Dlaczego warto wybrać terapię Gestalt?

Poszukam odpowiedzi na pytanie, kiedy terapia Gestalt jest najbardziej wskazana i do rozprawienia się z jakimi problemami najlepiej się nadaje według mojego doświadczenia.

 

Temat 1: samoświadomość

Często w gabinecie słyszę, że klient nie wie, czego chce ani w danej chwili, ani w życiu w ogóle, co dobrze koresponduje z duchem czasów, w których żyjemy – mamy liczne opcje do wyboru, mnogość „gotowców” i od najmłodszych lat jesteśmy posyłani na przeróżne „udoskonalające” zajęcia. Za to mało uwagi kierujemy do wewnątrz, również do ciała, które taktujemy przedmiotowo – jako nośnik wizerunku, sprawności, osiągania celów.

Czasami to właśnie ciało daje nam ostateczny sygnał, że dzieje się z nami coś niedobrego i wtedy do terapii „przyprowadza” nas taki objaw jak bóle głowy, trudności ze snem, pogorszenie sprawności motorycznej, wahania wagi ciała, kołatania serca i wiele innych. Zawsze w takich przypadkach warto najpierw zainwestować w diagnozę medyczną i jeśli lekarze stwierdzą brak podstaw fizjologicznych do występowania objawów, wówczas zwrócić się do psychoterapeuty. Nie spodziewajmy się jednak, że gestaltysta ochoczo zabierze się za usuwanie objawu – raczej skupi się na poszukiwaniu razem z klientem rozumienia, znaczenia, kosztów i zysków z utrzymywania i rozwijania danego symptomu. Zgodnie z teorią paradoksalnej zmiany oraz z gestaltowską koncepcją oporu, warto przyzwolić czemuś niechcianemu (nomen omen) objawić się w pełni. To trochę jak zaproszenie wroga na obiad, by się poznać i uzgodnić terytorium wpływów, zamiast zbrojnej partyzantki, która zużywa naszą energię i może wyniszczać.

 

Podczas sesji psychoterapii Gestalt pracujemy z ciałem, co oznacza, że nie tylko przegadujemy różne problemy i wyobrażamy sobie ewentualny przebieg wydarzeń i procesów emocjonalnych, ale ustawiamy się fizycznie w przestrzeni, zachęcamy do wyrażania emocji poprzez ruch ciała, a nawet wchodzimy w bezpośredni kontakt fizyczny, jeśli ma to uzasadnienie kliniczne i obie strony interakcji wyrażają na to zgodę. Dzięki temu „wychodzimy z głowy” ku realnemu doświadczeniu i czuciu, mamy okazję uczyć się, co oznaczają dla danej osoby różne odczucia, które do tej pory ignorowała i z jakimi problemami interpersonalnymi się one wiążą.

 

Samoświadomość, pojęcie już dość wyświechtane, to jednak nie tylko wrażenia cielesne i emocjonalne. Chodząc na terapię, poświęcamy sobie przynajmniej godzinę w tygodniu i bardzo często staje się to godzina pełnej uważności, w trakcie której z drugą – również uważną oraz nieoceniającą – osobą możemy eksplorować świat swoich preferencji, wartości, pragnień i tego, czy i jak przekładamy to na wybory życiowe małe i doniosłe. Przyświeca nam bowiem założenie, że jeśli odkryjemy, kim jesteśmy i czego chcemy, to odpowiedzialne postępowanie polegać będzie na robieniu tego, co jest z nami spójne. Proponujemy śledzenie własnego strumienia świadomości z chwili na chwilę tu i teraz w gabinecie, czasami zaczynając od (pozornie) najprostszych wyborów, np. Czy chcesz siedzieć na fotelu czy na podłodze? Czy wolisz siedzieć tu ze mną na sesji, czy iść do galerii? Po czym to poznajesz? I co w związku z tym postanawiasz? Jak się czujesz z tym wyborem?

 

Temat 2: granice i potrzeby

Jak można funkcjonować z innymi ludźmi, gdy nie znamy i nie czujemy samych siebie? Gestaltyści znają co najmniej trzy określenia na mechanizmy, które nam „umożliwiają” takie wtopienie się w tło, że znikamy z relacji, a jednocześnie ją zachowujemy: konfluencja, projekcja i profleksja.

 

Pierwszy sposób polega na tym, że „zlewamy się” z drugą osobą, czyli nie wiemy, co sami wolimy, ale na pewno wolimy to, co druga osoba, a jeśli jesteśmy dość rzutcy i lubimy przekuwać napięcie w czyn, to możemy działać na rzecz zaspokojenia potrzeb tej drugiej osoby (to trzeci z wyżej wymienionych mechanizm). Oczywiście, często to nie jest potrzeba, którą czuje nasz interakcyjny partner, ale jesteśmy przekonani, że my dla niej/niego robimy coś dobrego. Prowadzić to może do licznych nieporozumień, frustracji i poczucia niedocenienia. W zasadzie profleksja jest blisko spokrewniona z projekcją, w której swoje (nierozpoznanie) uczucia i wrażenia przypisujemy innym, by nie musieć się z nimi identyfikować. Najczęściej wykorzystujemy ją do przerzucania nieprzyjemnych dla nas stanów i cech, np.: nieszczerości, zawiści, wściekłości, niechęci, albo miłości lub pożądania, które też bywają trudne do przyjęcia.

 

Owe sposoby unikania kontaktu ze sobą i z innymi wynikają z trzech kłopotów:

  • niewyłaniania własnej potrzeby/figury (czyli czegoś, ku czemu kierujemy swoją uwagę, coś co wybieramy jako ważne dla nas w danej chwili) – tu wracamy do tematu samoświadomości, ale i zahaczamy o kłopoty relacyjne,
  • niejasności co do przebiegu granic interpersonalnych i nietolerowania różnic między sobą a innymi,
  • przekonania, że jeśli będziemy wyraziści i dookreśleni, jeśli najpierw zadbamy o swoje potrzeby, ważna dla nas osoba nas zostawi.

 

W psychoterapii Gestalt radzimy sobie z powyższymi nie tylko analizując sytuacje, w których klient uczestniczył poza gabinetem, ale również, a czasem głównie, śledząc to, co dzieje się pomiędzy klientem a terapeutą, ponieważ zazwyczaj kwestie bycia zależnym od drugiej osoby i jej zdania aktualizują się w gabinecie. Wówczas działanie „leczące” ma choćby szukanie własnych celów terapeutycznych, (a nie tych, nad którymi kazał pracować psychiatra albo żona). Przydatne są także wszelkie wydarzenia, pojawiające się w polu między klientem a terapeutą, takie jak spóźnienia, zapomnienia o sesji czy przeżywanie różnych emocji, o których klient uczy się mówić tak, by to było zgodne z nim/nią, a zarazem nieatakujące (np. kiedy nie zgodziłaś się na przedłużenie sesji, zezłościłam się na ciebie tak bardzo, że chciałam więcej nie przyjść). Kiedy mamy już zbudowaną bezpieczną i otwartą relację, łatwiej też klientowi testować różne sposoby odmawiania (np. wykonania jakiegoś ćwiczenia czy przesunięcia godziny spotkania) i wyrażania odmiennego zdania niż ma jego terapeuta.

 

Temat 3: agresja i działanie

Kolejną trudnością, jaką napotykamy, gdy już wiemy, co czujemy lub czego chcemy, jest blokowanie wyrażania siebie. „Zapuszkowujemy” emocje i intencje kontaktu ze środowiskiem, co skutkować może: samotnością, doświadczaniem depresji, stagnacji, poczucia bezsensu lub „wybuchami” emocji nieadekwatnymi do sytuacji. W przyrodzie nic nie ginie, dlatego niewyrażone przeżycia kumulują się, przeistaczają w inne stany i objawy, dając poczucie chaosu i braku kontroli. Jeśli nie przeżyjemy żałoby, kolejne, choćby małe straty będą w nas otwierać spory pokład żalu i smutku; jeśli nie powiemy o swojej złości, z czasem będziemy „bez powodu” napięci i zirytowani; jeśli nie damy znać, że jest nam przykro i zamiast tego „strzelimy focha”, to będziemy się czuć coraz bardziej niezrozumiani; ewentualnie nasz organizm zamieni te emocje na objaw somatyczny. Oczywiście nie postuluję impulsywnego działania bez kontaktu z rzeczywistością i rozumem.

 

Zamiast realnego kontaktu opowiadamy o nim w kategoriach domniemanych rezultatów ewentualnego działania, odkładamy sprawy do załatwienia na wieczne nigdy, rozważamy miliony opcji, które moglibyśmy wybrać, wyobrażamy sobie, że wiemy, jak inni odpowiedzieliby na nasz ruch, gdybyśmy go wykonali i, mówiąc po ludzku, kręcimy się w kółko zużywając energię nie na to, o co nam chodzi, (a mówiąc żargonem – uprawiamy defleksję).

 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który osoby niezaznajomione z terapią Gestalt, witają ze zdziwieniem. Mianowicie – agresja, czyli sięganie na zewnątrz siebie w celu zaspokojenia swojej potrzeby albo obronienia siebie. Bycie agresywnym z zdrowy sposób jest wzięciem odpowiedzialności za swoje pragnienia i nie ma nic wspólnego z przemocą, która przekracza granice innych osób lub obiektów.

 

Zatem w psychoterapii Gestalt zajmujemy się udrożnieniem „przepływu” od impulsu, któremu nadajemy znaczenie do działania na rzecz domknięcia figury, o której ten impuls świadczy. I dotyczy to nie tylko złości i frustracji, ale również takich uczuć i intencji jak tęsknota i chęć zbliżenia się do kogoś. W trakcie sesji i w ramach relacji terapeutycznej klienci postanawiają zaryzykować swój obraz (np. jako osoby samowystarczalnej albo uległej) i pokazać się (np. poprosić o coś dla nich albo wyznać, że coś im nie pasuje w relacji) w interakcji z terapeutą. W ten sposób integrują różne części siebie i widzą siebie w bardziej wielowymiarowy sposób. A później, zbudowani dobrym doświadczeniem z sesji, mogą podejmować próby innego niż dotąd zachowania poza gabinetem, w tak zwanym „realnym życiu”.

 

Temat 4: sztywność i nadaktywność

Kolejnym obszarem przejawiania się problemów, z którymi można zgłosić się na psychoterapię Gestalt jest działanie. Zwłaszcza w kulturze, w której ceni się bardziej aktywność, zmianę i wytwarzanie niż introspekcję i zadumę, jesteśmy szczególnie narażeni na pokusę działania bez kontaktu ze sobą. Co to znaczy? Że angażujemy różne projekty, za które nagrodą jest tryumfalistyczny moment odhaczenia zadania z listy, podziw innych albo pieniądze, a nie jesteśmy zorientowani, po co to robimy i jakie nasze potrzeby miałoby to zaspokoić. Często też działamy by wypełnić introjekt, czyli zakaz lub nakaz, który uwewnętrzniliśmy bez jego „przetrawienia”. Świetnym przykładem jest imperatyw utrzymywania nieskazitelnej czystości w domu, nienagannego wyglądu albo przymus „wyrabiania się” z pracą. Oczywiście niejedna osoba może polemizować, że porządek, atrakcyjność i pracowitość to cnoty, a nie problemy. Jako gestaltystka patrzę jednak na nie podejrzliwie, gdy osoba przejawiająca te cechy jest usztywniona w perfekcyjności, co oznacza, że nigdy nie pozwala sobie na przesunięcie się ku drugiemu biegunowi. Przebywanie bez przerwy w jednym „wymiarze” siebie jest najczęściej przejawem (głęboko skrywanego) lęku, przed którym bronimy się wzmożoną samokontrolą (podobnie jest z kompulsjami i obsesjami, które są skrajnym przejawem usztywnienia). Właśnie dlatego uważam załamania za okazję do rozwoju – czasem tylko złożeni chorobą lub kryzysem emocjonalnym, zaczynamy siebie pytać: po co właściwie to wszystko? Jak to się ma do tego, kim jestem i co jest dla mnie ważne?

Podobnie jak w przypadku wyżej omawianych obszarów problemowych, podczas sesji obserwujemy, czy również w relacji terapeutycznej klient autentycznie jest w kontakcie, czy strasznie się stara idealnie wypełnić rolę klienta, czy decyduje się „odgrywać siebie”, czy jest zaciekawiony tym, co nowego może o sobie odkryć. Zachęcamy do eksplorowania drugiego bieguna, na który klient nie pozwala sobie na co dzień, choćby w ramach eksperymentu i próby. Zdrowie psychiczne bowiem wymaga elastyczności. Początkowo ten drugi biegun wydaje się nam obcy, choć czasem przyjemny i po jakimś czasie takiego „pływania” pomiędzy skrajnościami uczymy się odnajdować to, co jest w danym momencie (życia) zgodne z nami, (a nie – z przypisanym nam obrazem). Warto więc wypróbować takie np. „modalności” siebie jak: stanowczy – łagodny, namiętna – chłodna, planujący – improwizujący, zadaniowa – czuła, zmobilizowany – rozluźniony, towarzyska – wycofana

 

Temat 5: kontakt z innymi

Gestaltyści (choć nie tylko) wychodzą z założenia, że Ja nie istnieje bez Ty. Zanim wykształcimy poczucie siebie i własnej odrębności, czujemy, że mama jest przedłużeniem nas samych (i w jakimś sensie tak jest aż do końca normalnej rozwojowo fazy symbiozy). Również w życiu dorosłym to, co nas łączy z innymi ludźmi jest źródłem przeróżnych emocji i doświadczeń, czasami bardzo trudnych. W takich przypadkach reagować możemy obronnie, czyli na bazie swojego lęku (głównie przed oceną i odrzuceniem), a nie w kontakcie z drugą osobą. W innych przypadkach, gdy ktoś przekracza nasze granice, a my się nie bronimy, rozwijamy w sobie bezradność ofiary i brak poczucia wpływu na własne życie. W terapii indywidualnej śledzimy, jaka jest geneza, czyli jak nasze przeszłe doświadczenia relacyjne usposobiły nas do takiego, a nie innego budowania relacji w życiu dorosłym oraz pracujemy nad tym, byśmy zaczęli to robić adekwatnie do teraźniejszości, a nie nawykowo (czy z przeniesienia).

 

W terapii Gestalt „pracujemy na relacji”, co oznacza, że i terapeuta i klient są szczerze zaangażowani w to, co się dzieje między nimi i wykorzystują to doświadczenie do tego, by dowiedzieć się czegoś ważnego o sposobie budowania kontaktu przez klienta. Następnie można się zastanowić, czy podobnie dzieje się poza gabinetem i czy stanowi to źródło problemów. W takim sensie Gestaltysta jest narzędziem swojej pracy, (dobrze) nastrojonym czujnikiem i źródłem informacji zwrotnej. Ponieważ uważamy, że każde interakcyjne pole jest współtworzone przez wszystkie zaangażowane weń elementy, terapeuci Gestalt zadają sobie też pytanie, w jaki sposób oni sami przyczyniają się do takiego, a nie innego kontaktowania się z danym klientem (i czy jest to informacja o terapeucie czy o kliencie).

 

W terapii dla par, w której zachęcamy klientów do mówienia do siebie nawzajem, a nie do terapeuty, mamy kapitalną okazję nauczyć się słuchać ukochanej osoby oraz wyrażać siebie. W skrócie, uczymy się autentycznej komunikacji i kontaktu, które są podstawą budowania więzi.

 

Terapia grupowa i treningi interpersonalne szczególnie przydają się do pracy z takimi problemami jak lęk społeczny, wstyd, niestabilne lub zanikające relacje, czy wchodzenie w zależną pozycję. Podczas spotkań grupowych, które stanowią swoisty mikrokosmos społeczny, klienci mają okazję do sprawdzenia, jak naprawdę inni na nich reagują, ponieważ umawiamy się na szczerość i wzajemne zaangażowanie. Oznacza to, że przystępując do grupy terapeutycznej każdy pracuje zarówno na swoją rzecz, jak i na rzecz innych. Grupa daje też szerszy wachlarz możliwości jeśli chodzi o konstruowanie eksperymentów, szczególnie tych z wykorzystaniem psychodramy i bezpośredniej wymiany między uczestnikami. Na przykład, możemy sprawdzać, czy nasze odczucia (emocjonalne czy z ciała) lub myśli i przekonania zmieniają się w zależności od tego, z kim wchodzimy w interakcję.

 

Słowo końcowe

Specyficzny sposób i metody pracy w terapii Gestalt oraz jej filozoficzne i psychologiczne założenia przekładają się na to, jakimi problemami zajmuje się ona się najchętniej i z największym powodzeniem. Ogólnie rzecz ujmując należą do nich wszystkie zagadnienia wynikające z zatrzymania i zablokowania kontaktu ze sobą i środowiskiem, którego składnikiem są inni ludzie oraz te powiązane z fragmentaryzacją, czyli niedostrzeganiem powiązań między różnymi procesami w skali mikro i makro.

 

Gdybym chciała opisać wszystkie możliwe cele terapeutyczne, jakie pojawiają się w zapotrzebowaniu klientów zgłaszających się do psychoterapeuty Gestalt, zapewne musiałabym napisać bardzo grubą książkę. Dlatego na koniec pozwolę sobie wymienić jeszcze kilka kierunków pracy – należą do nich: redukcja stresu, osiąganie ugruntowania i pełnego oddechu, zmienienie sposobu postrzegania siebie, zwiększenie poczucia witalności i spontaniczności, (co wiąże się też z identyfikacją i realizacją swoich potrzeb seksualnych), uniezależnianie się od rodziny pochodzenia czy poszukiwanie sposobów realizowania kreatywności.

 

Warto też dodać, że powyżej pisałam o przejawach problemów, które występując w różnym nasileniu dotyczą zarówno osób dobrze funkcjonujących, jak tych, którzy mają większe kłopoty (np. to, co psychiatrzy nazywają zaburzeniami osobowości, lękowymi czy afektywnymi). Terapia Gestalt może być odpowiednia dla całego spektrum nasilenia problemów, jednak najważniejsze jest, by podczas konsultacji do terapii wybrać psychoterapeutę, z którym czujemy lub wierzymy, że mamy szansę na efektywną i bezpieczną pracę.

 

 

Natalia Żuk-Michałowska

Psychoterapia Gestalt

Terapia Gestalt wpisuje się nurt psychoterapii humanistyczno-egzystencjalnych, w którym szczególną rolę odgrywają samorealizacja i kreatywne możliwości jednostki.
Z filozoficznego punktu widzenia u podłoża terapii Gestalt leży obraz człowieka, który bierze życie we własne ręce zgodnie z zasadą odpowiedzialności za siebie i samoregulacji, Relacja terapeutyczna odbywa się Tu i Teraz w formie spotkania Ja-Ty. W terapii Gestalt dąży się do tego, by klient uświadomił sobie sposób, w jaki zniekształca lub zrywa kontakt ze sobą lub z otoczeniem. Wraz ze wzrostem świadomości na ten temat odzyskuje on zdolność kształtowania i przeżywania kontaktów w sposób wybiórczy, kreatywny i integrujący.
Humanistyczna orientacja terapii Gestalt ma niezwykle istotne konsekwencje dla postawy terapeutycznej: osoba poszukująca pomocy nie jest „chorym”, zaś osoba pomagająca nie przyjmuje roli „lekarza”. Dla klienta oznacza to wyzwanie: ufa się mu, że przy wsparciu osoby terapeuty zdoła uporać się ze swymi problemami, dzięki czemu osiągnie dojrzałość. Owa samodzielność klienta wypływa ze wspomnianego kluczowego założenia terapii Gestalt o samoregulacji organizmu, co oznacza, że w idealnym przypadku organizm sam zdolny jest do sterowania własnymi zachowaniami, jak również do stworzenia takiego otoczenia, w którym może się samorealizować. W każdej chwili w organizmie pojawia się jakaś figura (Figur), np. potrzeba, która dąży do zamknięcia, podczas gdy inne przechodzą w tło (Hintergrund). Jednostka, podejmując skuteczny kontakt z otoczeniem, zaspokaja tę potrzebę. Wtedy postać (Gestalt) dopełnia się i ponownie powraca do tła, czyniąc tym samym miejsce dla nowej figury. Proces nieustannego powstawania i niszczenia postaci stanowi jądro samoregulacji organizmu.
Terapia Gestalt oferuje coś, co uznawane jest za krok naprzód w stosunku do psychoanalizy, czyli koncentrację na działaniu, na kontakcie. Oznacza to stosowanie aktywnych metod pracy, takich jak eksperyment, będący testowaniem nowych zachowań i sposobów przeżywania w bezpiecznych warunkach. Terapia Gestalt jest zmianą, a nie tylko poznaniem i spostrzeganiem. W tym sensie poszerzanie świadomości nie stanowi celu samego w sobie. Służy raczej kontaktowi ze sobą i otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich myśli, emocji i doznań płynących z ciała jest wprawdzie koniecznym, ale wcale nie wystarczającym warunkiem terapii Gestalt. Jej istotą w dłuższej perspektywie jest sensowne zrozumienie i pokierowanie własnym życiem.

Kamila Biały, Natalia Żuk

Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta – kogo wybrać?

Jeśli doskwiera ci psychiczne cierpienie, a najbliżsi nie są dla ciebie wsparciem, zapewne szukasz dla siebie profesjonalnej pomocy. Ten miniprzewodnik może ci pomóc w określeniu, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Psycholog udzieli pomocy psychologicznej lub przeprowadzi testy

Psycholog jest absolwentem uniwersyteckich studiów psychologicznych, który może mieć również uprawnienia do prowadzenia badań i testów psychologicznych. W Polsce często psychologa uznaje się za osobę, która wykształciła się na zawodowca pomagającego ludziom w ich problemach natury psychicznej. Warto jednak podkreślić dwie ważne kwestie. Pierwsza – specjalizacji psychologicznych jest wiele. Na przykład w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej jest aż osiem specjalizacji, m.in. psychologia mediów czy neurokognitywistyka. Spośród specjalizacji psychologicznych podstawy do udzielania pomocy psychologicznej czy porad psychologicznych ma tylko psychologia kliniczna i zdrowia. Jednocześnie sama wiedza psychologiczna nie daje narzędzi do prowadzenia psychoterapii.

Psychiatra postawi diagnozę i wypisze leki

Psychiatra to lekarz medycyny, który ukończył specjalizację psychiatryczną. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania zaburzeń i chorób psychicznych oraz ordynowania kuracji farmakologicznej. Lekarz psychiatra posiada wiedzę medyczną o funkcjonowaniu całego organizmu pacjentów, a w szczególności zajmuje się układami nerwowym i hormonalnym oraz tym, w jaki sposób można wpłynąć na poprawę ich funkcjonowania. Podczas zbierania wywiadu i prowadzenia pacjentów psychiatrzy zwracają również uwagę na uwarunkowania genetyczne, społeczne i interpersonalne, by zrozumieć, jakie jest podłoże problemów pacjenta. Na przykład osoba, która przez miesiąc ma obniżony nastrój, ma kłopoty ze snem i poczucie winy, może być uznana za pogrążoną w depresji, ale jeśli okaże się, że w ostatnich tygodniach straciła bliską osobę, to wówczas jej zachowanie uznaje się za prawidłową reakcję żałoby.

Psychoterapeuta prowadzi dialog, by zwiększyć samoświadomość pacjenta

Psychoterapeuta to osoba z wyższym wykształceniem magisterskim, która kończy lub ukończyła kilkuletnie szkolenie zawodowe z zakresu psychoterapii. Jest to profesjonalista przygotowany do diagnozowania klientów pod względem trudności w ich funkcjonowaniu i potrafiący zastosować narzędzia psychologiczne do pracy na rzecz rozwiązania problemów pacjenta. Ukończenie takiego szkolenia zawodowego wymaga najczęściej odbycia psychoterapii własnej (indywidualnej i/albo grupowej), dlatego można powiedzieć, że psychoterapeuta jest również gotowy do udzielania pomocy psychologicznej pod względem interpersonalnym i osobistym. Sesje terapeutyczne najczęściej odbywają się co tydzień (czasami częściej) i trwają 45-60 minut, a czas trwania terapii uzależniony jest od metody terapii oraz charakteru problemów, z jakimi zgłasza się klient (od kilku miesięcy do kilku lat).

Czego nie robi psychoterapeuta?

  • nie udziela porad życiowych,
  • nie obiecuje, że „będzie dobrze”,
  • nie przepisuje lekarstw,
  • nie zmienia osobowości pacjenta,
  • nie manipuluje klientem,
  • nie opowiada o swoich problemach,
  • nie nawiązuje relacji towarzyskiej, a tym bardziej seksualnej z pacjentem.

Wybieraj w kontakcie

Psychoterapeuci najczęściej pracują w dialogu z klientem, a gabinet terapeutyczny jest miejscem, gdzie mówimy sobie prawdę. Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące wykształcenia, przygotowania swojego (przyszłego) terapeuty, po prostu go o to zapytaj – ma obowiązek przedstawić zaświadczenia i dyplomy potwierdzające jego kwalifikacje.

Pamiętaj, że o ile formalne przygotowanie jest ważne dla zapewnienia ci bezpieczeństwa, o tyle badania dotyczące efektywności psychoterapii wskazują, że czynnikiem najbardziej leczącym i odpowiadającym za skuteczność leczenia jest relacja terapeutyczna (a nie na przykład znajomość technik czy podejście, w którym pracuje psychoterapeuta). Dlatego najistotniejsze jest, jak się czujesz w kontakcie z psychoterapeutą, czy czujesz się rozumiany, czy czujesz, że możesz tej osobie ufać. Między innymi temu służą wstępne spotkania z terapeutą, czyli konsultacje psychoterapeutyczne.

[Natalia Żuk-Michałowska]

Bądź sobą i pozwól innym być sobą*

Nie wiem, kim jestem, co czuję i dokąd zmierzam – to coraz częstszy problem zgłaszany podczas konsultacji psychoterapeutycznych. Z jednej strony jest to pokrzepiające, że ludziom zależy na tym, by czuć i wiedzieć, kim naprawdę są, a z drugiej – przykry znak czasów, w których dominująca kultura mówi nam, że możemy być kimkolwiek zechcemy i wprowadza mnóstwo systemów odniesienia. Przez to jesteśmy zagubieni i możliwość definiowania siebie traktujemy jako trudny obowiązek, w którym jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

 

Bycie tym samym

Francuski filozof Paul Ricoeur wyróżnił dwa typy tożsamości. Pierwsza to tożsamość idem, którą należy rozumieć jako bycie tym samym, co w przypadku człowieka oznacza jego charakter. Ten ostatni zaś rozumiał jako ogół cech wyróżniających, pozwalających ponownie zidentyfikować ludzką jednostkę jako będącą tą samą [za: P Karpiński, „Paul Ricouer – W poszukiwaniu tożsamości człowieka”, w: Kwartalnik Naukowy, nr 4(16)2013]. W Gestalcie powiedzielibyśmy, że charakter to pewne usztywnione sposoby reagowania/działania. Ponadto na charakter w ujęciu ricouerowskim, jak wskazuje Karpiński składają się: zespół nabytych utożsamień, takich jak wartości, normy, ideały, wzorce; przyzwyczajenia, poprzez które „rozpoznajemy-się-w” oraz „rozpoznajemy się po”. Najłatwiej i najdobitniej zaobserwować ten aspekt, gdy bliscy wspominają zmarłą osobę, przywołując (czasem dziwaczne), charakterystyczne dla niej cechy, powiedzonka, sposób bycia, ubierania się itp., które pozwalają innym tę osobę rozpoznać. Odpowiednikiem tego aspektu tożsamości w procesie terapii jest diagnoza (jakkolwiek rozumiana) i cechy wrodzone, jak np. temperament.

 

Bycie sobą

Drugi typ tożsamości wyróżniony przez Ricoeura to tożsamość ipse, czyli bycie sobą. W odróżnieniu od bardziej substancjalnej, niezmiennej w czasie tożsamości idem, tożsamość typu ipse jest procesualna i określa to, co może się w nas zmieniać. Z perspektywy Gestalt w jej najradykalniejszej formie, tylko ten aspekt tożsamości istnieje „naprawdę”. Mówimy wówczas nie, że jesteśmy sobą, lecz stajemy się sobą w nieustannej interakcji ze środowiskiem (ożywionym i nieożywionym) – self jest niekończącym się procesem.

Tego aspektu bardzo często dotykamy podczas psychoterapii, gdy klient próbuje rozpoznać, czy jego pragnienia, preferencje i wybory są jego własne, czy może zintrojektował („połknął” bez dekonstrukcji) je od ważnych obiektów. Jeden z moich klientów zauważył: to nawet nie są moje marzenia, a już zrealizowałem trzy czwarte z nich. To jakiś absurd!

Prostym narzędziem do znalezienia autodefinicji jest Test 20 Stwierdzeń, polegający na dokańczaniu 20 zdań, z których każde rozpoczyna się od słowa „jestem…”. Dalej mogą padać rzeczowniki (np. córką), przymiotniki (np. ładna) lub bardziej rozbudowane opisy (np. jestem taka, że złoszczę się, gdy ktoś mnie oszuka). Gdyby zbudować kontinuum od autodefinicji niezmiennych po te najbardziej zmienne, na jednym krańcu znajdą się rzeczowniki i trochę przymiotników (tworzących tożsamośc typu idem), które składają się na coś, co Ricoeur nazywa obietnicą zachowania siebie w czasie. Na drugim krańcu znalazłyby się pozostałe przymiotniki i opisy zachowań, które podlegają większej zmienności i poprzez które realizujemy bycie sobą, czyli tożsamość ipse.

 

Narracja

Tym co, wedle Ricoeura, spaja dwa aspekty tożsamości (idem ipse) jest narracja na temat samego siebie/postaci. Bohater opowieści jest rozpoznawany przez cały czas jako on sam, ale jednocześnie, zazwyczaj, przechodzi pewną przemianę. Jako ilustracja niech posłuży animacja „W głowie się nie mieści”, w której pokazany jest sposób funkcjonowania emocji, pamięci i tego, z czego składa się nasza osobowość (vide: https://youtu.be/6W29jNg2Dc4?t=57). Narratorka zgrabnie wyjaśnia, że zapamiętujemy różne wydarzenia i jeśli są one podsycone silnymi emocjami lub decyduje się w nich bieg dalszego życia, gromadzimy je w postaci „kluczowych wspomnień”. Każde z nich natomiast zasila jedną z „wysp osobowości”, a te z kolei czynią z nas nas samych. I tak, główna bohaterka, Riley jest sobą dzięki: wyspie rodziny, przyjaźni, szczerości, hokejowi i wygłupom.

A jakie byłyby twoje wyspy?

 

Poznaj – zaakceptuj – wspieraj

Kluczowym jest zatem właściwe rozpoznanie, kim jestem (i ewentualnie, w czym mam problem). Uważam, że to ważne mieć własne autodefinicje i narrację o tym, jak znalazłem się tu, gdzie jestem i jak stałam się tym, kim jestem. Jednocześnie, jeśli chcecie się troszkę „pobawić” lub jesteście złaknieni uporządkowanego wywodu, to polecam Test 16 Osobowości. Jest to darmowe narzędzie do testu osobowości on-line, badające 4 podstawowe wymiary: introwersji-ekstrawersji, intuicji-poznania, odczuwania-myślenia, osądzania-obserwacji. Nie spotkałam dotąd bardziej kompleksowego (choć zautomatyzowanego) opisu mnie samej i moich znajomych. Jestem ciekawa waszych opinii.

Kiedy już wiemy, kim jesteśmy oraz co jest dla nas ważne, postarajmy się wspierać te strony naszej osobowości, które są twórcze, dobre i zgodne z naszą filozofią życiową (lub wierzeniami). Jednocześnie chcę zniechęcić was do skreślania tych cech, których nie lubimy lub wstydzimy się. Dzięki uznaniu ich obecności stajemy się „bardziej sobą”, a cechy te osłabiają swoją moc (więcej o koncepcji paradoksalnej zmiany przeczytasz tu).

 

Z akceptacji siebie płynie większa życzliwość dla innych 

Czy nam się to podoba, czy nie, człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje interakcji i relacji z innymi. Im jesteśmy bardziej krytyczni wobec najbliższych, (a nawet – wrodzy), tym trudniej z nami żyć. Jeśli twoje dziecko chce nosić skarpetki nie do pary, partner używa kubka po kilka razy nie myjąc go, a siostra preferuje rosół z ryżem, to „pozwól” na to. Co ci szkodzi? Daj innym przestrzeń, a wtedy będzie wam razem milej i docenicie się wzajemnie. Oczywiście, jeśli to, co robi druga osoba narusza twoje granice lub komfort, to reaguj.

 

Czy w psychoterapii zmieniamy swoją osobowość?

I tak i nie. Jeśli przyjąć, że na osobowość składają się sposoby funkcjonowania w relacjach i ze sobą samym, kluczowe lęki, przekonania i pragnienia ułożone w pewną strukturę, to częściowo w toku terapii możemy zmienić niektóre elementy, ale nie wszystkie. Na przykład lęk przed porzuceniem nie będzie nas już zalewał, paraliżował czy dyktował ucieczki z relacji, ale nadal będzie czasem się pojawiał. Może już nie będziesz robiła wszystkiego na 110%, ale nadal wykonanie na 70% będzie ci doskwierać. Chcę przez to powiedzieć, że tematy, na których koncentruje się każdy z nas są konstytutywne dla tego, jaką jest osobą i one nawet po wielu terapiach mogą z nami pozostać. Ważne jest, by zastąpić destruktywne (dla siebie lub innych), dysfunkcyjne sposoby reagowania lub działania zdrowszymi, bardziej efektywnymi itp.

 

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Bądź sobą i pozwól być sobą innym”, a druga: „Poddaj się temu, jaki jesteś. Nie udawaj kogoś innego”.

 

PS. Dwie dedykacje muzyczne dla wszystkich, którzy dążą do bycia sobą: https://www.youtube.com/watch?v=CidC5ZlWgVQ oraz https://www.youtube.com/watch?v=1qeMxFRD100

 

Weź pełną odpowiedzialność za swoje* czyny, uczucia i myśli

Mam nadzieję, że tekst ten nie będzie zbyt moralizatorski; chociaż nie chciałam za wszelką cenę unikać jego etycznego wydźwięku, ponieważ mówiąc o odpowiedzialności po trosze do niej wzywam.

Na wielu stronach poświęconych terapii Gestalt znajdziecie cytat z egzystencjalisty, J.P. Sartre’a:

Nie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.

Co to oznacza?

Jeśli to, co z tobą zrobiono to coś dobrego i budującego, np. rodzice w sensowny sposób odzwierciedlali to, jakim byłeś fajnym chłopcem, to jako dorosła osoba jesteś odpowiedzialny za to, jak wykorzystasz swoje zasoby, talenty. Do ciebie należy decyzja, czy swoją siłę wykorzystasz do pomagania społeczeństwu, do zapewnienia wiktu sobie i rodzinie, do zrobienia świetnego interesu, czy do okradzenia kogoś lub pobicia go.

Jeśli to, co z tobą zrobiono, można ująć w kategoriach krzywdy lub przemocy, masz wybór: pielęgnować bycie ofiarą, sublimować cierpienie (np. przez tworzenie sztuki), przygotowywać się do zemsty, wybaczyć sprawcy i żyć dalej lub wyprzeć uraz ze świadomości. Oczywiście większość z tych „wyborów” pozostaje poza naszą wolą dopóki nie wydarzy się  coś przełomowego i uświadamiającego nam, jakiego wyboru dokonaliśmy (nawet na przedświadomym poziomie, jako dzieci).

Wiele osób pyta mnie, po co mi właściwie świadomość, że skoro tata nie cieszył się, że jestem dziewczynką, to nie umiem znaleźć teraz mężczyzny, który by mnie kochał? Właśnie po to, byś mogła wziąć odpowiedzialność za to, co robisz ze swoim bieżącym doświadczeniem: nadal potwierdzać przekaz taty, że się nie nadajesz do kochania, czy się skonfrontować z tym, co robisz, gdy spotykasz (całkiem dorzecznego) mężczyznę. Niektórzy twierdzą nawet, że sama świadomość wystarcza do zmiany i jest ostatecznym celem terapii. Ja bym jednak do tego dodała, że ważny jest też krok dalszy: skoro wiem, jaką mam tendencję, to szybciej rozpoznaję, kiedy działam automatycznie i mogę zdecydować w danej sytuacji, że zachowam się inaczej.

Odpowiadasz za to przed instancją, jaką sobie wybierzesz: przodkami (czyż nie dlatego dochowujemy tradycji?), partnerem, dziećmi (ilu rodziców postanawia rozpocząć terapię, by być lepszym wzorcem dla swoich pociech?), sądem, Bogiem, samym sobą.


Sposoby wyrzekania się odpowiedzialności

Odpowiedzialność zawsze istnieje – można ją tylko różnie przypisywać: sobie, innym, „sytuacji” (nigdy nie wiem, co to znaczy), losowi lub światu.

  • Procedury językowe w terapii Gestalt – specyficzny sposób użycia języka

Do najbardziej rozpowszechnionych należą takie zwroty jak: nie mogę i muszę. Dzięki nim unikamy pójścia na niezbyt nęcące spotkanie, tłumacząc, że nie mamy wyboru. Jakkolwiek społecznie przydatne, uniemożliwiają kontakt z drugim człowiekiem i ze sobą, a nadużywane dają nam poczucie, że nic od nas nie zależy. Swoją drogą, osoby, które szczególnie często myślą/mówią, że coś muszą, mają za sobą dzieciństwo wypełnione obowiązkami i przymusami, których niedopilnowanie okupione było lękiem przed jakąś katastrofą (gniewem rodzica, karą, poniżeniem).

Innym zabiegiem językowym jest niewskazywanie konkretnego podmiotu odpowiedzialnego za działanie, gdy mówimy np.: stało się; udało (mi) się; człowiek lubi dobrze zjeść; na wesele zaprasza się chrzestnych. Odwołujemy się wówczas do pewnego utartej społecznie „prawdy”, zwyczaju lub mody, które niejako ograniczają do minimum opcje naszego zachowania. Podobnie jest z używaniem słów: trzeba i (nieco „lżejszych”) należy, powinno się.

  • Konfluencja – psychiczne „zlanie się” z drugą osobą

Patrząc na konfluencję pod kątem dystrybucji odpowiedzialności, oddajemy ją drugiej osobie, jednocześnie unikając zidentyfikowania swoich chęci, potrzeb, preferencji. Taki dialog:

Kochanie, co chcesz zjeść na obiad?
– A ty?
– Nie wiem, mógłbym zrobić spaghetti albo zamówić pizzę.
– Jak wolisz.

Mówiąc żargonem, za tym mechnizmem stoi lęk przed wyodrębnieniem się i przed wyłonieniem swojej figury. O ile konfluencja pomaga nam zachwycać się osobą, w której się zakochaliśmy, a jako niemowlętom umożliwiała przetrwanie, o tyle w dorosłym życiu jest po pierwsze denerwująca dla osób z otoczenia, a po drugie – jak wejdzie w krew – powoduje, że któregoś dnia załamujemy się, bo już nie wiemy, ani kim jesteśmy, ani czego chcemy w życiu. Warto pamiętać, że w relacjach miłosnych to właśnie różnica między Ja a Ty nas pociąga i podnieca, a nie to, że druga osoba jest taka jak my lub uległa i… bezpłciowa.

  • Projekcja – przypisywanie innym tego, co jest nasze

Niejednokrotnie łatwiej nam widzieć w innych to, czego sami w sobie nie lubimy. Przykłady? „Widzimy” w interlokutorze, że ten złości się na nas, podczas, gdy to my się wkurzyliśmy na jego ostatnie słowa. Innym przykładem byłaby sytuacja, w której obawiamy się, że komuś bardzo się podobamy, a ten ktoś nam nie, więc zaczynamy go unikać, podczas gdy to nas ta osoba pociąga i obawiamy się tego, że pociąg do niej jest w jakiś sposób niewłaściwy – zagraża naszemu związkowi lub jest niezgodny z naszą (deklarowaną) orientacją seksualną.

Często projektujemy na innych także w bardziej subtelny sposób, a mianowicie, używając czasowników w drugiej osobie liczby pojedynczej zamiast – w pierwszej. Mówimy: facebook mnie rozprasza; wkurzasz mnie; ten film mnie nudzi; to, co robisz mnie rani. W ten sposób winę za nasz nieprzyjemny stan emocjonalny przypisujemy innym, sami pozostając nieskazitelnymi. Prawda jest zaś taka, że pomiędzy tym, co ktoś/coś robi (wobec nas) są jeszcze: nasza wybiórcza percepcja, interpretacja, interesy i różnorodne emocje.

  • Profleksja – robienie innym tego, co chcielibyśmy, by uczyniono nam

Najczęściej dotyczy to sytuacji społecznie uznanych za czynienie dobra, ale dla „obdarowywanego” jest to nad wyraz męczące lub irytujące. Scena przy rodzinnym obiedzie: babcia nakłada wszystkim dodatkowe porcje jedzenia, podczas gdy sama już jadłam jak gotowałam. Oczywiście, to bardzo szlachetnie i naturalnie, że nasi opiekunowie o nas dbają. Obserwując jednak takie sytuacje, mam wrażenie, że owi opiekunowie stosują „przemoc w białych rękawiczkach”, ponieważ nie widzą swoich pociech i nie zadają kluczowego pytania: czego chcesz? Czego potrzebujesz? (Ta uwaga dotyczy także wszystkich wykonujących zawód pomocowy, którzy pozwalają, by ich tendencje ratownicze grały pierwsze skrzypce w kontakcie z klientami). Profleksję wzmaga też przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego, gdy pomijamy umiłowanie samych siebie i stajemy się matką-Polką.

Ludzie, którzy stosują profleksję są bliscy łez, gdy mają przyjąć od kogoś podarunek, ponieważ nigdy nie miei okazji dostać tego, czego potrzebowali lub o czym marzyli; ich rodzice pokazywali im, że ich potrzeby nie są ważne. Znakomicie jednak wyczuwają najlżejsze sygnały, że ktoś może czegoś chcieć od nich (niestety też często dokonują nadinterpretacji) i biegną z pomocą. Tymczasem, głęboko pod spodem, jest ich niezaspokojenie i wyparte pragnienie doznania opieki i dobroci.

  • Bierna agresja, czyli foch

Dobrze ilustruje ją dowcip rysunkowy Andrzeja Mleczki, w którym kobieta zwraca się do mężczyzny: Pewnie myślisz, że przez ostatnie dwie godziny milczałam tak sobie… Nie, mój drogi! Ja milczałam znacząco (http://sklep.mleczko.pl/environment/cache/images/0_0_productGfx_208eab414a8f60488204fbe453ef5a0b.jpg). Sednem sprawy w biernej agresji jest przeżywanie złości, frustracji itp. i powstrzymanie się od ich wyrażania wprost przy jednoczesnym wycofaniu się ze spontanicznego kontaktu z osobą, na którą jesteśmy źli. Co ma do tego odpowiedzialność? Unikamy w ten sposób konfrontacji z drugą osobą i ze swoimi emocjami. Ten, kto kiedykolwiek taką grę uprawiał, wie dobrze, że wówczas atmosfera gęstnieje tak bardzo, że druga osoba w końcu wyczuwa, że coś jest nie tak i wtedy można liczyć na to, że to ona rozpocznie działania zmierzające do wyjaśnienia sytuacji.

 

Sposoby brania odpowiedzialności

Jak w takim razie wziąć odpowiedzialność za swoje życie?

  • Wychowanie do odpowiedzialności

Obrazek podczas ubierania (się) kilkulatki:

Chcesz założyć żółtą sukienkę czy niebieską?
– Nie wiem!
– Nie wybiorę za ciebie.
– Ja nie wiem!
– Poczekam aż się zdecydujesz. Dopiero potem wyjdziemy.
– Sam wybierz!
– Nie, to twoje ubranko.

Ta dramatyczna i okupiona napięciem historyjka pokazuje, jak możemy wychowywać dziecko, by pokazać mu, że jest bytem wolnym, a wolność zawsze idzie w parze w odpowiedzialnością (tak, niestety). Gdyby rodzic zdecydował za dziecko, mogłoby się czuć stłamszone, (bo było bierne) lub niezadowolone, (bo rodzic pominął jego preferencje). Uczyłoby się, że sytuacja życiowa jest niejako dana z góry i trzeba się do niej albo dostosować (tu rozwija się konfluencja), buntować (w mniej lub bardziej otwarty sposób) lub być jej ofiarą (wyuczona bezradność i postrzeganie świata w kategoriach kat-ofiara). Podobnie rzecz ma się w procesie psychoterapii, gdy klient stara się zachować tak, by to terapeuta zdecydował, co ma klient zrobić. Jeśli terapeuta odpowie pozytywnie na to wezwanie, wpadną w pułapkę – może dojść albo do dewaluacji terapeuty (No tak, nic, co robisz mi nie pomaga/krzywdzi mnie) i wejścia w rolę ofiary albo do idealizacji terapeuty (Na pewno masz dla mnie wspaniały pomysł!) i poczucia braku kontroli nad swoimi wyborami (To nie ja się zmieniłam, tylko ty mnie uzdrowiłaś).

  • Zmiana języka

Ludwig Wittgenstein był zdania, że granice mojego języka są granicami mojego świata. Zdecydowanie się z nim zgadzam – język, słowa, których używamy mają wpływ na to, jak kształtujemy relację ze sobą i ze światem, a także są ich odzwierciedleniem. Dla tych, którzy chcą poczuć się wolnymi, mam poradę: włączcie do swojego codziennego słownika:

wybieram, np.: obiecałam sobie codziennie ćwiczyć i jednocześnie wybieram, że w tym czasie napiszę artykuł (;)) zamiast: powinnam teraz poćwiczyć;

decyduję się, np.: podobają mi się inne kobiety i chętnie nawiązałbym romans, ale decyduję się dochować wierności, zamiast: nie mogę być niewierny lub poświęcę się dla związku;

robię (chodzi mi o „bezpośrednie” czasowniki, które pozwalają unikać operatorów możliwości i tłumaczenia się), np. nie spotkam się z tobą w poniedziałek zamiast: nie mogę spotkać się z tobą, bo…;

chcę/nie chcę zamiast: wolałabym, chciałabym;

proszę cię o… zamiast byłoby dobrze, przydałoby się, np. posprzątaj po sobie, proszę zamiast: byłoby dobrze tu sprzątnąć;

nie zgadzam się.

  • Zmiana zachowania

W internecie krąży tekst, który prosto opisuje, na czym polega branie odpowiedzialności za swoje emocje i potrzeby, której uczymy w Gestalcie. Obok cytowanego tekstu wstawiłam odpowiedzi, jakie słyszę od klientów i które powodują ich cierpienie. A powodują one co u ciebie?

Tęsknisz za kimś? Zadzwoń.

[Niech on zadzwoni! Jak może mnie tak ignorować?]

Chcesz się spotkać? Zaproś. 

[O, co to, to nie! Ile razy już zapraszałam?!]

Pragniesz zrozumienia? Wyjaśnij.

[Powinien się domyśleć!]

Masz pytanie? Zapytaj.

[Eee, moje pytanie jest głupie./Co on sobie o mnie pomyśli?]

Nie lubisz czegoś? Przyznaj to.

[Nie mógłbym – byłoby jej przykro.]

Lubisz coś? Nie kryj się z tym.

[Nie, to mało ważne.]

Chcesz czegoś? Poproś.

[Nie mogłabym okazać takiej słabości!]

Kochasz kogoś? Okaż to.

[Wstydzę się./Boję się jej reakcji.]


Po co właściwie brać na siebie ciężar odpowiedzialności?

– aby zyskać poczucie wpływu na swoje życie;

– aby mieć kontakt ze sobą, a przez to zyskać poczucie siły wewnętrznej;

– aby nawiązać kontakt z innymi, a przez to – autentyczne i życiodajne relacje międzyludzkie;

– aby zyskać poczucie wolności, (bo wolność jako taką, to już mamy).

* Swoje to ważne słowo w tym „przykazaniu”, zwłaszcza w kontekście nadodopowiedzialności, czyli tendencji czy zachowania, w których podmiot czuje się odpowiedzialny również za to, co nie należy do niego. Osoby nadodpowiedzialne nie tylko dają się wykorzystywać i tego nie dostrzegają, ale też mają słabe wyczucie granic innych ludzi, co może powodować liczne konflikty interpersonalne. Ale może o nadodpowiedzialności – innym razem.

[Natalia Żuk]

Przestań niepotrzebnie myśleć – zacznij postrzegać środowisko takim, jakie jest i z takim nawiązuj kontakt *

Umysł i myślenie są jednym z najważniejszych motorów rozwoju i ewolucji człowieka. Jednak, podobnie jak w przypadku lekarstw, w za dużym stężeniu są trujące. Zaciemniają nam obraz rzeczywistości, samych siebie, drugiego człowieka. Są ludzie, którzy – będąc niewiarygodnie inteligentnymi erudytami i specjalistami w swojej dziedzinie – na wszystko, co ich otacza patrzą przez pryzmat teorii. Są też tacy, którzy siebie samych widzą tylko przez pryzmat koncepcji na swój temat (często podarowanych od opiekunów), a także tacy, którzy tak widzą innych (np. skoro ktoś jest „lewakiem”/ „prawakiem”, to na pewno jest głupi). To, co myślimy nie jest rzeczywistością.

Fenomeny rzeczywistości
Podwaliną Gestaltu jest między innymi fenomenologia – orientacja filozoficzna, której postulatem jest postrzeganie i opis rzeczy takimi, jakie się jawią, po „wzięciu w nawias” założeń ich dotyczących w umyśle poznającego podmiotu. Wcale nie jest to proste, o czym przekonujemy się choćby podczas warsztatów psychologicznych. Korzystamy z prostego ćwiczenia, pomagającego odróżnić rzeczywistość od wyobrażeń. Pokazujemy grupie fotografię nieznanych im osób i najpierw prosimy o powiedzenie, co widać na zdjęciu. W odpowiedzi możemy usłyszeć przeróżne interpretacje, np.: to jest dziadek z wnuczkiem; rodzina na spacerze; świąteczna przechadzka. Po kilku chwilach okazuje się, że nie wiemy, co jest prawdą. To, co faktycznie widać na fotografii to po prostu dwóch ludzi na chodniku, jeden jest starszy wiekiem i wyższy, drugi młodszy i niższy; nie wiemy, jaka relacja ich łączy. Inne ćwiczenie polega na patrzeniu na drugą osobę i mówieniu, co się widzi – bardzo szybko wkradają się nam oceny i wnioskowania. Zamiast powiedzieć, że widzimy czyjeś błękitne oczy z zielonymi kreskami, mówimy, że ma piękne oczy, a to już jest ocena (miła, ale jednak ocena).

Kiedy otwieramy się na fenomeny, świat staje się niepomiernie bardziej interesujący i pociągający. Oczywiście gdybyśmy bez przerwy stosowali tę fenomenologiczną metodę, nie zdążylibyśmy dostatecznie szybko orientować się w rzeczywistości społeczno-kulturowej. Często jednakże warto…

posmakować rodzynkę
Blisko fenomenologii znajduje się nurt uważności (mindfullness), który jest kojarzony z metodami relaksacji, medytacji, a także – terapią. Sztandarowym ćwiczeniem uważności jest odkrywanie rodzynki we wszystkich jej właściwościach, dzięki czemu możemy z nią „obcować” dobrych kilka-kilkanaście minut: obejrzeć ją w świetle, poczuć jej skórkę palcami, zapach nozdrzami, dotknąć językiem, sprawdzić sprężystość, wiotkość, położyć na języku, nadgryźć, poczuć smak, konsystencję…. itd. Pytanie, po co. A jeśli zamiast rodzynki będziemy z taką uważnością postępować z bliskimi? Jeśli będziemy jeść w ten sposób? Wówczas będziemy rozpoczynać kontakt od sprawdzenia, jakie jest to coś lub ktoś, zamiast od oceny lub naszego nastawienia (np. lubię/ nie lubię). W psychologii taką umiejętność nazywa się „testowaniem rzeczywistości” i jest to umiejętność niedostępna osobom, które są w psychozie. Jej właściwością jest bowiem to, że wewnętrzne wyobrażenia i fenomeny przyćmiewają rzeczywistość obiektywną.

„Gdyby było inaczej…”
Innym obszarem zajmowania się tym, czego nie ma w środowisku jest narzekanie i obwinianie. Weźmy przykład kobiety, która codziennie wytyka swemu mężczyźnie błędy, a jednak się z nim nie rozstaje (oczywiście może jest z nim, bo boi się być sama). Możliwe, że są jakieś powody, dla których z nim jest – choćby najmniejsze: sposób, w jaki on się uśmiecha, to, że podobają mu się podobne filmy czy jako jedyny z dotychczasowych partnerów lubi jej matkę. Jak w każdej relacji, są też sprawy, które ją w nim drażnią i okłamywaniem siebie byłoby zupełne ich ignorowanie. Warto jednak przyjrzeć się temu, jak jest, zamiast być stale niezadowolonym z tego, że rzeczywistość odbiega od naszych postulatów i marzeń, (a zawsze pod pewnym względami odbiega). Jeśli tak robimy, nie nawiązujemy kontaktu ze środowiskiem takim jakie jest, ale z takim, jakie nie jest. Jeśli mamy w głowie założenie, że nasz przyjaciel powinien być dla nas zawsze dostępny, to kiedy dzwonimy do niego o drugiej w nocy, a on nie odbiera, czujemy się zranieni, bo nie jest non stop dostępny. Jeśli odrzucimy to wymaganie względem rzeczywistości, możemy dostrzec, że nasz przyjaciel jest dla nas dostępny codziennie w godzinach 8:00-22:00. Rzecz jasna, życie iluzjami ma też rewers – kiedy nie chcemy dostrzec, że coś naprawdę jest nie w porządku. Szczególnie bolesne jest to w rodzinach z problemem alkoholowym – wszyscy członkowie wiedzą/ domyślają się, że ich bliski jest uzależniony, ale uznanie tego faktu musiałoby spowodować w nich wszystkich zmianę zachowania. Łatwiej jest wtedy liczyć na cud.

…bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Na koniec słowo o decyzjach. Często spotykam ludzi, którzy, mając problem starają się go rozstrzygnąć umysłem. Jest o świetna metoda, gdy idzie o inwestowanie kapitału, ale już w obszarze psychiki, czy relacji raczej się nie sprawdza. Czy spędzić święta z rodziną? Czy zaprosić ją na kawę? Czy przyjąć tę ofertę pracy? Czy powiedzieć mu prawdę o swoich uczuciach? – to tylko garść pytań, jakie ludzie stawiają sobie każdego dnia. Jeśli decyzję będziemy chcieli podjąć ważąc argumenty racjonalne, utoniemy w nich – nasz umysł jest nieskończony i wystarczająco bystra osoba dostrzeżenie mnóstwo „za” i równie dużo „przeciw”. Takie rozmyślania, niepołączone z potrzebami, pragnieniami i prawdą o nas samych, są czystymi hipotezami. Często powstrzymujemy się przed zrobieniem tego, czego potrzebujemy, bo wymyślamy scenariusze reakcji na nasze działania, czyli znowu nawiązując kontakt z naszymi wyobrażeniami, a nie rzeczywistością. Bardziej pomocne okazuje się skupienie na swoich fenomenach w kontakcie z daną sprawą, czyli sprawdzenie, co czuję w emocjach i w ciele, gdy wyobrażam sobie siebie przy stole z ciotką Krysią?, co czuję, gdy widzę tę dziewczynę?; czy, znając siebie, chcę pracować 50 godzin tygodniowo?; czy zależy mi na szczerości?

Środowisko, czyli wszystko, co nie jest nami samymi, będzie nas zaskakiwać, gdy otworzymy zmysły i serce na kontakt z nim.

cały dekalog Gestalt

*W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Przestań niepotrzebnie myśleć – zamiast tego patrz i smakuj”, a druga: „Postrzegaj swoje środowisko takim, jakie ono jest, a nie takim, jakim twoim zdaniem powinno być. Nawiązuj kontakt z tak postrzeganym środowiskiem“. Tytuł tego wpisu jest moją interpretacją, płynącą z połączenia tych dwóch wersji.

[Natalia Żuk]