Psychoterapia Gestalt

Terapia Gestalt wpisuje się nurt psychoterapii humanistyczno-egzystencjalnych, w którym szczególną rolę odgrywają samorealizacja i kreatywne możliwości jednostki.
Z filozoficznego punktu widzenia u podłoża terapii Gestalt leży obraz człowieka, który bierze życie we własne ręce zgodnie z zasadą odpowiedzialności za siebie i samoregulacji, Relacja terapeutyczna odbywa się Tu i Teraz w formie spotkania Ja-Ty. W terapii Gestalt dąży się do tego, by klient uświadomił sobie sposób, w jaki zniekształca lub zrywa kontakt ze sobą lub z otoczeniem. Wraz ze wzrostem świadomości na ten temat odzyskuje on zdolność kształtowania i przeżywania kontaktów w sposób wybiórczy, kreatywny i integrujący.
Humanistyczna orientacja terapii Gestalt ma niezwykle istotne konsekwencje dla postawy terapeutycznej: osoba poszukująca pomocy nie jest „chorym”, zaś osoba pomagająca nie przyjmuje roli „lekarza”. Dla klienta oznacza to wyzwanie: ufa się mu, że przy wsparciu osoby terapeuty zdoła uporać się ze swymi problemami, dzięki czemu osiągnie dojrzałość. Owa samodzielność klienta wypływa ze wspomnianego kluczowego założenia terapii Gestalt o samoregulacji organizmu, co oznacza, że w idealnym przypadku organizm sam zdolny jest do sterowania własnymi zachowaniami, jak również do stworzenia takiego otoczenia, w którym może się samorealizować. W każdej chwili w organizmie pojawia się jakaś figura (Figur), np. potrzeba, która dąży do zamknięcia, podczas gdy inne przechodzą w tło (Hintergrund). Jednostka, podejmując skuteczny kontakt z otoczeniem, zaspokaja tę potrzebę. Wtedy postać (Gestalt) dopełnia się i ponownie powraca do tła, czyniąc tym samym miejsce dla nowej figury. Proces nieustannego powstawania i niszczenia postaci stanowi jądro samoregulacji organizmu.
Terapia Gestalt oferuje coś, co uznawane jest za krok naprzód w stosunku do psychoanalizy, czyli koncentrację na działaniu, na kontakcie. Oznacza to stosowanie aktywnych metod pracy, takich jak eksperyment, będący testowaniem nowych zachowań i sposobów przeżywania w bezpiecznych warunkach. Terapia Gestalt jest zmianą, a nie tylko poznaniem i spostrzeganiem. W tym sensie poszerzanie świadomości nie stanowi celu samego w sobie. Służy raczej kontaktowi ze sobą i otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich myśli, emocji i doznań płynących z ciała jest wprawdzie koniecznym, ale wcale nie wystarczającym warunkiem terapii Gestalt. Jej istotą w dłuższej perspektywie jest sensowne zrozumienie i pokierowanie własnym życiem.

Psychoterapia

Psychoterapia jest formą profesjonalnej pomocy osobom, które chcą lepiej poznać siebie i dokonać zmian w sposobie swojego funkcjonowania.

Jest ona także, a może przede wszystkim, spotkaniem i relacją między psychoterapeutą a klientem lub pacjentem.
Psychoterapeuta, będący osobą zawodowo wyszkoloną w zakresie teorii psychologicznych i technik terapeutycznych, ma za zadanie wspierać klienta, pomagać mu w samopoznaniu, określeniu i realizowaniu własnych pragnień, wypracowaniu nowych umiejętności i sposobów zachowania oraz usuwaniu przykrych dolegliwości (takich jak np. chroniczny lęk). Terapeutę obowiązuje kodeks etyczny oraz bezwzględny nakaz pracowania na rzecz klienta, a nie na rzecz zaspokojenia własnych potrzeb. Przyjmuje on życzliwą i nieoceniającą postawę, co buduje wzajemne zaufanie. Klient natomiast, przychodząc na psychoterapię, decyduje się na pracę nad sobą, a nie tylko np. na uzyskanie chwilowego pocieszenia.
Najczęściej sesje psychoterapeutyczne trwają 45-60 minut i odbywają się raz w tygodniu w gabinecie terapeuty, a kontakt z psychoterapeutą odbywa się twarzą w twarz. W czasie sesji klient i psychoterapeuta prowadzą tzw. dialog terapeutyczny, którego zasadą jest podmiotowe traktowanie siebie nawzajem.
Istnieją różne nurty terapeutyczne: od psychoanalizy przez terapię poznawczo-behawioralną po humanistyczno-egzystancjalną.

Czym jest depresja i jak ją leczyć?

Czasami zdarza się nam słyszeć od znajomych „mam taką depresję, że nie pytaj”. Zazwyczaj, gdy językiem potocznym określamy nasz stan jako „depresję”, mamy na myśli obniżony nastrój, a najkrócej mówiąc – „doła”. Nic dziwnego, że to określenie weszło do naszego codziennego słownika – jest najbardziej rozpowszechnionym zaburzeniem psychicznym. Jednakże depresja to nie zwykły smutek i niechęć do robienia czegoś.

Objawy

Zaburzenie depresyjne niesie ze sobą cały szereg różnorodnych objawów, które, według klasyfikacji psychiatrycznej, muszą utrzymywać się co najmniej przez dwa tygodnie. Obejmują one różne obszary – od nastroju przez myśli po objawy fizyczne:

Nastrój
– obniżenie podstawowego nastroju: smutek, przygnębienie, (szczególnie złe znoszenie poranków),
– poczucie winy,
– drażliwość,
– poczucie beznadziei,
– zamartwianie się, lęk,

Myślenie i samoocena:
– pesymistyczne nastawienie do samego siebie, przeszłości (Moje życie to pasmo porażek), teraźniejszości, a zwłaszcza przyszłości (Nic dobrego mnie nie czeka),
– poczucie niewydolności,
– brak akceptacji samego siebie,
– poczucie bezwartościowości,
– samooskarżanie się,
– zniekształcony obraz siebie,

Motywacja i zachowanie:
– utrata satysfakcji, anhedonia (niemożność odczuwania przyjemności),
– oczekiwanie kary,
– pragnienie śmierci,
– wołanie o pomoc,
– wycofanie z kontaktów społecznych,
– niemożność podjęcia decyzji,
– trudności w wykonywaniu swoich obowiązków,
– utrata lub niepohamowane łaknienie,

Objawy fizyczne:
– zaburzenia snu (sen za długi, „urywany” lub bezsenność; sen nie regenerujący),
– trudności w koncentracji uwagi,
– zmęczenie, niski poziom energii,
– zbyt duży lub zbyt mały napęd motoryczny,
– utrata wagi ciała lub znaczne przybieranie na wadze,
– różne dolegliwości somatyczne (np. nerwobóle, bóle głowy, kręgosłupa)

Jeśli powyższe objawy utrzymują się dwa lata, ale nie są nasilone, mówimy o dystymii.
Bardzo zbliżone symptomy ma osoba przeżywająca żałobę i żal po stracie. Pomimo swego podobieństwa, a także faktu, iż żałoba jest stanem predysponującym do rozwinięcia depresji, są to dwa różne zjawiska. Depresja jest zaburzeniem psychicznym, zaliczanym do grupy chorób afektywnych, zaś żałoba jest zjawiskiem psychospołecznym.

Epidemiologia depresji

Osoby urodzone po 1975 roku są dwukrotnie bardziej narażeni na przeżycie depresji niż ich dziadkowie, prawdopodobnie ze względu na zmieniające się warunki społeczne, historyczne i ekonomiczne. Około 12% mężczyzn i 20 % kobiet współczesnych przeżyje epizod depresji dużej. Coraz częściej też na tę chorobę zapadają nastolatki, a największe prawdopodobieństwo jej wystąpienia jest we wczesnej dorosłości. Kobiety doświadczają zaburzeń depresyjnych dwa razy częściej niż mężczyźni. Ma to prawdopodobnie uzasadnienie w stylu wychowania dziewcząt i chłopców – ci ostatni są zachęcani do wyrażania złości. Latami skrywana agresja i rozżalenie prowadzą do zamienienia ich na smutek, który jest bardziej społecznie akceptowany.

Pierwszy epizod depresyjny najczęściej pojawia się nagle i w swoim pierwotnym nasileniu trwa trzy miesiące. Bardzo głębokie epizody trwają dwukrotnie dłużej. Z jednej strony epizody depresji mają tendencję do zanikania, a z drugiej – aż 75% osób, które przeżyły depresję doświadczy jej objawów ponownie w ciągu 15 lat. Każdy kolejny epizod depresji zwiększa ryzyko nawrotu o 16%.

Etiologia depresji jednobiegunowej

Istnieje wiele różnych wyjaśnień dotyczących przyczyny depresji. Pierwsze z nich podkreśla rolę dziedziczenia (biologicznego i społecznego) – krewni pierwszego stopnia osób cierpiących na depresję są kilkukrotnie bardziej na nią narażeni. Drugie – że depresja ma podłoże neurochemiczne, gdyż podczas trwania depresji występują zaburzenia gospodarki chemicznej i strukturach mózgu (trudno powiedzieć, czy jest to bezpośrednia przyczyna, ale na pewno występują). Szczególną rolę pełnią w tym procesie nieprawidłowości w przekazie monoamin (norepinefryna, dopamina, serotonina). Trzecia koncepcja stwierdza zaburzenia hormonalne – np. niedoczynność tarczycy daje objawy zbliżone do depresyjnych, skąd prosta droga do wniosku, iż osoby z depresją cierpią na zaburzenie wydzielania tyroksyny. Podobnie jest w przypadku mężczyzn produkujących zbyt mało testosteronu. Ponadto osoby depresyjne mają podwyższony poziom „hormonu stresu”, czyli kortyzolu, a także – hormonu adrenokortykotropowego. Kolejne kocepcje akcentują zaburzenia aktywności niektórych części mózgu, np. płata czołowego prawej półkuli (nadczynność) i lewej półkuli (niedoczynność).

Psychologowie, podobnie jak lekarze, rozwinęli szereg koncepcji etiologicznych depresji. Zapewne część z was słyszała o „skali depresji Becka”, który był twórcą podejścia poznawczego w psychoterapii. Skala ta wskazuje takie przyczyny depresji jak:
– negatywne myśli nt. własnego „ja” i przebiegu życia,
– systematyczne błędy logicznego myślenia (arbitralne wnioskowanie, abstrakcja selektywne, nadmierne uogólnianie, wyolbrzymianie i pomniejszanie, personalizacja).

Inni psychologowie wskazują też rolę wyuczonej bezradności i poczucia beznadziejności. Z kolei modne ostatnio podejście akcentujące uważność, jest zdania, iż raz uruchomione myśli o własnej bezwartościowości i samooskarżanie, czekają w gotowości na kolejną okazję do uaktywnienia się, co ma swoje uzasadnienie neurologiczne. Tym, co podtrzymuje i wyzwala depresję jest nasz awersyjny sposób reagowania na to, co się wydarza, a także złość na siebie o to, że (znowu) tak fatalnie się czujemy (zwracanie się przeciwko sobie). Częstokroć psychoterapeuci zauważają, że pod manifestowanymi objawami depresji (smutek i przygaszenie) kryje się mnóstwo niewyrażonej złości, jeszcze głębiej – lęk i potrzeba bliskości

Leczenie depresji

Nierzadko w wychodzeniu z depresji przydatna jest farmakoterapia w postaci jednej z grup leków: trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych (TCA), inhibitorów monoaminooksydazy (MAO), inhibitorów selektywnego powrotnego wychwytu serotoniny (SSRI). Czasami bez wsparcia lekowego psychoterapia nie jest możliwa, ponieważ pacjent nie jest w stanie ubrać się i wyjść z domu. Z drugiej jednak strony, lekarstwa nie „załatwią problemu” na dłuższy czas, ponieważ nie zmieniają sposobu myślenia o sobie i świecie, a także sposobu wyrażania emocji i ich przeżywania. Co ciekawe, skuteczność psychoterapii oraz farmakoterapii jest właściwie taka sama i wynosi 60-75% przypadków wyraźnej poprawy. Wyższy wskaźnik odnotowały jedynieLOGO_Re_Akcja_w_depresji elektrowstrząsy, ale w ich wypadku zagrożenie nawrotami jest bardzo wysokie. W przypadku dokończonego procesu psychoterapeutycznego możliwość nawrotu jest niska, a w przypadku farmakoterapii – wysoka. Jedynym obszarem, w którym psychoterapia „przegrywa” z lekarstwami jest czas trwania terapii.

[Natalia Żuk]

Bądź sobą i pozwól innym być sobą*

Nie wiem, kim jestem, co czuję i dokąd zmierzam – to coraz częstszy problem zgłaszany podczas konsultacji psychoterapeutycznych. Z jednej strony jest to pokrzepiające, że ludziom zależy na tym, by czuć i wiedzieć, kim naprawdę są, a z drugiej – przykry znak czasów, w których dominująca kultura mówi nam, że możemy być kimkolwiek zechcemy i wprowadza mnóstwo systemów odniesienia. Przez to jesteśmy zagubieni i możliwość definiowania siebie traktujemy jako trudny obowiązek, w którym jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

 

Bycie tym samym

Francuski filozof Paul Ricoeur wyróżnił dwa typy tożsamości. Pierwsza to tożsamość idem, którą należy rozumieć jako bycie tym samym, co w przypadku człowieka oznacza jego charakter. Ten ostatni zaś rozumiał jako ogół cech wyróżniających, pozwalających ponownie zidentyfikować ludzką jednostkę jako będącą tą samą [za: P Karpiński, „Paul Ricouer – W poszukiwaniu tożsamości człowieka”, w: Kwartalnik Naukowy, nr 4(16)2013]. W Gestalcie powiedzielibyśmy, że charakter to pewne usztywnione sposoby reagowania/działania. Ponadto na charakter w ujęciu ricouerowskim, jak wskazuje Karpiński składają się: zespół nabytych utożsamień, takich jak wartości, normy, ideały, wzorce; przyzwyczajenia, poprzez które „rozpoznajemy-się-w” oraz „rozpoznajemy się po”. Najłatwiej i najdobitniej zaobserwować ten aspekt, gdy bliscy wspominają zmarłą osobę, przywołując (czasem dziwaczne), charakterystyczne dla niej cechy, powiedzonka, sposób bycia, ubierania się itp., które pozwalają innym tę osobę rozpoznać. Odpowiednikiem tego aspektu tożsamości w procesie terapii jest diagnoza (jakkolwiek rozumiana) i cechy wrodzone, jak np. temperament.

 

Bycie sobą

Drugi typ tożsamości wyróżniony przez Ricoeura to tożsamość ipse, czyli bycie sobą. W odróżnieniu od bardziej substancjalnej, niezmiennej w czasie tożsamości idem, tożsamość typu ipse jest procesualna i określa to, co może się w nas zmieniać. Z perspektywy Gestalt w jej najradykalniejszej formie, tylko ten aspekt tożsamości istnieje „naprawdę”. Mówimy wówczas nie, że jesteśmy sobą, lecz stajemy się sobą w nieustannej interakcji ze środowiskiem (ożywionym i nieożywionym) – self jest niekończącym się procesem.

Tego aspektu bardzo często dotykamy podczas psychoterapii, gdy klient próbuje rozpoznać, czy jego pragnienia, preferencje i wybory są jego własne, czy może zintrojektował („połknął” bez dekonstrukcji) je od ważnych obiektów. Jeden z moich klientów zauważył: to nawet nie są moje marzenia, a już zrealizowałem trzy czwarte z nich. To jakiś absurd!

Prostym narzędziem do znalezienia autodefinicji jest Test 20 Stwierdzeń, polegający na dokańczaniu 20 zdań, z których każde rozpoczyna się od słowa „jestem…”. Dalej mogą padać rzeczowniki (np. córką), przymiotniki (np. ładna) lub bardziej rozbudowane opisy (np. jestem taka, że złoszczę się, gdy ktoś mnie oszuka). Gdyby zbudować kontinuum od autodefinicji niezmiennych po te najbardziej zmienne, na jednym krańcu znajdą się rzeczowniki i trochę przymiotników (tworzących tożsamośc typu idem), które składają się na coś, co Ricoeur nazywa obietnicą zachowania siebie w czasie. Na drugim krańcu znalazłyby się pozostałe przymiotniki i opisy zachowań, które podlegają większej zmienności i poprzez które realizujemy bycie sobą, czyli tożsamość ipse.

 

Narracja

Tym co, wedle Ricoeura, spaja dwa aspekty tożsamości (idem ipse) jest narracja na temat samego siebie/postaci. Bohater opowieści jest rozpoznawany przez cały czas jako on sam, ale jednocześnie, zazwyczaj, przechodzi pewną przemianę. Jako ilustracja niech posłuży animacja „W głowie się nie mieści”, w której pokazany jest sposób funkcjonowania emocji, pamięci i tego, z czego składa się nasza osobowość (vide: https://youtu.be/6W29jNg2Dc4?t=57). Narratorka zgrabnie wyjaśnia, że zapamiętujemy różne wydarzenia i jeśli są one podsycone silnymi emocjami lub decyduje się w nich bieg dalszego życia, gromadzimy je w postaci „kluczowych wspomnień”. Każde z nich natomiast zasila jedną z „wysp osobowości”, a te z kolei czynią z nas nas samych. I tak, główna bohaterka, Riley jest sobą dzięki: wyspie rodziny, przyjaźni, szczerości, hokejowi i wygłupom.

A jakie byłyby twoje wyspy?

 

Poznaj – zaakceptuj – wspieraj

Kluczowym jest zatem właściwe rozpoznanie, kim jestem (i ewentualnie, w czym mam problem). Uważam, że to ważne mieć własne autodefinicje i narrację o tym, jak znalazłem się tu, gdzie jestem i jak stałam się tym, kim jestem. Jednocześnie, jeśli chcecie się troszkę „pobawić” lub jesteście złaknieni uporządkowanego wywodu, to polecam Test 16 Osobowości. Jest to darmowe narzędzie do testu osobowości on-line, badające 4 podstawowe wymiary: introwersji-ekstrawersji, intuicji-poznania, odczuwania-myślenia, osądzania-obserwacji. Nie spotkałam dotąd bardziej kompleksowego (choć zautomatyzowanego) opisu mnie samej i moich znajomych. Jestem ciekawa waszych opinii.

Kiedy już wiemy, kim jesteśmy oraz co jest dla nas ważne, postarajmy się wspierać te strony naszej osobowości, które są twórcze, dobre i zgodne z naszą filozofią życiową (lub wierzeniami). Jednocześnie chcę zniechęcić was do skreślania tych cech, których nie lubimy lub wstydzimy się. Dzięki uznaniu ich obecności stajemy się „bardziej sobą”, a cechy te osłabiają swoją moc (więcej o koncepcji paradoksalnej zmiany przeczytasz tu).

 

Z akceptacji siebie płynie większa życzliwość dla innych 

Czy nam się to podoba, czy nie, człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje interakcji i relacji z innymi. Im jesteśmy bardziej krytyczni wobec najbliższych, (a nawet – wrodzy), tym trudniej z nami żyć. Jeśli twoje dziecko chce nosić skarpetki nie do pary, partner używa kubka po kilka razy nie myjąc go, a siostra preferuje rosół z ryżem, to „pozwól” na to. Co ci szkodzi? Daj innym przestrzeń, a wtedy będzie wam razem milej i docenicie się wzajemnie. Oczywiście, jeśli to, co robi druga osoba narusza twoje granice lub komfort, to reaguj.

 

Czy w psychoterapii zmieniamy swoją osobowość?

I tak i nie. Jeśli przyjąć, że na osobowość składają się sposoby funkcjonowania w relacjach i ze sobą samym, kluczowe lęki, przekonania i pragnienia ułożone w pewną strukturę, to częściowo w toku terapii możemy zmienić niektóre elementy, ale nie wszystkie. Na przykład lęk przed porzuceniem nie będzie nas już zalewał, paraliżował czy dyktował ucieczki z relacji, ale nadal będzie czasem się pojawiał. Może już nie będziesz robiła wszystkiego na 110%, ale nadal wykonanie na 70% będzie ci doskwierać. Chcę przez to powiedzieć, że tematy, na których koncentruje się każdy z nas są konstytutywne dla tego, jaką jest osobą i one nawet po wielu terapiach mogą z nami pozostać. Ważne jest, by zastąpić destruktywne (dla siebie lub innych), dysfunkcyjne sposoby reagowania lub działania zdrowszymi, bardziej efektywnymi itp.

 

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Bądź sobą i pozwól być sobą innym”, a druga: „Poddaj się temu, jaki jesteś. Nie udawaj kogoś innego”.

 

PS. Dwie dedykacje muzyczne dla wszystkich, którzy dążą do bycia sobą: https://www.youtube.com/watch?v=CidC5ZlWgVQ oraz https://www.youtube.com/watch?v=1qeMxFRD100

 

Weź pełną odpowiedzialność za swoje* czyny, uczucia i myśli

Mam nadzieję, że tekst ten nie będzie zbyt moralizatorski; chociaż nie chciałam za wszelką cenę unikać jego etycznego wydźwięku, ponieważ mówiąc o odpowiedzialności po trosze do niej wzywam.

Na wielu stronach poświęconych terapii Gestalt znajdziecie cytat z egzystencjalisty, J.P. Sartre’a:

Nie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.

Co to oznacza?

Jeśli to, co z tobą zrobiono to coś dobrego i budującego, np. rodzice w sensowny sposób odzwierciedlali to, jakim byłeś fajnym chłopcem, to jako dorosła osoba jesteś odpowiedzialny za to, jak wykorzystasz swoje zasoby, talenty. Do ciebie należy decyzja, czy swoją siłę wykorzystasz do pomagania społeczeństwu, do zapewnienia wiktu sobie i rodzinie, do zrobienia świetnego interesu, czy do okradzenia kogoś lub pobicia go.

Jeśli to, co z tobą zrobiono, można ująć w kategoriach krzywdy lub przemocy, masz wybór: pielęgnować bycie ofiarą, sublimować cierpienie (np. przez tworzenie sztuki), przygotowywać się do zemsty, wybaczyć sprawcy i żyć dalej lub wyprzeć uraz ze świadomości. Oczywiście większość z tych „wyborów” pozostaje poza naszą wolą dopóki nie wydarzy się  coś przełomowego i uświadamiającego nam, jakiego wyboru dokonaliśmy (nawet na przedświadomym poziomie, jako dzieci).

Wiele osób pyta mnie, po co mi właściwie świadomość, że skoro tata nie cieszył się, że jestem dziewczynką, to nie umiem znaleźć teraz mężczyzny, który by mnie kochał? Właśnie po to, byś mogła wziąć odpowiedzialność za to, co robisz ze swoim bieżącym doświadczeniem: nadal potwierdzać przekaz taty, że się nie nadajesz do kochania, czy się skonfrontować z tym, co robisz, gdy spotykasz (całkiem dorzecznego) mężczyznę. Niektórzy twierdzą nawet, że sama świadomość wystarcza do zmiany i jest ostatecznym celem terapii. Ja bym jednak do tego dodała, że ważny jest też krok dalszy: skoro wiem, jaką mam tendencję, to szybciej rozpoznaję, kiedy działam automatycznie i mogę zdecydować w danej sytuacji, że zachowam się inaczej.

Odpowiadasz za to przed instancją, jaką sobie wybierzesz: przodkami (czyż nie dlatego dochowujemy tradycji?), partnerem, dziećmi (ilu rodziców postanawia rozpocząć terapię, by być lepszym wzorcem dla swoich pociech?), sądem, Bogiem, samym sobą.


Sposoby wyrzekania się odpowiedzialności

Odpowiedzialność zawsze istnieje – można ją tylko różnie przypisywać: sobie, innym, „sytuacji” (nigdy nie wiem, co to znaczy), losowi lub światu.

  • Procedury językowe w terapii Gestalt – specyficzny sposób użycia języka

Do najbardziej rozpowszechnionych należą takie zwroty jak: nie mogę i muszę. Dzięki nim unikamy pójścia na niezbyt nęcące spotkanie, tłumacząc, że nie mamy wyboru. Jakkolwiek społecznie przydatne, uniemożliwiają kontakt z drugim człowiekiem i ze sobą, a nadużywane dają nam poczucie, że nic od nas nie zależy. Swoją drogą, osoby, które szczególnie często myślą/mówią, że coś muszą, mają za sobą dzieciństwo wypełnione obowiązkami i przymusami, których niedopilnowanie okupione było lękiem przed jakąś katastrofą (gniewem rodzica, karą, poniżeniem).

Innym zabiegiem językowym jest niewskazywanie konkretnego podmiotu odpowiedzialnego za działanie, gdy mówimy np.: stało się; udało (mi) się; człowiek lubi dobrze zjeść; na wesele zaprasza się chrzestnych. Odwołujemy się wówczas do pewnego utartej społecznie „prawdy”, zwyczaju lub mody, które niejako ograniczają do minimum opcje naszego zachowania. Podobnie jest z używaniem słów: trzeba i (nieco „lżejszych”) należy, powinno się.

  • Konfluencja – psychiczne „zlanie się” z drugą osobą

Patrząc na konfluencję pod kątem dystrybucji odpowiedzialności, oddajemy ją drugiej osobie, jednocześnie unikając zidentyfikowania swoich chęci, potrzeb, preferencji. Taki dialog:

Kochanie, co chcesz zjeść na obiad?
– A ty?
– Nie wiem, mógłbym zrobić spaghetti albo zamówić pizzę.
– Jak wolisz.

Mówiąc żargonem, za tym mechnizmem stoi lęk przed wyodrębnieniem się i przed wyłonieniem swojej figury. O ile konfluencja pomaga nam zachwycać się osobą, w której się zakochaliśmy, a jako niemowlętom umożliwiała przetrwanie, o tyle w dorosłym życiu jest po pierwsze denerwująca dla osób z otoczenia, a po drugie – jak wejdzie w krew – powoduje, że któregoś dnia załamujemy się, bo już nie wiemy, ani kim jesteśmy, ani czego chcemy w życiu. Warto pamiętać, że w relacjach miłosnych to właśnie różnica między Ja a Ty nas pociąga i podnieca, a nie to, że druga osoba jest taka jak my lub uległa i… bezpłciowa.

  • Projekcja – przypisywanie innym tego, co jest nasze

Niejednokrotnie łatwiej nam widzieć w innych to, czego sami w sobie nie lubimy. Przykłady? „Widzimy” w interlokutorze, że ten złości się na nas, podczas, gdy to my się wkurzyliśmy na jego ostatnie słowa. Innym przykładem byłaby sytuacja, w której obawiamy się, że komuś bardzo się podobamy, a ten ktoś nam nie, więc zaczynamy go unikać, podczas gdy to nas ta osoba pociąga i obawiamy się tego, że pociąg do niej jest w jakiś sposób niewłaściwy – zagraża naszemu związkowi lub jest niezgodny z naszą (deklarowaną) orientacją seksualną.

Często projektujemy na innych także w bardziej subtelny sposób, a mianowicie, używając czasowników w drugiej osobie liczby pojedynczej zamiast – w pierwszej. Mówimy: facebook mnie rozprasza; wkurzasz mnie; ten film mnie nudzi; to, co robisz mnie rani. W ten sposób winę za nasz nieprzyjemny stan emocjonalny przypisujemy innym, sami pozostając nieskazitelnymi. Prawda jest zaś taka, że pomiędzy tym, co ktoś/coś robi (wobec nas) są jeszcze: nasza wybiórcza percepcja, interpretacja, interesy i różnorodne emocje.

  • Profleksja – robienie innym tego, co chcielibyśmy, by uczyniono nam

Najczęściej dotyczy to sytuacji społecznie uznanych za czynienie dobra, ale dla „obdarowywanego” jest to nad wyraz męczące lub irytujące. Scena przy rodzinnym obiedzie: babcia nakłada wszystkim dodatkowe porcje jedzenia, podczas gdy sama już jadłam jak gotowałam. Oczywiście, to bardzo szlachetnie i naturalnie, że nasi opiekunowie o nas dbają. Obserwując jednak takie sytuacje, mam wrażenie, że owi opiekunowie stosują „przemoc w białych rękawiczkach”, ponieważ nie widzą swoich pociech i nie zadają kluczowego pytania: czego chcesz? Czego potrzebujesz? (Ta uwaga dotyczy także wszystkich wykonujących zawód pomocowy, którzy pozwalają, by ich tendencje ratownicze grały pierwsze skrzypce w kontakcie z klientami). Profleksję wzmaga też przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego, gdy pomijamy umiłowanie samych siebie i stajemy się matką-Polką.

Ludzie, którzy stosują profleksję są bliscy łez, gdy mają przyjąć od kogoś podarunek, ponieważ nigdy nie miei okazji dostać tego, czego potrzebowali lub o czym marzyli; ich rodzice pokazywali im, że ich potrzeby nie są ważne. Znakomicie jednak wyczuwają najlżejsze sygnały, że ktoś może czegoś chcieć od nich (niestety też często dokonują nadinterpretacji) i biegną z pomocą. Tymczasem, głęboko pod spodem, jest ich niezaspokojenie i wyparte pragnienie doznania opieki i dobroci.

  • Bierna agresja, czyli foch

Dobrze ilustruje ją dowcip rysunkowy Andrzeja Mleczki, w którym kobieta zwraca się do mężczyzny: Pewnie myślisz, że przez ostatnie dwie godziny milczałam tak sobie… Nie, mój drogi! Ja milczałam znacząco (http://sklep.mleczko.pl/environment/cache/images/0_0_productGfx_208eab414a8f60488204fbe453ef5a0b.jpg). Sednem sprawy w biernej agresji jest przeżywanie złości, frustracji itp. i powstrzymanie się od ich wyrażania wprost przy jednoczesnym wycofaniu się ze spontanicznego kontaktu z osobą, na którą jesteśmy źli. Co ma do tego odpowiedzialność? Unikamy w ten sposób konfrontacji z drugą osobą i ze swoimi emocjami. Ten, kto kiedykolwiek taką grę uprawiał, wie dobrze, że wówczas atmosfera gęstnieje tak bardzo, że druga osoba w końcu wyczuwa, że coś jest nie tak i wtedy można liczyć na to, że to ona rozpocznie działania zmierzające do wyjaśnienia sytuacji.

 

Sposoby brania odpowiedzialności

Jak w takim razie wziąć odpowiedzialność za swoje życie?

  • Wychowanie do odpowiedzialności

Obrazek podczas ubierania (się) kilkulatki:

Chcesz założyć żółtą sukienkę czy niebieską?
– Nie wiem!
– Nie wybiorę za ciebie.
– Ja nie wiem!
– Poczekam aż się zdecydujesz. Dopiero potem wyjdziemy.
– Sam wybierz!
– Nie, to twoje ubranko.

Ta dramatyczna i okupiona napięciem historyjka pokazuje, jak możemy wychowywać dziecko, by pokazać mu, że jest bytem wolnym, a wolność zawsze idzie w parze w odpowiedzialnością (tak, niestety). Gdyby rodzic zdecydował za dziecko, mogłoby się czuć stłamszone, (bo było bierne) lub niezadowolone, (bo rodzic pominął jego preferencje). Uczyłoby się, że sytuacja życiowa jest niejako dana z góry i trzeba się do niej albo dostosować (tu rozwija się konfluencja), buntować (w mniej lub bardziej otwarty sposób) lub być jej ofiarą (wyuczona bezradność i postrzeganie świata w kategoriach kat-ofiara). Podobnie rzecz ma się w procesie psychoterapii, gdy klient stara się zachować tak, by to terapeuta zdecydował, co ma klient zrobić. Jeśli terapeuta odpowie pozytywnie na to wezwanie, wpadną w pułapkę – może dojść albo do dewaluacji terapeuty (No tak, nic, co robisz mi nie pomaga/krzywdzi mnie) i wejścia w rolę ofiary albo do idealizacji terapeuty (Na pewno masz dla mnie wspaniały pomysł!) i poczucia braku kontroli nad swoimi wyborami (To nie ja się zmieniłam, tylko ty mnie uzdrowiłaś).

  • Zmiana języka

Ludwig Wittgenstein był zdania, że granice mojego języka są granicami mojego świata. Zdecydowanie się z nim zgadzam – język, słowa, których używamy mają wpływ na to, jak kształtujemy relację ze sobą i ze światem, a także są ich odzwierciedleniem. Dla tych, którzy chcą poczuć się wolnymi, mam poradę: włączcie do swojego codziennego słownika:

wybieram, np.: obiecałam sobie codziennie ćwiczyć i jednocześnie wybieram, że w tym czasie napiszę artykuł (;)) zamiast: powinnam teraz poćwiczyć;

decyduję się, np.: podobają mi się inne kobiety i chętnie nawiązałbym romans, ale decyduję się dochować wierności, zamiast: nie mogę być niewierny lub poświęcę się dla związku;

robię (chodzi mi o „bezpośrednie” czasowniki, które pozwalają unikać operatorów możliwości i tłumaczenia się), np. nie spotkam się z tobą w poniedziałek zamiast: nie mogę spotkać się z tobą, bo…;

chcę/nie chcę zamiast: wolałabym, chciałabym;

proszę cię o… zamiast byłoby dobrze, przydałoby się, np. posprzątaj po sobie, proszę zamiast: byłoby dobrze tu sprzątnąć;

nie zgadzam się.

  • Zmiana zachowania

W internecie krąży tekst, który prosto opisuje, na czym polega branie odpowiedzialności za swoje emocje i potrzeby, której uczymy w Gestalcie. Obok cytowanego tekstu wstawiłam odpowiedzi, jakie słyszę od klientów i które powodują ich cierpienie. A powodują one co u ciebie?

Tęsknisz za kimś? Zadzwoń.

[Niech on zadzwoni! Jak może mnie tak ignorować?]

Chcesz się spotkać? Zaproś. 

[O, co to, to nie! Ile razy już zapraszałam?!]

Pragniesz zrozumienia? Wyjaśnij.

[Powinien się domyśleć!]

Masz pytanie? Zapytaj.

[Eee, moje pytanie jest głupie./Co on sobie o mnie pomyśli?]

Nie lubisz czegoś? Przyznaj to.

[Nie mógłbym – byłoby jej przykro.]

Lubisz coś? Nie kryj się z tym.

[Nie, to mało ważne.]

Chcesz czegoś? Poproś.

[Nie mogłabym okazać takiej słabości!]

Kochasz kogoś? Okaż to.

[Wstydzę się./Boję się jej reakcji.]


Po co właściwie brać na siebie ciężar odpowiedzialności?

– aby zyskać poczucie wpływu na swoje życie;

– aby mieć kontakt ze sobą, a przez to zyskać poczucie siły wewnętrznej;

– aby nawiązać kontakt z innymi, a przez to – autentyczne i życiodajne relacje międzyludzkie;

– aby zyskać poczucie wolności, (bo wolność jako taką, to już mamy).

* Swoje to ważne słowo w tym „przykazaniu”, zwłaszcza w kontekście nadodopowiedzialności, czyli tendencji czy zachowania, w których podmiot czuje się odpowiedzialny również za to, co nie należy do niego. Osoby nadodpowiedzialne nie tylko dają się wykorzystywać i tego nie dostrzegają, ale też mają słabe wyczucie granic innych ludzi, co może powodować liczne konflikty interpersonalne. Ale może o nadodpowiedzialności – innym razem.

[Natalia Żuk]

Kinoterapia

Kinoterapia powstała jako dodatkowe narzędzie pracy terapeutycznej w Stanach Zjednoczonych w latach 80. i tam też jest najbardziej popularna. Jednakże początki samej idei sięgają czasów starożytnych i Arysotelesa (tak, tak). Wszyscy zapewne słyszeli o katharsis, czyli oczyszczającym przeżyciu często towarzyszącym oglądaniu greckich tragedii.
Filmoterapia, podobnie jak biblioterapia (chodzi o książki, nie o Biblię:-)), opiera się na trzech głównych procesach, spośród których oczyszczenie jest drugim. Pierwszym zaś jest identyfikacja, czyli utożsamienie się z losami i dylematami bohatera. Dzięki temu zjawisku razem z fikcyjnymi postaciami przeżywamy całą gamę uczuć, czasami takich, do których na co dzień nie mamy dostępu. Niektórzy bardzo poważni i zasadniczy dżentelmeni potrafią śmiać się do rozpuku podczas oglądania filmu, a dzielnie i zdroworozsądkowe kobiety – rzewnie płakać, podczas gdy nie umieją wzruszyć się rzeczywistymi wydarzeniami. Jeszcze inni mogą zainspirować się rozwiązaniami problemu, jakie wybrał bohater filmowy, aby pokierować swoimi sprawami. Takie zaangażowanie w alternatywną rzeczywistość jest dla nas bezpieczniejsze niż eksperymentowanie i przeżywanie w realnym życiu, ponieważ nie ciążą na nim konsekwencje, a obserwując zmagania bohaterów możemy nabrać dystansu do własnych kłopotów. Wraz z rozwojem akcji, (najczęściej na końcu), wchodzimy w etap oczyszczenia, które jest trudnoopisywalnym doświadczeniem, i któremu towarzyszą różnorodne uczucia: ulgi, radości, wzruszenia, refleksyjnego spokoju, nadziei. Krytycy filmowi mogą się zżymać na Hollywood, że wszystkie ich produkcje kończą się łatwym do przewidzenia happy endem, ale to jest właśnie potrzebne zestresowanym i pochłoniętym realizacją kolejnych celów odbiorcom. Trzecim etapem kinoterapii jest tzw. wgląd, który (w uproszczeniu) polega na zrozumieniu istoty własnych problemów czy konstrukcji psychicznej. Oglądanie filmu ułatwia takie „olśnienia”, ponieważ nie dochodzimy do nich własnym wysiłkiem, ale poprzez porównanie sytuacji postaci filmowej do naszej i naszego otoczenia. Dodatkowo krzepiącym elementem jest fakt, iż nie tylko my doświadczamy tego strasznego i, wydawałoby się, nierozwiązywalnego problemu. Ktoś może powiedzieć: „ok., ale ten facet z filmu był wymyślony”. Mogę na to odpowiedzieć: „ok, ale jego twórca musiał się inspirować jakąś, czyjąś rzeczywistością”. Jakkolwiek wyjątkowi byśmy byli, jesteśmy ludźmi i nasze osobiste problemy często są zanurzone w uniwersalnych kwestiach, takich jak: samotność, beznadzieja, wyzwania, przyjaźń itd.

Założę się, że przez ten kinoterpaeutyczny proces, przechodziłaś/ -łeś wiele razy nawet o tym nie wiedząc. I nic nie szkodzi – filmoterapia między innymi dlatego jest tak skutecznym narzędziem, że angażuje bardziej nasze serca niż głowy. Do tego celu możesz wybrać poważny i „życiowy” dramat (np.: „W pogoni za szczęściem”), wzbudzającą nadzieję komedię dla rozluźnienia (np. „To właśnie miłość”), albo dzieło głębokie i symboliczne (np. „Czarny łabędź”).

[Natalia Żuk]

W ramach psychoedukacyjnej akcji „RE:akcja w depresji” poprowadziłyśmy kinoterapię w Miejskim Punkcie Kultury PREXER-UŁ, a wcześniej – warsztaty kinoterapeutyczne dla młodzieży na Mazurach w ramach współpracy z Ełckim Stowarzyszeniem Aktywnych „Stopa”.

Żyj tutaj

Dlaczego życie „tam” pochłania co raz więcej twojego czasu? E-maile, zakupy, media społecznościowe, rachunki są oczywiście częścią naszego życia, ale bardzo łatwo stają się ucieczką od nas samych, problemów w związku, obaw. „Tutaj” bywa o wiele mniej atrakcyjne, a często o wiele bardziej problematyczne. W gabinecie terapeutycznym łatwiej jest klientowi opowiedzieć o swoim kolejnym sukcesie w pracy niż o przeżywanym wobec terapeuty lęku, że ten go negatywnie oceni i odrzuci.

Jednocześnie „tutaj” jest jedyną drogą do siebie, samoaktualizacji i spełnienia. Może więc warto…

… poczuć siebie?
Zastanawiającą sprawą jest to, że wiele osób o wiele lepiej czuje się w internecie i nowych technologiach niż we własnym ciele. Znamy skróty klawiaturowe, programy komputerowe i narzędzia komunikacyjne, a nie czujemy napięć w ciele, nie wiemy, jak płytko oddychamy. A przecież „tutaj” to zawsze oznacza „w swoim ciele” i „ze sobą”.

Zarówno psychoterapia Gestalt, jak i analiza bioenergetyczna Alexandra Lowena oferują powrót do ciała, które jest naszą bazą do poczucia siebie. Często w gabinecie spotykam osoby, które identyfikują się tylko ze swoją głową, czyli myślami, albo nie czują siebie w ogóle. Te same osoby skarżą się na to, że nie wiedzą, czego chcą, czego potrzebują, że są zmęczone, a nawet, że ich istnienie nie ma sensu. Właściwie można powiedzieć, że gdyby nie potrzeba, człowiek nie miałby motywacji do działania. Problem w tym, że jesteśmy wytrenowani do spełniania wymagań kulturowych i społecznych, a nie do „czytania” swego wnętrza. Podczas sesji klienci uczą się kierować świadomość na ich cielesne „tutaj”, na oddech i emocje, po to by poczuć napięcia i bóle, z których krok po kroku wyzwalają się, sięgając po zaspokojenie swoich potrzeb.

…wziąć pod uwagę otoczenie?
Środowiskiem określamy w gestalcie właściwie wszystko poza nami samymi, czyli: ludzi, z którymi mamy relacje, społeczeństwo, w którym żyjemy, środowisko naturalne, a nawet planetę. Oznacza to, że ilekroć planujemy zmianę, dobrze zadbać o to, by była ekologiczna, czyli nie naruszała równowagi wokół nas zbyt mocno. Oczywiście zmiana jednego elementu systemu (nas samych) spowoduje prawdopodobnie jakąś zmianę w środowisku, choćby krótkotrwałą, ale jeśli będzie ona zaprzeczała podwalinom danego układu, wcześniej czy później zmiana taka obróci się przeciwko nam. Jeśli na przykład ktoś chciałby być skuteczniejszym szefem i chciałby to osiągnąć metodami manipulacji swymi podwładnymi, psychoterapeuta gestalt prawdopodobnie odmówi mu pomocy w osiąganiu tego celu takimi metodami.

…zająć się tym, co jest?
„Życie tutaj” oznacza także zajmowanie się tym, co jest, a nie tym, czego nie ma. Kiedy mowa ciała klienta wskazuje na spięcie mięśni i pytam go, co czuje w danym momencie, słyszę czasami: nie jestem zdenerwowany albo to mnie wcale nie smuci. Pokazuje to jak trudno jest nam zidentyfikować, co jest (choćby w nas samych). Często wiemy doskonale, czego nie chcemy, ale kompletnie nie mamy pojęcia, czego pragniemy. Gdybyśmy się przyznali, że chcemy właśnie tego a tego, bylibyśmy bliżej odpowiedzialności i „konieczności” zrobienia czegoś, by zrealizować swoje „chcenie”.

Skoro życie „tam”, to zajmowanie się tym, czego nie ma, wspomnę krótko jeszcze o immanentnym nieusatysfakcjonowaniu i niezadowoleniu. Po trosze pod wpływem reklamy i konsumpcjonizmu, po trosze może zupełnie naturalnego wyposażenia ewolucyjnego, ciągle chcemy czegoś, czego nie mamy. Więcej, lepiej, efektywniej to epitety uprawomocniające każdy wybór. Nikt na serio nie pyta „a po co?”, „z jakiej twojej potrzeby to płynie?”, „co się dla ciebie zmieni, gdy to będziesz miał”?. Nikt prócz psychoterapeutów, filozofów, naukowców i może niektórych nauczycieli.

cały dekalog Gestalt

[Natalia Żuk]