzantki, która zużywa naszą energię i może wyniszczać.

 

Podczas sesji psychoterapii Gestalt pracujemy z ciałem, co oznacza, że nie tylko przegadujemy różne problemy i wyobrażamy sobie ewentualny przebieg wydarzeń i procesów emocjonalnych, ale ustawiamy się fizycznie w przestrzeni, zachęcamy do wyrażania emocji poprzez ruch ciała, a nawet wchodzimy w bezpośredni kontakt fizyczny, jeśli ma to uzasadnienie kliniczne i obie strony interakcji wyrażają na to zgodę. Dzięki temu „wychodzimy z głowy” ku realnemu doświadczeniu i czuciu, mamy okazję uczyć się, co oznaczają dla danej osoby różne odczucia, które do tej pory ignorowała i z jakimi problemami interpersonalnymi się one wiążą.

 

Samoświadomość, pojęcie już dość wyświechtane, to jednak nie tylko wrażenia cielesne i emocjonalne. Chodząc na terapię, poświęcamy sobie przynajmniej godzinę w tygodniu i bardzo często staje się to godzina pełnej uważności, w trakcie której z drugą – również uważną oraz nieoceniającą – osobą możemy eksplorować świat swoich preferencji, wartości, pragnień i tego, czy i jak przekładamy to na wybory życiowe małe i doniosłe. Przyświeca nam bowiem założenie, że jeśli odkryjemy, kim jesteśmy i czego chcemy, to odpowiedzialne postępowanie polegać będzie na robieniu tego, co jest z nami spójne. Proponujemy śledzenie własnego strumienia świadomości z chwili na chwilę tu i teraz w gabinecie, czasami zaczynając od (pozornie) najprostszych wyborów, np. Czy chcesz siedzieć na fotelu czy na podłodze? Czy wolisz siedzieć tu ze mną na sesji, czy iść do galerii? Po czym to poznajesz? I co w związku z tym postanawiasz? Jak się czujesz z tym wyborem?

 

Temat 2: granice i potrzeby

Jak można funkcjonować z innymi ludźmi, gdy nie znamy i nie czujemy samych siebie? Gestaltyści znają co najmniej trzy określenia na mechanizmy, które nam „umożliwiają” takie wtopienie się w tło, że znikamy z relacji, a jednocześnie ją zachowujemy: konfluencja, projekcja i profleksja.

 

Pierwszy sposób polega na tym, że „zlewamy się” z drugą osobą, czyli nie wiemy, co sami wolimy, ale na pewno wolimy to, co druga osoba, a jeśli jesteśmy dość rzutcy i lubimy przekuwać napięcie w czyn, to możemy działać na rzecz zaspokojenia potrzeb tej drugiej osoby (to trzeci z wyżej wymienionych mechanizm). Oczywiście, często to nie jest potrzeba, którą czuje nasz interakcyjny partner, ale jesteśmy przekonani, że my dla niej/niego robimy coś dobrego. Prowadzić to może do licznych nieporozumień, frustracji i poczucia niedocenienia. W zasadzie profleksja jest blisko spokrewniona z projekcją, w której swoje (nierozpoznanie) uczucia i wrażenia przypisujemy innym, by nie musieć się z nimi identyfikować. Najczęściej wykorzystujemy ją do przerzucania nieprzyjemnych dla nas stanów i cech, np.: nieszczerości, zawiści, wściekłości, niechęci, albo miłości lub pożądania, które też bywają trudne do przyjęcia.

 

Owe sposoby unikania kontaktu ze sobą i z innymi wynikają z trzech kłopotów:

  • niewyłaniania własnej potrzeby/figury (czyli czegoś, ku czemu kierujemy swoją uwagę, coś co wybieramy jako ważne dla nas w danej chwili) – tu wracamy do tematu samoświadomości, ale i zahaczamy o kłopoty relacyjne,
  • niejasności co do przebiegu granic interpersonalnych i nietolerowania różnic między sobą a innymi,
  • przekonania, że jeśli będziemy wyraziści i dookreśleni, jeśli najpierw zadbamy o swoje potrzeby, ważna dla nas osoba nas zostawi.

 

W psychoterapii Gestalt radzimy sobie z powyższymi nie tylko analizując sytuacje, w których klient uczestniczył poza gabinetem, ale również, a czasem głównie, śledząc to, co dzieje się pomiędzy klientem a terapeutą, ponieważ zazwyczaj kwestie bycia zależnym od drugiej osoby i jej zdania aktualizują się w gabinecie. Wówczas działanie „leczące” ma choćby szukanie własnych celów terapeutycznych, (a nie tych, nad którymi kazał pracować psychiatra albo żona). Przydatne są także wszelkie wydarzenia, pojawiające się w polu między klientem a terapeutą, takie jak spóźnienia, zapomnienia o sesji czy przeżywanie różnych emocji, o których klient uczy się mówić tak, by to było zgodne z nim/nią, a zarazem nieatakujące (np. kiedy nie zgodziłaś się na przedłużenie sesji, zezłościłam się na ciebie tak bardzo, że chciałam więcej nie przyjść). Kiedy mamy już zbudowaną bezpieczną i otwartą relację, łatwiej też klientowi testować różne sposoby odmawiania (np. wykonania jakiegoś ćwiczenia czy przesunięcia godziny spotkania) i wyrażania odmiennego zdania niż ma jego terapeuta.

 

Temat 3: agresja i działanie

Kolejną trudnością, jaką napotykamy, gdy już wiemy, co czujemy lub czego chcemy, jest blokowanie wyrażania siebie. „Zapuszkowujemy” emocje i intencje kontaktu ze środowiskiem, co skutkować może: samotnością, doświadczaniem depresji, stagnacji, poczucia bezsensu lub „wybuchami” emocji nieadekwatnymi do sytuacji. W przyrodzie nic nie ginie, dlatego niewyrażone przeżycia kumulują się, przeistaczają w inne stany i objawy, dając poczucie chaosu i braku kontroli. Jeśli nie przeżyjemy żałoby, kolejne, choćby małe straty będą w nas otwierać spory pokład żalu i smutku; jeśli nie powiemy o swojej złości, z czasem będziemy „bez powodu” napięci i zirytowani; jeśli nie damy znać, że jest nam przykro i zamiast tego „strzelimy focha”, to będziemy się czuć coraz bardziej niezrozumiani; ewentualnie nasz organizm zamieni te emocje na objaw somatyczny. Oczywiście nie postuluję impulsywnego działania bez kontaktu z rzeczywistością i rozumem.

 

Zamiast realnego kontaktu opowiadamy o nim w kategoriach domniemanych rezultatów ewentualnego działania, odkładamy sprawy do załatwienia na wieczne nigdy, rozważamy miliony opcji, które moglibyśmy wybrać, wyobrażamy sobie, że wiemy, jak inni odpowiedzieliby na nasz ruch, gdybyśmy go wykonali i, mówiąc po ludzku, kręcimy się w kółko zużywając energię nie na to, o co nam chodzi, (a mówiąc żargonem – uprawiamy defleksję).

 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który osoby niezaznajomione z terapią Gestalt, witają ze zdziwieniem. Mianowicie – agresja, czyli sięganie na zewnątrz siebie w celu zaspokojenia swojej potrzeby albo obronienia siebie. Bycie agresywnym z zdrowy sposób jest wzięciem odpowiedzialności za swoje pragnienia i nie ma nic wspólnego z przemocą, która przekracza granice innych osób lub obiektów.

 

Zatem w psychoterapii Gestalt zajmujemy się udrożnieniem „przepływu” od impulsu, któremu nadajemy znaczenie do działania na rzecz domknięcia figury, o której ten impuls świadczy. I dotyczy to nie tylko złości i frustracji, ale również takich uczuć i intencji jak tęsknota i chęć zbliżenia się do kogoś. W trakcie sesji i w ramach relacji terapeutycznej klienci postanawiają zaryzykować swój obraz (np. jako osoby samowystarczalnej albo uległej) i pokazać się (np. poprosić o coś dla nich albo wyznać, że coś im nie pasuje w relacji) w interakcji z terapeutą. W ten sposób integrują różne części siebie i widzą siebie w bardziej wielowymiarowy sposób. A później, zbudowani dobrym doświadczeniem z sesji, mogą podejmować próby innego niż dotąd zachowania poza gabinetem, w tak zwanym „realnym życiu”.

 

Temat 4: sztywność i nadaktywność

Kolejnym obszarem przejawiania się problemów, z którymi można zgłosić się na psychoterapię Gestalt jest działanie. Zwłaszcza w kulturze, w której ceni się bardziej aktywność, zmianę i wytwarzanie niż introspekcję i zadumę, jesteśmy szczególnie narażeni na pokusę działania bez kontaktu ze sobą. Co to znaczy? Że angażujemy różne projekty, za które nagrodą jest tryumfalistyczny moment odhaczenia zadania z listy, podziw innych albo pieniądze, a nie jesteśmy zorientowani, po co to robimy i jakie nasze potrzeby miałoby to zaspokoić. Często też działamy by wypełnić introjekt, czyli zakaz lub nakaz, który uwewnętrzniliśmy bez jego „przetrawienia”. Świetnym przykładem jest imperatyw utrzymywania nieskazitelnej czystości w domu, nienagannego wyglądu albo przymus „wyrabiania się” z pracą. Oczywiście niejedna osoba może polemizować, że porządek, atrakcyjność i pracowitość to cnoty, a nie problemy. Jako gestaltystka patrzę jednak na nie podejrzliwie, gdy osoba przejawiająca te cechy jest usztywniona w perfekcyjności, co oznacza, że nigdy nie pozwala sobie na przesunięcie się ku drugiemu biegunowi. Przebywanie bez przerwy w jednym „wymiarze” siebie jest najczęściej przejawem (głęboko skrywanego) lęku, przed którym bronimy się wzmożoną samokontrolą (podobnie jest z kompulsjami i obsesjami, które są skrajnym przejawem usztywnienia). Właśnie dlatego uważam załamania za okazję do rozwoju – czasem tylko złożeni chorobą lub kryzysem emocjonalnym, zaczynamy siebie pytać: po co właściwie to wszystko? Jak to się ma do tego, kim jestem i co jest dla mnie ważne?

Podobnie jak w przypadku wyżej omawianych obszarów problemowych, podczas sesji obserwujemy, czy również w relacji terapeutycznej klient autentycznie jest w kontakcie, czy strasznie się stara idealnie wypełnić rolę klienta, czy decyduje się „odgrywać siebie”, czy jest zaciekawiony tym, co nowego może o sobie odkryć. Zachęcamy do eksplorowania drugiego bieguna, na który klient nie pozwala sobie na co dzień, choćby w ramach eksperymentu i próby. Zdrowie psychiczne bowiem wymaga elastyczności. Początkowo ten drugi biegun wydaje się nam obcy, choć czasem przyjemny i po jakimś czasie takiego „pływania” pomiędzy skrajnościami uczymy się odnajdować to, co jest w danym momencie (życia) zgodne z nami, (a nie – z przypisanym nam obrazem). Warto więc wypróbować takie np. „modalności” siebie jak: stanowczy – łagodny, namiętna – chłodna, planujący – improwizujący, zadaniowa – czuła, zmobilizowany – rozluźniony, towarzyska – wycofana

 

Temat 5: kontakt z innymi

Gestaltyści (choć nie tylko) wychodzą z założenia, że Ja nie istnieje bez Ty. Zanim wykształcimy poczucie siebie i własnej odrębności, czujemy, że mama jest przedłużeniem nas samych (i w jakimś sensie tak jest aż do końca normalnej rozwojowo fazy symbiozy). Również w życiu dorosłym to, co nas łączy z innymi ludźmi jest źródłem przeróżnych emocji i doświadczeń, czasami bardzo trudnych. W takich przypadkach reagować możemy obronnie, czyli na bazie swojego lęku (głównie przed oceną i odrzuceniem), a nie w kontakcie z drugą osobą. W innych przypadkach, gdy ktoś przekracza nasze granice, a my się nie bronimy, rozwijamy w sobie bezradność ofiary i brak poczucia wpływu na własne życie. W terapii indywidualnej śledzimy, jaka jest geneza, czyli jak nasze przeszłe doświadczenia relacyjne usposobiły nas do takiego, a nie innego budowania relacji w życiu dorosłym oraz pracujemy nad tym, byśmy zaczęli to robić adekwatnie do teraźniejszości, a nie nawykowo (czy z przeniesienia).

 

W terapii Gestalt „pracujemy na relacji”, co oznacza, że i terapeuta i klient są szczerze zaangażowani w to, co się dzieje między nimi i wykorzystują to doświadczenie do tego, by dowiedzieć się czegoś ważnego o sposobie budowania kontaktu przez klienta. Następnie można się zastanowić, czy podobnie dzieje się poza gabinetem i czy stanowi to źródło problemów. W takim sensie Gestaltysta jest narzędziem swojej pracy, (dobrze) nastrojonym czujnikiem i źródłem informacji zwrotnej. Ponieważ uważamy, że każde interakcyjne pole jest współtworzone przez wszystkie zaangażowane weń elementy, terapeuci Gestalt zadają sobie też pytanie, w jaki sposób oni sami przyczyniają się do takiego, a nie innego kontaktowania się z danym klientem (i czy jest to informacja o terapeucie czy o kliencie).

 

W terapii dla par, w której zachęcamy klientów do mówienia do siebie nawzajem, a nie do terapeuty, mamy kapitalną okazję nauczyć się słuchać ukochanej osoby oraz wyrażać siebie. W skrócie, uczymy się autentycznej komunikacji i kontaktu, które są podstawą budowania więzi.

 

Terapia grupowa i treningi interpersonalne szczególnie przydają się do pracy z takimi problemami jak lęk społeczny, wstyd, niestabilne lub zanikające relacje, czy wchodzenie w zależną pozycję. Podczas spotkań grupowych, które stanowią swoisty mikrokosmos społeczny, klienci mają okazję do sprawdzenia, jak naprawdę inni na nich reagują, ponieważ umawiamy się na szczerość i wzajemne zaangażowanie. Oznacza to, że przystępując do grupy terapeutycznej każdy pracuje zarówno na swoją rzecz, jak i na rzecz innych. Grupa daje też szerszy wachlarz możliwości jeśli chodzi o konstruowanie eksperymentów, szczególnie tych z wykorzystaniem psychodramy i bezpośredniej wymiany między uczestnikami. Na przykład, możemy sprawdzać, czy nasze odczucia (emocjonalne czy z ciała) lub myśli i przekonania zmieniają się w zależności od tego, z kim wchodzimy w interakcję.

 

Słowo końcowe

Specyficzny sposób i metody pracy w terapii Gestalt oraz jej filozoficzne i psychologiczne założenia przekładają się na to, jakimi problemami zajmuje się ona się najchętniej i z największym powodzeniem. Ogólnie rzecz ujmując należą do nich wszystkie zagadnienia wynikające z zatrzymania i zablokowania kontaktu ze sobą i środowiskiem, którego składnikiem są inni ludzie oraz te powiązane z fragmentaryzacją, czyli niedostrzeganiem powiązań między różnymi procesami w skali mikro i makro.

 

Gdybym chciała opisać wszystkie możliwe cele terapeutyczne, jakie pojawiają się w zapotrzebowaniu klientów zgłaszających się do psychoterapeuty Gestalt, zapewne musiałabym napisać bardzo grubą książkę. Dlatego na koniec pozwolę sobie wymienić jeszcze kilka kierunków pracy – należą do nich: redukcja stresu, osiąganie ugruntowania i pełnego oddechu, zmienienie sposobu postrzegania siebie, zwiększenie poczucia witalności i spontaniczności, (co wiąże się też z identyfikacją i realizacją swoich potrzeb seksualnych), uniezależnianie się od rodziny pochodzenia czy poszukiwanie sposobów realizowania kreatywności.

 

Warto też dodać, że powyżej pisałam o przejawach problemów, które występując w różnym nasileniu dotyczą zarówno osób dobrze funkcjonujących, jak tych, którzy mają większe kłopoty (np. to, co psychiatrzy nazywają zaburzeniami osobowości, lękowymi czy afektywnymi). Terapia Gestalt może być odpowiednia dla całego spektrum nasilenia problemów, jednak najważniejsze jest, by podczas konsultacji do terapii wybrać psychoterapeutę, z którym czujemy lub wierzymy, że mamy szansę na efektywną i bezpieczną pracę.

 

 

Natalia Żuk-Michałowska

Psychoterapia grupowa

Psychoterapia grupowa jest formą psychoterapii, prowadzoną przez dwóch psychoterapeutów w grupie 6-10 klientów. Wszyscy razem tworzą społeczność eksperymentalną, co w praktyce oznacza, że uczestnicy funkcjonują w grupie podobnie jak w życiu codziennym. Dzięki temu mogą w bezpiecznej atmosferze pracować nad zmianą zachowania i przeżywania przy wsparciu grupy i prowadzeniu terapeutów. W ciągu kilku-kilkunastu miesięcy uczestnicy odkrywają własne zasoby i ograniczenia w kontakcie z innymi ludźmi, obserwują, jak nawiązują relacje, jak je podtrzymują i jak kończą. Taka świadomość umożliwia przepracowanie problemów interpersonalnych i intrapsychicznych, których źródło jest w tu-i-teraz lub w przeszłości. Psychoterapeuci prowadzący grupę mogą to robić poprzez prace indywidualne klienta na tle zaangażowanej grupy, a także poprzez ćwiczenia całej grupy.

Spotkanie grupowe jest także okazją do wymiany emocjonalnej między uczestnikami oraz do uzyskania informacji zwrotnej o sobie od pozostałych. Ze względu na żywe zaangażowanie we własny proces zdrowienia i bycie świadkiem rozwoju osobistego innych, terapia grupowa bywa intensywniejszą formą rozwoju osobistego nawet niż psychoterapia indywidualna. Może też przyspieszyć efekty terapii indywidualnej.

Uczestniczenie w grupie psychoterapeutycznej jest szczególnie polecana osobom, przeżywającym dużo lęku społecznego, wstydu, poczucia winy oraz tych, których chcą rozwijać w sobie zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości i spontaniczność.

Psychoterapia

Psychoterapia jest formą profesjonalnej pomocy osobom, które chcą lepiej poznać siebie i dokonać zmian w sposobie swojego funkcjonowania.

Jest ona także, a może przede wszystkim, spotkaniem i relacją między psychoterapeutą a klientem lub pacjentem.
Psychoterapeuta, będący osobą zawodowo wyszkoloną w zakresie teorii psychologicznych i technik terapeutycznych, ma za zadanie wspierać klienta, pomagać mu w samopoznaniu, określeniu i realizowaniu własnych pragnień, wypracowaniu nowych umiejętności i sposobów zachowania oraz usuwaniu przykrych dolegliwości (takich jak np. chroniczny lęk). Terapeutę obowiązuje kodeks etyczny oraz bezwzględny nakaz pracowania na rzecz klienta, a nie na rzecz zaspokojenia własnych potrzeb. Przyjmuje on życzliwą i nieoceniającą postawę, co buduje wzajemne zaufanie. Klient natomiast, przychodząc na psychoterapię, decyduje się na pracę nad sobą, a nie tylko np. na uzyskanie chwilowego pocieszenia.
Najczęściej sesje psychoterapeutyczne trwają 45-60 minut i odbywają się raz w tygodniu w gabinecie terapeuty, a kontakt z psychoterapeutą odbywa się twarzą w twarz. W czasie sesji klient i psychoterapeuta prowadzą tzw. dialog terapeutyczny, którego zasadą jest podmiotowe traktowanie siebie nawzajem.
Istnieją różne nurty terapeutyczne: od psychoanalizy przez terapię poznawczo-behawioralną po humanistyczno-egzystancjalną.

Zakupoholizm i jego tło

Konsumpcjonizm rzecz jasna sprzyja częstszemu występowaniu uzależnienia od kupowania. Jednakże nie jest czynnikiem decydującym, podobnie jak w przypadku używek – samo ich istnienie nie powoduje, że ludzie się od niego uzależniają.

Co to jest uzależnienie od zakupów?

Obecnie zakupoholizm nie figuruje w żadnej z medycznych klasyfikacji chorób (ICD-10, DSM-5). Jednakże nie musi to być warunkiem uznania jakiegoś funkcjonowania za zaburzone. Zakupoholizm można traktować jako uzależnienie lub kompulsywne zachowanie, które przysparzają cierpienia zarówno osobie kupującej, jak i jej otoczeniu. W jednym i drugim wypadku kluczowym kryterium byłaby niemożność powstrzymania impulsu kupienia kolejnej, często niepotrzebnej, rzeczy oraz przykre emocje po dokonaniu zakupu. Powiedziałabym zatem, że nie jest to choroba psychiczna, ale zaburzenie zachowania, które ma podłoże psychiczne.

Chętnie uznałabym, że twierdzenie jakoby zakupoholizm głównie dotykał kobiet to stereotyp, ale badania pokazują, że 80-90% przypadków stanowią właśnie kobiety. Jednocześnie statystykę może zawyżać to, iż kobietom łatwiej przyznać się do uzależnienia od zakupów ze względów społeczno-kulturowych. Problem ten najczęściej zaczyna być widoczny około 20. roku życia.

Z zakupoholizmem współwystępują często inne zaburzenia, głównie nastroju (tj. depresja lub choroba afektywna dwubiegunowa), zaburzenia lękowe, nadużywanie środków psychoaktywnych, zaburzenia odżywiania. Ponadto M. Lejoyeux i współpracownicy (2000), badający historie rodzin stwierdzili, że w 20% przypadków w rodzinie zakupoholika występował problem alkoholowy, a w 18% – depresja. Wobec tego można uznać, że zakupoholizm to „tylko” objaw, czy też sposób radzenia sobie z wewnętrznym cierpieniem lub konfliktami.

Skąd się bierze przymus kupowania?

Psychologowie i psychiatrzy, tak jak w większości problemów psychicznych, nie są w stanie jednoznacznie wskazać przyczyny kompulsywnego kupowania. 

Zakupoholicy, jak i inni uzależnieni, używają zakupów, by zmniejszyć napięcie psychiczne. Prawdopodobnie nie wypracowali zdrowszego sposobu regulowania emocji, zwłaszcza tych nieprzyjemnych – lęku, złości i smutku. Oczywiście może być tak, że osoba całkowicie stabilna, poddana dużemu stresowi lub kryzysowi życiowemu, znajduje chwilową ulgę podczas kupowania i zaczyna się od tego uzależniać. Buduje się bowiem pozytywne wzmocnienie: napięcie – kupowanie – spadek napięcia. Badacze o orientacji bardziej biologicznej wskazują na rolę małego stężenia serotoniny i dopaminy, które wpływają na układ motywacyjny. Nie bez znaczenia są także czynniki społeczne, jak choćby fakt, iż posiadanie dóbr jest ważnym wyznacznikiem statusu społecznego. Jeśli więc nasza samoocena jest niestabilna i źle znosimy jej spadek (np. w wyniku niepowodzenia w pracy), kupno wyrobów „statusowych” (jak np. biżuteria z brylantem lub skórzana tapicerka w samochodzie) na jakiś czas daje złudzenie, że jednak „jestem Kimś, skoro mnie stać na..// skoro ludzie patrzą na mnie z podziwem lub zazdrością”.

W każdym przypadku należy sporo czasu poświęcić na zbadanie korzeni zakupoholizmu, a także funkcji, jaką pełni on w życiu konkretnej osoby. Jeśli przyjąć takie stanowisko, wszystkie wyżej opisane przyczyny są tylko pewną potencjalnością, która może mieć niewiele wspólnego z daną zakupoholiczką.

Co rekompensują nam zakupy?

Generalnie, tak jak wspomniałam wyżej, dla zakupoholika działania związane z kupowaniem chwilowo redukują napięcie psychiczne. Źródła tego napięcia są zależne od konstrukcji psychicznej danej osoby i jej doświadczeń. Na przykład osoby o obronności narcystycznej, dla których życiowym problemem jej uzależnianie samooceny od obserwowanych przejawów aprobaty innych ludzi, posiadanie coraz większej ilości (atrakcyjnych) przedmiotów może być sposobem na podnoszenie poczucia własnej wartości. Oczywiście jest to tylko inwestycja w fasadę i nie rozwiązuje bazowego problemu. Dla innych typów obronności kupowanie może stanowić wypełnienie pustki, odciągnięcie uwagi od wewnętrznego poczucia bezsensu życia, dezorientacji co do własnej tożsamości i potrzeb. Zakupy mogą także „rekompensować” brak relacji, w której czujemy się bezpiecznie – łatwiej jest coś sobie kupić niż o to poprosić, ponieważ proszenie oznacza wejście w kontakt i przynajmniej chwilową zależność od drugiego człowieka. Merlin Monroe twierdziła, że zakupy dają szczęście, ale nie wiem, jaka była jej koncepcja szczęścia. Jeśli popatrzeć na to od strony biologii, to faktycznie kupowanie czegoś, co nam się podoba aktywizuje „hormony szczęścia”. Ja jednak nazwałabym to przyjemnością, a nie szczęściem.

Każdy kupuje, nie każdy – kompulsywnie

Każdy człowiek posiada impulsy i się nimi kieruje. To naturalne i często potrzebne. Granicą, po przekroczeniu której możemy zdać sobie sprawę z problemu jest kontrola owego impulsu. Słowem, nie umiemy się powstrzymać. Zwiastunami kłopotu z kupowaniem są:

– przymus kupowania odczuwany przy obniżonym nastroju, przy zwiększonym lęku lub napięciu, i poprawa nastroju podczas kupowania,

– częste, obsesyjne myślenie o zakupach, intensywne ich planowanie, połączone z podekscytowaniem,

– wstyd i poczucie winy po zakupach, zwłaszcza po kilku-kilkunastu godzinach,

– spędzanie znacznej ilości czasu w miejscach, gdzie można dokonać zakupów,

– nieracjonalne wydawanie pieniędzy lub zadłużanie się, przy jednoczesnym kupowaniu zbędnych rzeczy, często ukrywanych,

– kłamanie na temat zakupów, posiadanie tajemnic z nimi związanych (np. kart kredytowych, o których nikt nie wie).

Istotnym wskaźnikiem jest też powtarzalność. Nie wpadajmy więc w panikę, jeśli podczas świątecznych zakupów przeżywamy radość, euforię, a potem wyrzucamy sobie wydanie zbyt dużej ilości pieniędzy.

Mam problem i co dalej?

Główną metodą leczenia jest psychoterapia, w której terapeuta razem z klientem zbadają źródła, funkcje zakupoholizmu danej osoby oraz potrzeby związane z kupowaniem. Ważne, by zobaczyć całe życiowe tło, na jakim rozgrywa się kompulsywne kupowanie, ponieważ zakupoholizm może być tylko objawem/ maską problemów ze sobą i z innymi, którymi nie chcemy się zajmować. 

Czasami może też okazać się przydatne skorzystanie z doradztwa finansowego, aby pomóc zakupoholikowi wyjść z długów i nauczyć racjonalnego gospodarowania pieniędzmi. Mimo podejmowanych przez lekarzy prób dobrania odpowiednich leków, farmakoterapia w przypadku zakupoholizmu jest mało skuteczna. Prawdopodobnie włączenie leków może zmniejszyć objawy towarzyszące, takie jak lęk czy obniżenie nastroju.

Niektórzy zakładają, że osoba uzależniona zawsze pozostaje uzależniona. Dlatego na przykład trzeźwym alkoholikom „nie wolno” nawet polewać współbiesiadnikom, ponieważ jakikolwiek kontakt z alkoholem może wyzwolić u nich niekontrolowane picie. Inni uważają, że można przestać być uzależnionym. Na pewno możliwe jest moim zdaniem odzyskanie świadomej kontroli nad robieniem zakupów (pozbycie się objawów), czyli kupowanie tego, co jest nam potrzebne, co chcemy mieć i wiemy po co, a nie tylko „musimy” kupić. Uważam, że zakupoholizm jest raczej objawem niż problemem, więc samo powstrzymanie się mojego klienta od impulsywnego kupowania nie uznałabym za terapeutyczny sukces. Ważne jest dla mnie, by klient zrozumiał mechanizm swojego funkcjonowania, uruchomił związane z tym emocje i zaciekawienie samym sobą, poczuł, że ma wybór i wziął ze niego odpowiedzialność.

 

Natalia Żuk

Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

Zamartwianie się powodować może silny stres, a co za tym idzie – dolegliwości somatyczne (bóle brzucha, mdłości, zaburzenia trawienia, bezsenność, zaburzenia rytmu pracy serca, bóle głowy, a nawet – kręgosłupa). Czasami mówimy, że mamy zmartwienia, co miałoby wskazywać na obiektywną ich naturę. Tymczasem, to, czy się zamartwiamy zależy od naszej aktywności (poznawczej, emocjonalnej i działania). Może warto przyjrzeć się temu zjawisku nieco bliżej?

 

Co to właściwie znaczy „martwienie się” i na bazie jakiej emocji powstaje?

Słownik etymologiczny języka polskiego podaje, że do XV wieku źródłosłów wyrażenia „martwić”, czyli słowo „mrzeć”, odnosił się do uśmiercania. Dopiero od XVI wieku przyjęło się używanie go w kontekście myślenia z niepokojem o zgryzotach i troskach. Zaczęłam się więc zastanawiać, jakie powiązanie widzieli (świadomie lub nie) nasi przodkowie między zabijaniem a martwieniem się. Innymi słowy: czego się pozbawiamy, martwiąc się?

Zamartwianie się „zabiera” nas, naszą przytomną obecność z rzeczywistości i teraźniejszości, ponieważ oddając się zamartwianiu najbardziej w kontakcie jesteśmy ze swoim lękiem o przyszłość i myślami na ten temat. Cały proces wygląda zatem tak:

  1. chcemy określonego przebiegu zdarzeń w przyszłości,
  2. zakładamy, że z jakiegoś powodu on się nie zrealizuje i taki antycypowany stan rzeczy budzi nasz lęk,
  3. czujemy się wobec tego bezradni,
  4. zaczynamy myśleć, co można zrobić, by tego uniknąć (to może motywować do działania, czasami sensownego, czasami nie), jakie katastrofy przyniesie (to powoduje wzrost lęku), co powinniśmy byli zrobić, by nie stworzyć szansy powstania zagrożenia (to powoduje poczucie winy).

Biorąc pod uwagę dwa odczucia, których połączenie sprzyja zamartwianiu się, czyli lęk i poczucie bezradności, łatwo odgadnąć, że zamartwianie się jest pewną czynnością zastępczą, służącą obronie przed bezsilnością. Często odnosiłam – tak w życiu, jak i w gabinecie terapeutycznym – wrażenie, że kiedy ktoś się zamartwia, to tak naprawdę nie wierzy w to, że jest w danej sytuacji bezradny i owa aktywność umysłowa daje złudzenie, że odzyskuje sprawczość. Działa to moim zdaniem na tej samej zasadzie co takie behawioralne odpowiedniki radzenia sobie z lękiem jak: uczynienie znaku krzyża, gdy się boimy, spluwanie przez ramię, czy sekwencje ruchów baseballisty przed ważnym uderzeniem. Oczywiście, kiedy zaczynamy się martwić nie rozważamy tego tak dokładnie i decyzja, by zacząć się martwić nie zapada na poziomie świadomości – jest raczej nawykowym odruchem.

 

Czemu jedni się martwią, a inni nie?

Skoro już wiemy, że martwimy się po to, by nabrać poczucia, że jednak nie jesteśmy bezsilni i możemy nie dopuścić do sytuacji, która budzi nasz lęk, warto zastanowić się, dlaczego niektórzy są bardziej skłonni do zmartwień. Po pierwsze jako dzieci uczymy się naśladując naszych opiekunów i tą drogą nabywamy pierwsze „kompetencje” w zamartwianiu się. Po drugie, musimy mieć lękowy przekaz od opiekuna, najpewniej od matki o takiej np. treści: „świat jest niebezpieczny, a ludzie cię wykorzystają”, „stanie się coś złego”, „jeśli nie pomyślisz o wszystkim, spotka cię kara”, (bardzo polecam: http://www.polskieradio.pl/9/3901/Artykul/1461640,Leki-przechodza-z-pokolenia-na-pokolenie oraz http://www.ted.com/talks/annie_murphy_paul_what_we_learn_before_we_re_born). Po trzecie, ważną sprawą dla nas musi być kontrolowanie „sytuacji”, (gdyby tak nie było, po prostu zwinęlibyśmy się w kłębek i trwali w lęku i wycofaniu). Po czwarte, co związane z trzecim, mamy tendencję do życia przyszłością i przekonania, że musimy o nią zadbać lub zaplanować ją. Jak każde zachowanie zabezpieczające, także i ciągłe próby przezwyciężenia niewiedzy dotyczącej przyszłości tylko podtrzymują lęk. Nie znam osoby, która zaangażowana jest w myślenie o przyszłości, a która nie doświadczałaby jakiejś dozy niepokoju. W skrajnych przypadkach kompozycja takich uwarunkowań i cech tworzy zaburzenie obsesyjno-kompulsywne.

 

Jak się nie martwić?

Najpierw warto zbadać, czy w danej sytuacji nasze martwienie się cokolwiek może zmienić na lepsze. Jeśli od martwienia się przechodzimy do ułożenia planu i wprowadzenia go w życie, a potem doznajemy ukojenia, to jest OK (np. martwimy się o to, że z piecyka gazowego ulotni się czad i wobec tego montujemy czujnik, a potem śpimy spokojnie). Jeśli jednak nasz poziom napięcia nie obniża się, wówczas proponuję następujące kierunki działania:

  • zadaj sobie pytanie, co by się stało, gdybym się nie martwił?(nie chodzi tu o racjonalne myślenie, ale o odkrycie logiki przekazu rodzinnego lub emocjonalne zależności, więc odpowiedź może być irracjonalna);
  • skup się na teraźniejszości, zwłaszcza na swoim ciele, np. wykonując ćwiczenia fizyczne, zwłaszcza te tonujące jak joga;
  • pomedytuj lub pomódl;
  • wykonaj ćwiczenie „7 pulsów” (znajdź swój puls i zrób wdech trwający siedem uderzeń pulsu, tak samo długi wydech i całość powtórz siedem razy – jest to też świetny sposób radzenia sobie z napadem paniki);
  • poszukaj wsparcia u innych ludzi, którzy są ci życzliwi – „przegadywanie” problemu i zyskanie różnych punktów widzenia go może znacznie obniżyć lęk;
  • zadaj sobie pytanie, co jest w zakresie mojego wpływu? i planuj tylko to, co od ciebie zależy.

A jeśli sam nie możesz się uporać z zamartwianiem się, które stało się rodzajem obsesyjnego myślenia, udaj się na psychoterapię.

Natalia Żuk

Gestalt w pracy z dziećmi

Psychoterapia dzieci w nurcie Gestalt została rozwinięta w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przez Violet Oaklander – autorkę dwóch książek z tej tematyki. Pierwsza z nich – „Windows to our children” (Okna do naszych dzieci) przedstawia szereg praktycznych metod i technik stosowanych w psychoterapii dzieci i młodzieży. Z kolei druga pozycja „Hidden treasure” (Ukryty skarb) poszerza zagadnienia teoretyczne dotyczące tzw. Gestalt play therapy, czyli psychoterapii przez zabawę.

W psychoterapii Gestalt aspekty opisujące zdrowe funkcjonowanie to działanie w zgodzie z własnymi potrzebami, kontakt ze sobą i z innymi, autentyczność i spontaniczność. Ich przeciwieństwa, czyli sztywność, nadmierna kontrola, powstrzymywanie reakcji i tłumienie emocji zakłócają ten zdrowy (czyli najbardziej korzystny i rozwojowy) sposób funkcjonowania.

Problemy, z którymi dziecko trafia na terapię, zwykle dotyczą właśnie zakłóceń w zdrowym rozwoju, które prowadzą do trudności emocjonalnych, fizycznych lub psychicznych. Przeważnie odnoszą się do zachowania dziecka, jego nastroju albo relacji z innymi. Może ono, na przykład, powstrzymywać pewne emocje (zwłaszcza takie, jak złość i smutek) poprzez zaciśnięcie swojego ciała aż do momentu, kiedy wystąpią u niego bóle głowy, żołądka lub inne dolegliwości. Takie zjawisko nazywa się retrofleksją. Może też odwracać uwagę od trudnych emocji poprzez bicie innej osoby, która jest łatwiejszym celem, od tej, która faktycznie powoduje jego cierpienie. Jest to tzw. defleksja. Może także projektować swoje nieakceptowane uczucia na kogoś innego, twierdząc, np. że „to ona jest zła na mnie”, „to on mnie nie lubi” itp.  Może zaprzeczać swoim uczuciom, mówiąc, że czuje się dobrze albo, że się nudzi, mimo jasnych oznak przebytej traumy. Może w końcu angażować całą swoją energię w bycie „grzecznym dzieckiem”, akceptowanym przez dorosłych, kosztem własnych wyborów, potrzeb. W takiej sytuacji mówimy o konfluencji z rodzicem, dorosłym autorytetem itp.

Terapia Gestalt jest procesem twórczym i polega na tworzeniu doświadczeń z dzieckiem w interaktywnej relacji. Głównym celem terapeuty jest pomóc dziecku stać się świadomym swojego procesu. Kiedy staje się ono bardziej świadome tego, jak funkcjonuje w doświadczeniu terapeutycznym – kim jest, co czuje, co lubi (a czego nie), czego potrzebuje, co robi i w jaki sposób – stopniowo osiąga stan integracji. Ma zatem więcej możliwości ekspresji emocjonalnej, zaspokajania swoich potrzeb, poszukiwania nowych, satysfakcjonujących sposobów zachowań. Ta świadomość rozwija się dzięki doświadczeniom, wprowadzanym przez terapeutę w zabawie.

Psychoterapia Gestalt ma zadanie przywrócić dziecku naturalną spontaniczność, zwłaszcza w zakresie reakcji emocjonalnych i zapewnić mu dalszy rozwój. W trakcie procesu terapeutycznego dziecko uczy się korzystać ze wsparcia swojego i środowiska (a więc z wewnętrznych i zewnętrznych zasobów w jego życiu), odrzucając to, co mu nie służy, a korzystając z tego, co daje mu satysfakcję i radość – co powoduje jego wzrost, dojrzewanie, uczenie się i rozwój.

Iwona Wyrwicka

Na podstawie:

Felicia Carroll „Gestalt play therapy” – materiały szkoleniowe, Warszawa 2017

Violet Oaklander „Hidden treasure. A map to the child’s inner self.” Karnac Books, Londyn 2006

Violet Oaklander „Windows to our children”  The Gestalt Journal Press, USA 2007

Psychoterapia Gestalt

Terapia Gestalt wpisuje się nurt psychoterapii humanistyczno-egzystencjalnych, w którym szczególną rolę odgrywają samorealizacja i kreatywne możliwości jednostki.
Z filozoficznego punktu widzenia u podłoża terapii Gestalt leży obraz człowieka, który bierze życie we własne ręce zgodnie z zasadą odpowiedzialności za siebie i samoregulacji, Relacja terapeutyczna odbywa się Tu i Teraz w formie spotkania Ja-Ty. W terapii Gestalt dąży się do tego, by klient uświadomił sobie sposób, w jaki zniekształca lub zrywa kontakt ze sobą lub z otoczeniem. Wraz ze wzrostem świadomości na ten temat odzyskuje on zdolność kształtowania i przeżywania kontaktów w sposób wybiórczy, kreatywny i integrujący.
Humanistyczna orientacja terapii Gestalt ma niezwykle istotne konsekwencje dla postawy terapeutycznej: osoba poszukująca pomocy nie jest „chorym”, zaś osoba pomagająca nie przyjmuje roli „lekarza”. Dla klienta oznacza to wyzwanie: ufa się mu, że przy wsparciu osoby terapeuty zdoła uporać się ze swymi problemami, dzięki czemu osiągnie dojrzałość. Owa samodzielność klienta wypływa ze wspomnianego kluczowego założenia terapii Gestalt o samoregulacji organizmu, co oznacza, że w idealnym przypadku organizm sam zdolny jest do sterowania własnymi zachowaniami, jak również do stworzenia takiego otoczenia, w którym może się samorealizować. W każdej chwili w organizmie pojawia się jakaś figura (Figur), np. potrzeba, która dąży do zamknięcia, podczas gdy inne przechodzą w tło (Hintergrund). Jednostka, podejmując skuteczny kontakt z otoczeniem, zaspokaja tę potrzebę. Wtedy postać (Gestalt) dopełnia się i ponownie powraca do tła, czyniąc tym samym miejsce dla nowej figury. Proces nieustannego powstawania i niszczenia postaci stanowi jądro samoregulacji organizmu.
Terapia Gestalt oferuje coś, co uznawane jest za krok naprzód w stosunku do psychoanalizy, czyli koncentrację na działaniu, na kontakcie. Oznacza to stosowanie aktywnych metod pracy, takich jak eksperyment, będący testowaniem nowych zachowań i sposobów przeżywania w bezpiecznych warunkach. Terapia Gestalt jest zmianą, a nie tylko poznaniem i spostrzeganiem. W tym sensie poszerzanie świadomości nie stanowi celu samego w sobie. Służy raczej kontaktowi ze sobą i otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich myśli, emocji i doznań płynących z ciała jest wprawdzie koniecznym, ale wcale nie wystarczającym warunkiem terapii Gestalt. Jej istotą w dłuższej perspektywie jest sensowne zrozumienie i pokierowanie własnym życiem.

Kamila Biały, Natalia Żuk

Czym jest depresja i jak ją leczyć?

Czasami zdarza się nam słyszeć od znajomych „mam taką depresję, że nie pytaj”. Zazwyczaj, gdy językiem potocznym określamy nasz stan jako „depresję”, mamy na myśli obniżony nastrój, a najkrócej mówiąc – „doła”. Nic dziwnego, że to określenie weszło do naszego codziennego słownika – jest najbardziej rozpowszechnionym zaburzeniem psychicznym. Jednakże depresja to nie zwykły smutek i niechęć do robienia czegoś.

Objawy

Zaburzenie depresyjne niesie ze sobą cały szereg różnorodnych objawów, które, według klasyfikacji psychiatrycznej, muszą utrzymywać się co najmniej przez dwa tygodnie. Obejmują one różne obszary – od nastroju przez myśli po objawy fizyczne:

Nastrój
– obniżenie podstawowego nastroju: smutek, przygnębienie, (szczególnie złe znoszenie poranków),
– poczucie winy,
– drażliwość,
– poczucie beznadziei,
– zamartwianie się, lęk,

Myślenie i samoocena:
– pesymistyczne nastawienie do samego siebie, przeszłości (Moje życie to pasmo porażek), teraźniejszości, a zwłaszcza przyszłości (Nic dobrego mnie nie czeka),
– poczucie niewydolności,
– brak akceptacji samego siebie,
– poczucie bezwartościowości,
– samooskarżanie się,
– zniekształcony obraz siebie,

Motywacja i zachowanie:
– utrata satysfakcji, anhedonia (niemożność odczuwania przyjemności),
– oczekiwanie kary,
– pragnienie śmierci,
– wołanie o pomoc,
– wycofanie z kontaktów społecznych,
– niemożność podjęcia decyzji,
– trudności w wykonywaniu swoich obowiązków,
– utrata lub niepohamowane łaknienie,

Objawy fizyczne:
– zaburzenia snu (sen za długi, „urywany” lub bezsenność; sen nie regenerujący),
– trudności w koncentracji uwagi,
– zmęczenie, niski poziom energii,
– zbyt duży lub zbyt mały napęd motoryczny,
– utrata wagi ciała lub znaczne przybieranie na wadze,
– różne dolegliwości somatyczne (np. nerwobóle, bóle głowy, kręgosłupa)

Jeśli powyższe objawy utrzymują się dwa lata, ale nie są nasilone, mówimy o dystymii.
Bardzo zbliżone symptomy ma osoba przeżywająca żałobę i żal po stracie. Pomimo swego podobieństwa, a także faktu, iż żałoba jest stanem predysponującym do rozwinięcia depresji, są to dwa różne zjawiska. Depresja jest zaburzeniem psychicznym, zaliczanym do grupy chorób afektywnych, zaś żałoba jest zjawiskiem psychospołecznym.

Epidemiologia depresji

Osoby urodzone po 1975 roku są dwukrotnie bardziej narażeni na przeżycie depresji niż ich dziadkowie, prawdopodobnie ze względu na zmieniające się warunki społeczne, historyczne i ekonomiczne. Około 12% mężczyzn i 20 % kobiet współczesnych przeżyje epizod depresji dużej. Coraz częściej też na tę chorobę zapadają nastolatki, a największe prawdopodobieństwo jej wystąpienia jest we wczesnej dorosłości. Kobiety doświadczają zaburzeń depresyjnych dwa razy częściej niż mężczyźni. Ma to prawdopodobnie uzasadnienie w stylu wychowania dziewcząt i chłopców – ci ostatni są zachęcani do wyrażania złości. Latami skrywana agresja i rozżalenie prowadzą do zamienienia ich na smutek, który jest bardziej społecznie akceptowany.

Pierwszy epizod depresyjny najczęściej pojawia się nagle i w swoim pierwotnym nasileniu trwa trzy miesiące. Bardzo głębokie epizody trwają dwukrotnie dłużej. Z jednej strony epizody depresji mają tendencję do zanikania, a z drugiej – aż 75% osób, które przeżyły depresję doświadczy jej objawów ponownie w ciągu 15 lat. Każdy kolejny epizod depresji zwiększa ryzyko nawrotu o 16%.

Etiologia depresji jednobiegunowej

Istnieje wiele różnych wyjaśnień dotyczących przyczyny depresji. Pierwsze z nich podkreśla rolę dziedziczenia (biologicznego i społecznego) – krewni pierwszego stopnia osób cierpiących na depresję są kilkukrotnie bardziej na nią narażeni. Drugie – że depresja ma podłoże neurochemiczne, gdyż podczas trwania depresji występują zaburzenia gospodarki chemicznej i strukturach mózgu (trudno powiedzieć, czy jest to bezpośrednia przyczyna, ale na pewno występują). Szczególną rolę pełnią w tym procesie nieprawidłowości w przekazie monoamin (norepinefryna, dopamina, serotonina). Trzecia koncepcja stwierdza zaburzenia hormonalne – np. niedoczynność tarczycy daje objawy zbliżone do depresyjnych, skąd prosta droga do wniosku, iż osoby z depresją cierpią na zaburzenie wydzielania tyroksyny. Podobnie jest w przypadku mężczyzn produkujących zbyt mało testosteronu. Ponadto osoby depresyjne mają podwyższony poziom „hormonu stresu”, czyli kortyzolu, a także – hormonu adrenokortykotropowego. Kolejne kocepcje akcentują zaburzenia aktywności niektórych części mózgu, np. płata czołowego prawej półkuli (nadczynność) i lewej półkuli (niedoczynność).

Psychologowie, podobnie jak lekarze, rozwinęli szereg koncepcji etiologicznych depresji. Zapewne część z was słyszała o „skali depresji Becka”, który był twórcą podejścia poznawczego w psychoterapii. Skala ta wskazuje takie przyczyny depresji jak:
– negatywne myśli nt. własnego „ja” i przebiegu życia,
– systematyczne błędy logicznego myślenia (arbitralne wnioskowanie, abstrakcja selektywne, nadmierne uogólnianie, wyolbrzymianie i pomniejszanie, personalizacja).

Inni psychologowie wskazują też rolę wyuczonej bezradności i poczucia beznadziejności. Z kolei modne ostatnio podejście akcentujące uważność, jest zdania, iż raz uruchomione myśli o własnej bezwartościowości i samooskarżanie, czekają w gotowości na kolejną okazję do uaktywnienia się, co ma swoje uzasadnienie neurologiczne. Tym, co podtrzymuje i wyzwala depresję jest nasz awersyjny sposób reagowania na to, co się wydarza, a także złość na siebie o to, że (znowu) tak fatalnie się czujemy (zwracanie się przeciwko sobie). Częstokroć psychoterapeuci zauważają, że pod manifestowanymi objawami depresji (smutek i przygaszenie) kryje się mnóstwo niewyrażonej złości, jeszcze głębiej – lęk i potrzeba bliskości

Leczenie depresji

Nierzadko w wychodzeniu z depresji przydatna jest farmakoterapia w postaci jednej z grup leków: trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych (TCA), inhibitorów monoaminooksydazy (MAO), inhibitorów selektywnego powrotnego wychwytu serotoniny (SSRI). Czasami bez wsparcia lekowego psychoterapia nie jest możliwa, ponieważ pacjent nie jest w stanie ubrać się i wyjść z domu. Z drugiej jednak strony, lekarstwa nie „załatwią problemu” na dłuższy czas, ponieważ nie zmieniają sposobu myślenia o sobie i świecie, a także sposobu wyrażania emocji i ich przeżywania. Co ciekawe, skuteczność psychoterapii oraz farmakoterapii jest właściwie taka sama i wynosi 60-75% przypadków wyraźnej poprawy. Wyższy wskaźnik odnotowały jedynieLOGO_Re_Akcja_w_depresji elektrowstrząsy, ale w ich wypadku zagrożenie nawrotami jest bardzo wysokie. W przypadku dokończonego procesu psychoterapeutycznego możliwość nawrotu jest niska, a w przypadku farmakoterapii – wysoka. Jedynym obszarem, w którym psychoterapia „przegrywa” z lekarstwami jest czas trwania terapii.

[Natalia Żuk]

Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta – kogo wybrać?

Jeśli doskwiera ci psychiczne cierpienie, a najbliżsi nie są dla ciebie wsparciem, zapewne szukasz dla siebie profesjonalnej pomocy. Ten miniprzewodnik może ci pomóc w określeniu, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Psycholog udzieli pomocy psychologicznej lub przeprowadzi testy

Psycholog jest absolwentem uniwersyteckich studiów psychologicznych, który może mieć również uprawnienia do prowadzenia badań i testów psychologicznych. W Polsce często psychologa uznaje się za osobę, która wykształciła się na zawodowca pomagającego ludziom w ich problemach natury psychicznej. Warto jednak podkreślić dwie ważne kwestie. Pierwsza – specjalizacji psychologicznych jest wiele. Na przykład w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej jest aż osiem specjalizacji, m.in. psychologia mediów czy neurokognitywistyka. Spośród specjalizacji psychologicznych podstawy do udzielania pomocy psychologicznej czy porad psychologicznych ma tylko psychologia kliniczna i zdrowia. Jednocześnie sama wiedza psychologiczna nie daje narzędzi do prowadzenia psychoterapii.

Psychiatra postawi diagnozę i wypisze leki

Psychiatra to lekarz medycyny, który ukończył specjalizację psychiatryczną. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania zaburzeń i chorób psychicznych oraz ordynowania kuracji farmakologicznej. Lekarz psychiatra posiada wiedzę medyczną o funkcjonowaniu całego organizmu pacjentów, a w szczególności zajmuje się układami nerwowym i hormonalnym oraz tym, w jaki sposób można wpłynąć na poprawę ich funkcjonowania. Podczas zbierania wywiadu i prowadzenia pacjentów psychiatrzy zwracają również uwagę na uwarunkowania genetyczne, społeczne i interpersonalne, by zrozumieć, jakie jest podłoże problemów pacjenta. Na przykład osoba, która przez miesiąc ma obniżony nastrój, ma kłopoty ze snem i poczucie winy, może być uznana za pogrążoną w depresji, ale jeśli okaże się, że w ostatnich tygodniach straciła bliską osobę, to wówczas jej zachowanie uznaje się za prawidłową reakcję żałoby.

Psychoterapeuta prowadzi dialog, by zwiększyć samoświadomość pacjenta

Psychoterapeuta to osoba z wyższym wykształceniem magisterskim, która kończy lub ukończyła kilkuletnie szkolenie zawodowe z zakresu psychoterapii. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania klientów pod względem trudności w ich funkcjonowaniu i potrafiący zastosować narzędzia psychologiczne do pracy na rzecz rozwiązania problemów pacjenta. Ukończenie takiego szkolenia zawodowego wymaga najczęściej odbycia psychoterapii własnej (indywidualnej i/albo grupowej), dlatego można powiedzieć, że psychoterapeuta jest również gotowy do udzielania pomocy psychologicznej pod względem interpersonalnym i osobistym. Sesje terapeutyczne najczęściej odbywają się co tydzień (czasami częściej) i trwają 45-60 minut, a czas trwania terapii uzależniony jest od metody terapii oraz charakteru problemów, z jakimi zgłasza się klient (od kilku miesięcy do kilku lat).

Czego nie robi psychoterapeuta?

  • nie udziela porad życiowych,
  • nie obiecuje, że „będzie dobrze”,
  • nie przepisuje lekarstw,
  • nie zmienia osobowości pacjenta,
  • nie manipuluje klientem,
  • nie opowiada o swoich problemach,
  • nie nawiązuje relacji towarzyskiej, a tym bardziej seksualnej z pacjentem.

Wybieraj w kontakcie

Psychoterapeuci najczęściej pracują w dialogu z klientem, a gabinet terapeutyczny jest miejscem, gdzie mówimy sobie prawdę. Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące wykształcenia, przygotowania swojego (przyszłego) terapeuty, po prostu go o to zapytaj – ma obowiązek przedstawić zaświadczenia i dyplomy potwierdzające jego kwalifikacje.

Pamiętaj, że o ile formalne przygotowanie jest ważne dla zapewnienia ci bezpieczeństwa, o tyle badania dotyczące efektywności psychoterapii wskazują, że czynnikiem najbardziej leczącym i odpowiadającym za skuteczność leczenia jest relacja terapeutyczna (a nie na przykład znajomość technik czy podejście, w którym pracuje psychoterapeuta). Dlatego najistotniejsze jest, jak się czujesz w kontakcie z psychoterapeutą, czy czujesz się rozumiany, czy czujesz, że możesz tej osobie ufać. Między innymi temu służą wstępne spotkania z terapeutą, czyli konsultacje psychoterapeutyczne.

[Natalia Żuk-Michałowska]

Żałoba a depresja

Kiedy obserwujemy głębokie, bolesne zniechęcenie, ustanie zainteresowania światem zewnętrznym, utratę zdolności do kochania, zahamowanie każdej sprawności (S. Freud, „Żałoba i melancholia”), widzimy osobę, która pogrążona jest w nieszczęściu. Obraz tego nieszczęścia może być podobny w depresji i żałobie, co pokazuje oscarowy film Roberta Redforda pod tytułem „Zwyczajni ludzie” („Ordinary People”, 1980 r.). Opowiada on historię amerykańskiej rodziny z wyższej klasy średniej, której członkowie bardzo różnie radzą sobie ze śmiercią starszego syna, Bucka. Matka (Mary Tyler Moore) obojętnieje i jest emocjonalnie oddalona od rodziny, ale zachowuje pozory normalności. Ojciec (Donald Sutherland) stara się tryskać radością, chcąc za wszelką cenę wrócić do życia i zaopiekować się żyjącym synem. Głównym bohaterem filmu jest Conrad (Timothy Hutton), nastoletni brat zmarłego, który razem z nim brał udział w wypadku. Rodzinę poznajemy, gdy Conrad wraca do domu ze szpitala psychiatrycznego, gdzie trafił po próbie samobójczej. Dopóki nie dowiadujemy się o tragicznej śmierci Bucka, objawy Conrada świadczą o depresji: nie ma siły wstawać z łóżka, nie ma motywacji do działania, przed rodzicami udaje, że wszystko jest w porządku, ale łatwo wpada w gniew, izoluje się od przyjaciół, widać, że jest w nieustannym napięciu i, jak by dodał Freud, cierpi na spadek samopoczucia wyrażający się w formie zarzutów i pretensji kierowanych pod własnym adresem, posuwający się do obłędnego oczekiwania kary (ib.). W przypadku Conrada oczekiwanie kary jest tym bardziej uzasadnione, że cierpi z powodu poczucia winy, ponieważ on przeżył wypadek.

Zarówno w żałobie, jak i depresji, dawniej zwaną melancholią, mamy do czynienia z utratą obiektu miłości. Owym obiektem może być kochana osoba, praca, system wartości. Freud nazywa depresję żałobą patologiczną, ponieważ nie do końca da się stwierdzić, co zostało utracone lub jakie znaczenie ma owa utrata. W przypadku Conrada utracony został nie tylko brat, ale również rodzinna i społeczna harmonia czy wiara w idealność Bucka (był przez wszystkich gloryfikowany i stanowił dla Conrada wzór). Twórca psychoanalizy wskazuje na bardzo znaczący i zarazem wysublimowany fakt: osoba pogrążona w melancholii doświadcza utraty w obrębie własnego ja, skąd bierze się nieustanne samooskarżanie i zarzuty wobec samego siebie — jeśli cokolwiek dzieje się nie tak jak osoba (w depresji) by chciała, staje się to jej winą.

Żałoba zaś jest prawidłowym procesem asymilacji straty (przeżywania, przyjmowania do wiadomości i przystosowania się do zmiany). Może to nam się nie podobać, ale naturalne jest to, że każda strata przysparza cierpienia. W końcu jednak żałobnikowi udaje się pogodzić dwie lojalności: do zmarłego i do życia, które toczy się dalej (G. Francessetti, J. Roubal, „Gestalt Therapy Approach to Depressive Experiences”), co Freud określa słowami: respekt przed rzeczywistością odnosi zwycięstwo (S. Freud, ib.). Bycie w świecie jest odczuwane jako wszechogarniająca pustka, a potrzeba kontaktu z utraconym obiektem może prowadzić nawet do halucynacji lub flash-backów, jeśli, tak jak Conrad, żałobnik brał udział w śmierci zmarłego. Bohater „Zwyczajnych ludzi” przeżywa jednak pustkę także w relacji z pozostałymi przy życiu przyjaciółmi i rodziną. Sceny, w których Conrad mógłby mieć kontakt z bliskimi pokazują właściwie brak kontaktu. Gestaltowscy psychoterapeuci wskazują, że jest to charakterystyczne dla relacji osoby doświadczającej depresji. Mianowicie, psychiczna przestrzeń pomiędzy jedną a drugą osobą, która niegdyś była przestrzenią spotkania i kontaktu przestaje istnieć, a zaczyna być nieprzezwyciężalną kosmiczną otchłanią (G. Francessetti, J. Roubal, ib.). Zresztą, w początkowych fazach żałoby dzieje się podobnie. Zbieżność objawów melancholijnych i żałobniczych powoduje, że wielu ludziom przeżywającym stratę bliskich lekarze przepisują leki antydepresyjne, co utrudnia proces przemiany, jaka zachodzi w nas pod wpływem utraty.

Polecane teksty kultury:
  • Francessetti, J. Roubal, „Gestalt Therapy Approach to Depressive Experiences”, [w:] G. Francessetti, M. Gecele, J. Roubal, „Gestalt Therapy in Clinical Practice. From Psychopatalogy to Aesthetics of Contact”, Wyd. Franco Angeli, Milan 2013
  • Freud, „Żałoba i melancholia”, [w:] tegoż „Psychologia nieświadomości”, Wyd. KR, Warszawa 2007
  • Vazquez Bandin, „Loss and Grief. Sometime just one person missing makes the whole world depopulated”, [w:] G.
  • Francessetti, M. Gecele, J. Roubal, „Gestalt Therapy in Clinical Practice. From Psychopatalogy to Aesthetics of Contact”, Wyd. Franco Angeli, Milan 2013
  • film „Zwyczajni ludzie” („Ordinary People”), Robert Redford, USA, 1980

Natalia Żuk-Michałowska