Dlaczego warto wybrać terapię Gestalt?

Poszukam odpowiedzi na pytanie, kiedy terapia Gestalt jest najbardziej wskazana i do rozprawienia się z jakimi problemami najlepiej się nadaje według mojego doświadczenia.

 

Temat 1: samoświadomość

Często w gabinecie słyszę, że klient nie wie, czego chce ani w danej chwili, ani w życiu w ogóle, co dobrze koresponduje z duchem czasów, w których żyjemy – mamy liczne opcje do wyboru, mnogość „gotowców” i od najmłodszych lat jesteśmy posyłani na przeróżne „udoskonalające” zajęcia. Za to mało uwagi kierujemy do wewnątrz, również do ciała, które taktujemy przedmiotowo – jako nośnik wizerunku, sprawności, osiągania celów.

Czasami to właśnie ciało daje nam ostateczny sygnał, że dzieje się z nami coś niedobrego i wtedy do terapii „przyprowadza” nas taki objaw jak bóle głowy, trudności ze snem, pogorszenie sprawności motorycznej, wahania wagi ciała, kołatania serca i wiele innych. Zawsze w takich przypadkach warto najpierw zainwestować w diagnozę medyczną i jeśli lekarze stwierdzą brak podstaw fizjologicznych do występowania objawów, wówczas zwrócić się do psychoterapeuty. Nie spodziewajmy się jednak, że gestaltysta ochoczo zabierze się za usuwanie objawu – raczej skupi się na poszukiwaniu razem z klientem rozumienia, znaczenia, kosztów i zysków z utrzymywania i rozwijania danego symptomu. Zgodnie z teorią paradoksalnej zmiany oraz z gestaltowską koncepcją oporu, warto przyzwolić czemuś niechcianemu (nomen omen) objawić się w pełni. To trochę jak zaproszenie wroga na obiad, by się poznać i uzgodnić terytorium wpływów, zamiast zbrojnej partyzantki, która zużywa naszą energię i może wyniszczać.

 

Podczas sesji psychoterapii Gestalt pracujemy z ciałem, co oznacza, że nie tylko przegadujemy różne problemy i wyobrażamy sobie ewentualny przebieg wydarzeń i procesów emocjonalnych, ale ustawiamy się fizycznie w przestrzeni, zachęcamy do wyrażania emocji poprzez ruch ciała, a nawet wchodzimy w bezpośredni kontakt fizyczny, jeśli ma to uzasadnienie kliniczne i obie strony interakcji wyrażają na to zgodę. Dzięki temu „wychodzimy z głowy” ku realnemu doświadczeniu i czuciu, mamy okazję uczyć się, co oznaczają dla danej osoby różne odczucia, które do tej pory ignorowała i z jakimi problemami interpersonalnymi się one wiążą.

 

Samoświadomość, pojęcie już dość wyświechtane, to jednak nie tylko wrażenia cielesne i emocjonalne. Chodząc na terapię, poświęcamy sobie przynajmniej godzinę w tygodniu i bardzo często staje się to godzina pełnej uważności, w trakcie której z drugą – również uważną oraz nieoceniającą – osobą możemy eksplorować świat swoich preferencji, wartości, pragnień i tego, czy i jak przekładamy to na wybory życiowe małe i doniosłe. Przyświeca nam bowiem założenie, że jeśli odkryjemy, kim jesteśmy i czego chcemy, to odpowiedzialne postępowanie polegać będzie na robieniu tego, co jest z nami spójne. Proponujemy śledzenie własnego strumienia świadomości z chwili na chwilę tu i teraz w gabinecie, czasami zaczynając od (pozornie) najprostszych wyborów, np. Czy chcesz siedzieć na fotelu czy na podłodze? Czy wolisz siedzieć tu ze mną na sesji, czy iść do galerii? Po czym to poznajesz? I co w związku z tym postanawiasz? Jak się czujesz z tym wyborem?

 

Temat 2: granice i potrzeby

Jak można funkcjonować z innymi ludźmi, gdy nie znamy i nie czujemy samych siebie? Gestaltyści znają co najmniej trzy określenia na mechanizmy, które nam „umożliwiają” takie wtopienie się w tło, że znikamy z relacji, a jednocześnie ją zachowujemy: konfluencja, projekcja i profleksja.

 

Pierwszy sposób polega na tym, że „zlewamy się” z drugą osobą, czyli nie wiemy, co sami wolimy, ale na pewno wolimy to, co druga osoba, a jeśli jesteśmy dość rzutcy i lubimy przekuwać napięcie w czyn, to możemy działać na rzecz zaspokojenia potrzeb tej drugiej osoby (to trzeci z wyżej wymienionych mechanizm). Oczywiście, często to nie jest potrzeba, którą czuje nasz interakcyjny partner, ale jesteśmy przekonani, że my dla niej/niego robimy coś dobrego. Prowadzić to może do licznych nieporozumień, frustracji i poczucia niedocenienia. W zasadzie profleksja jest blisko spokrewniona z projekcją, w której swoje (nierozpoznanie) uczucia i wrażenia przypisujemy innym, by nie musieć się z nimi identyfikować. Najczęściej wykorzystujemy ją do przerzucania nieprzyjemnych dla nas stanów i cech, np.: nieszczerości, zawiści, wściekłości, niechęci, albo miłości lub pożądania, które też bywają trudne do przyjęcia.

 

Owe sposoby unikania kontaktu ze sobą i z innymi wynikają z trzech kłopotów:

  • niewyłaniania własnej potrzeby/figury (czyli czegoś, ku czemu kierujemy swoją uwagę, coś co wybieramy jako ważne dla nas w danej chwili) – tu wracamy do tematu samoświadomości, ale i zahaczamy o kłopoty relacyjne,
  • niejasności co do przebiegu granic interpersonalnych i nietolerowania różnic między sobą a innymi,
  • przekonania, że jeśli będziemy wyraziści i dookreśleni, jeśli najpierw zadbamy o swoje potrzeby, ważna dla nas osoba nas zostawi.

 

W psychoterapii Gestalt radzimy sobie z powyższymi nie tylko analizując sytuacje, w których klient uczestniczył poza gabinetem, ale również, a czasem głównie, śledząc to, co dzieje się pomiędzy klientem a terapeutą, ponieważ zazwyczaj kwestie bycia zależnym od drugiej osoby i jej zdania aktualizują się w gabinecie. Wówczas działanie „leczące” ma choćby szukanie własnych celów terapeutycznych, (a nie tych, nad którymi kazał pracować psychiatra albo żona). Przydatne są także wszelkie wydarzenia, pojawiające się w polu między klientem a terapeutą, takie jak spóźnienia, zapomnienia o sesji czy przeżywanie różnych emocji, o których klient uczy się mówić tak, by to było zgodne z nim/nią, a zarazem nieatakujące (np. kiedy nie zgodziłaś się na przedłużenie sesji, zezłościłam się na ciebie tak bardzo, że chciałam więcej nie przyjść). Kiedy mamy już zbudowaną bezpieczną i otwartą relację, łatwiej też klientowi testować różne sposoby odmawiania (np. wykonania jakiegoś ćwiczenia czy przesunięcia godziny spotkania) i wyrażania odmiennego zdania niż ma jego terapeuta.

 

Temat 3: agresja i działanie

Kolejną trudnością, jaką napotykamy, gdy już wiemy, co czujemy lub czego chcemy, jest blokowanie wyrażania siebie. „Zapuszkowujemy” emocje i intencje kontaktu ze środowiskiem, co skutkować może: samotnością, doświadczaniem depresji, stagnacji, poczucia bezsensu lub „wybuchami” emocji nieadekwatnymi do sytuacji. W przyrodzie nic nie ginie, dlatego niewyrażone przeżycia kumulują się, przeistaczają w inne stany i objawy, dając poczucie chaosu i braku kontroli. Jeśli nie przeżyjemy żałoby, kolejne, choćby małe straty będą w nas otwierać spory pokład żalu i smutku; jeśli nie powiemy o swojej złości, z czasem będziemy „bez powodu” napięci i zirytowani; jeśli nie damy znać, że jest nam przykro i zamiast tego „strzelimy focha”, to będziemy się czuć coraz bardziej niezrozumiani; ewentualnie nasz organizm zamieni te emocje na objaw somatyczny. Oczywiście nie postuluję impulsywnego działania bez kontaktu z rzeczywistością i rozumem.

 

Zamiast realnego kontaktu opowiadamy o nim w kategoriach domniemanych rezultatów ewentualnego działania, odkładamy sprawy do załatwienia na wieczne nigdy, rozważamy miliony opcji, które moglibyśmy wybrać, wyobrażamy sobie, że wiemy, jak inni odpowiedzieliby na nasz ruch, gdybyśmy go wykonali i, mówiąc po ludzku, kręcimy się w kółko zużywając energię nie na to, o co nam chodzi, (a mówiąc żargonem – uprawiamy defleksję).

 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który osoby niezaznajomione z terapią Gestalt, witają ze zdziwieniem. Mianowicie – agresja, czyli sięganie na zewnątrz siebie w celu zaspokojenia swojej potrzeby albo obronienia siebie. Bycie agresywnym z zdrowy sposób jest wzięciem odpowiedzialności za swoje pragnienia i nie ma nic wspólnego z przemocą, która przekracza granice innych osób lub obiektów.

 

Zatem w psychoterapii Gestalt zajmujemy się udrożnieniem „przepływu” od impulsu, któremu nadajemy znaczenie do działania na rzecz domknięcia figury, o której ten impuls świadczy. I dotyczy to nie tylko złości i frustracji, ale również takich uczuć i intencji jak tęsknota i chęć zbliżenia się do kogoś. W trakcie sesji i w ramach relacji terapeutycznej klienci postanawiają zaryzykować swój obraz (np. jako osoby samowystarczalnej albo uległej) i pokazać się (np. poprosić o coś dla nich albo wyznać, że coś im nie pasuje w relacji) w interakcji z terapeutą. W ten sposób integrują różne części siebie i widzą siebie w bardziej wielowymiarowy sposób. A później, zbudowani dobrym doświadczeniem z sesji, mogą podejmować próby innego niż dotąd zachowania poza gabinetem, w tak zwanym „realnym życiu”.

 

Temat 4: sztywność i nadaktywność

Kolejnym obszarem przejawiania się problemów, z którymi można zgłosić się na psychoterapię Gestalt jest działanie. Zwłaszcza w kulturze, w której ceni się bardziej aktywność, zmianę i wytwarzanie niż introspekcję i zadumę, jesteśmy szczególnie narażeni na pokusę działania bez kontaktu ze sobą. Co to znaczy? Że angażujemy różne projekty, za które nagrodą jest tryumfalistyczny moment odhaczenia zadania z listy, podziw innych albo pieniądze, a nie jesteśmy zorientowani, po co to robimy i jakie nasze potrzeby miałoby to zaspokoić. Często też działamy by wypełnić introjekt, czyli zakaz lub nakaz, który uwewnętrzniliśmy bez jego „przetrawienia”. Świetnym przykładem jest imperatyw utrzymywania nieskazitelnej czystości w domu, nienagannego wyglądu albo przymus „wyrabiania się” z pracą. Oczywiście niejedna osoba może polemizować, że porządek, atrakcyjność i pracowitość to cnoty, a nie problemy. Jako gestaltystka patrzę jednak na nie podejrzliwie, gdy osoba przejawiająca te cechy jest usztywniona w perfekcyjności, co oznacza, że nigdy nie pozwala sobie na przesunięcie się ku drugiemu biegunowi. Przebywanie bez przerwy w jednym „wymiarze” siebie jest najczęściej przejawem (głęboko skrywanego) lęku, przed którym bronimy się wzmożoną samokontrolą (podobnie jest z kompulsjami i obsesjami, które są skrajnym przejawem usztywnienia). Właśnie dlatego uważam załamania za okazję do rozwoju – czasem tylko złożeni chorobą lub kryzysem emocjonalnym, zaczynamy siebie pytać: po co właściwie to wszystko? Jak to się ma do tego, kim jestem i co jest dla mnie ważne?

Podobnie jak w przypadku wyżej omawianych obszarów problemowych, podczas sesji obserwujemy, czy również w relacji terapeutycznej klient autentycznie jest w kontakcie, czy strasznie się stara idealnie wypełnić rolę klienta, czy decyduje się „odgrywać siebie”, czy jest zaciekawiony tym, co nowego może o sobie odkryć. Zachęcamy do eksplorowania drugiego bieguna, na który klient nie pozwala sobie na co dzień, choćby w ramach eksperymentu i próby. Zdrowie psychiczne bowiem wymaga elastyczności. Początkowo ten drugi biegun wydaje się nam obcy, choć czasem przyjemny i po jakimś czasie takiego „pływania” pomiędzy skrajnościami uczymy się odnajdować to, co jest w danym momencie (życia) zgodne z nami, (a nie – z przypisanym nam obrazem). Warto więc wypróbować takie np. „modalności” siebie jak: stanowczy – łagodny, namiętna – chłodna, planujący – improwizujący, zadaniowa – czuła, zmobilizowany – rozluźniony, towarzyska – wycofana

 

Temat 5: kontakt z innymi

Gestaltyści (choć nie tylko) wychodzą z założenia, że Ja nie istnieje bez Ty. Zanim wykształcimy poczucie siebie i własnej odrębności, czujemy, że mama jest przedłużeniem nas samych (i w jakimś sensie tak jest aż do końca normalnej rozwojowo fazy symbiozy). Również w życiu dorosłym to, co nas łączy z innymi ludźmi jest źródłem przeróżnych emocji i doświadczeń, czasami bardzo trudnych. W takich przypadkach reagować możemy obronnie, czyli na bazie swojego lęku (głównie przed oceną i odrzuceniem), a nie w kontakcie z drugą osobą. W innych przypadkach, gdy ktoś przekracza nasze granice, a my się nie bronimy, rozwijamy w sobie bezradność ofiary i brak poczucia wpływu na własne życie. W terapii indywidualnej śledzimy, jaka jest geneza, czyli jak nasze przeszłe doświadczenia relacyjne usposobiły nas do takiego, a nie innego budowania relacji w życiu dorosłym oraz pracujemy nad tym, byśmy zaczęli to robić adekwatnie do teraźniejszości, a nie nawykowo (czy z przeniesienia).

 

W terapii Gestalt „pracujemy na relacji”, co oznacza, że i terapeuta i klient są szczerze zaangażowani w to, co się dzieje między nimi i wykorzystują to doświadczenie do tego, by dowiedzieć się czegoś ważnego o sposobie budowania kontaktu przez klienta. Następnie można się zastanowić, czy podobnie dzieje się poza gabinetem i czy stanowi to źródło problemów. W takim sensie Gestaltysta jest narzędziem swojej pracy, (dobrze) nastrojonym czujnikiem i źródłem informacji zwrotnej. Ponieważ uważamy, że każde interakcyjne pole jest współtworzone przez wszystkie zaangażowane weń elementy, terapeuci Gestalt zadają sobie też pytanie, w jaki sposób oni sami przyczyniają się do takiego, a nie innego kontaktowania się z danym klientem (i czy jest to informacja o terapeucie czy o kliencie).

 

W terapii dla par, w której zachęcamy klientów do mówienia do siebie nawzajem, a nie do terapeuty, mamy kapitalną okazję nauczyć się słuchać ukochanej osoby oraz wyrażać siebie. W skrócie, uczymy się autentycznej komunikacji i kontaktu, które są podstawą budowania więzi.

 

Terapia grupowa i treningi interpersonalne szczególnie przydają się do pracy z takimi problemami jak lęk społeczny, wstyd, niestabilne lub zanikające relacje, czy wchodzenie w zależną pozycję. Podczas spotkań grupowych, które stanowią swoisty mikrokosmos społeczny, klienci mają okazję do sprawdzenia, jak naprawdę inni na nich reagują, ponieważ umawiamy się na szczerość i wzajemne zaangażowanie. Oznacza to, że przystępując do grupy terapeutycznej każdy pracuje zarówno na swoją rzecz, jak i na rzecz innych. Grupa daje też szerszy wachlarz możliwości jeśli chodzi o konstruowanie eksperymentów, szczególnie tych z wykorzystaniem psychodramy i bezpośredniej wymiany między uczestnikami. Na przykład, możemy sprawdzać, czy nasze odczucia (emocjonalne czy z ciała) lub myśli i przekonania zmieniają się w zależności od tego, z kim wchodzimy w interakcję.

 

Słowo końcowe

Specyficzny sposób i metody pracy w terapii Gestalt oraz jej filozoficzne i psychologiczne założenia przekładają się na to, jakimi problemami zajmuje się ona się najchętniej i z największym powodzeniem. Ogólnie rzecz ujmując należą do nich wszystkie zagadnienia wynikające z zatrzymania i zablokowania kontaktu ze sobą i środowiskiem, którego składnikiem są inni ludzie oraz te powiązane z fragmentaryzacją, czyli niedostrzeganiem powiązań między różnymi procesami w skali mikro i makro.

 

Gdybym chciała opisać wszystkie możliwe cele terapeutyczne, jakie pojawiają się w zapotrzebowaniu klientów zgłaszających się do psychoterapeuty Gestalt, zapewne musiałabym napisać bardzo grubą książkę. Dlatego na koniec pozwolę sobie wymienić jeszcze kilka kierunków pracy – należą do nich: redukcja stresu, osiąganie ugruntowania i pełnego oddechu, zmienienie sposobu postrzegania siebie, zwiększenie poczucia witalności i spontaniczności, (co wiąże się też z identyfikacją i realizacją swoich potrzeb seksualnych), uniezależnianie się od rodziny pochodzenia czy poszukiwanie sposobów realizowania kreatywności.

 

Warto też dodać, że powyżej pisałam o przejawach problemów, które występując w różnym nasileniu dotyczą zarówno osób dobrze funkcjonujących, jak tych, którzy mają większe kłopoty (np. to, co psychiatrzy nazywają zaburzeniami osobowości, lękowymi czy afektywnymi). Terapia Gestalt może być odpowiednia dla całego spektrum nasilenia problemów, jednak najważniejsze jest, by podczas konsultacji do terapii wybrać psychoterapeutę, z którym czujemy lub wierzymy, że mamy szansę na efektywną i bezpieczną pracę.

 

 

Natalia Żuk-Michałowska

Bądź sobą i pozwól innym być sobą*

Nie wiem, kim jestem, co czuję i dokąd zmierzam – to coraz częstszy problem zgłaszany podczas konsultacji psychoterapeutycznych. Z jednej strony jest to pokrzepiające, że ludziom zależy na tym, by czuć i wiedzieć, kim naprawdę są, a z drugiej – przykry znak czasów, w których dominująca kultura mówi nam, że możemy być kimkolwiek zechcemy i wprowadza mnóstwo systemów odniesienia. Przez to jesteśmy zagubieni i możliwość definiowania siebie traktujemy jako trudny obowiązek, w którym jesteśmy zdani wyłącznie na siebie.

 

Bycie tym samym

Francuski filozof Paul Ricoeur wyróżnił dwa typy tożsamości. Pierwsza to tożsamość idem, którą należy rozumieć jako bycie tym samym, co w przypadku człowieka oznacza jego charakter. Ten ostatni zaś rozumiał jako ogół cech wyróżniających, pozwalających ponownie zidentyfikować ludzką jednostkę jako będącą tą samą [za: P Karpiński, „Paul Ricouer – W poszukiwaniu tożsamości człowieka”, w: Kwartalnik Naukowy, nr 4(16)2013]. W Gestalcie powiedzielibyśmy, że charakter to pewne usztywnione sposoby reagowania/działania. Ponadto na charakter w ujęciu ricouerowskim, jak wskazuje Karpiński składają się: zespół nabytych utożsamień, takich jak wartości, normy, ideały, wzorce; przyzwyczajenia, poprzez które „rozpoznajemy-się-w” oraz „rozpoznajemy się po”. Najłatwiej i najdobitniej zaobserwować ten aspekt, gdy bliscy wspominają zmarłą osobę, przywołując (czasem dziwaczne), charakterystyczne dla niej cechy, powiedzonka, sposób bycia, ubierania się itp., które pozwalają innym tę osobę rozpoznać. Odpowiednikiem tego aspektu tożsamości w procesie terapii jest diagnoza (jakkolwiek rozumiana) i cechy wrodzone, jak np. temperament.

 

Bycie sobą

Drugi typ tożsamości wyróżniony przez Ricoeura to tożsamość ipse, czyli bycie sobą. W odróżnieniu od bardziej substancjalnej, niezmiennej w czasie tożsamości idem, tożsamość typu ipse jest procesualna i określa to, co może się w nas zmieniać. Z perspektywy Gestalt w jej najradykalniejszej formie, tylko ten aspekt tożsamości istnieje „naprawdę”. Mówimy wówczas nie, że jesteśmy sobą, lecz stajemy się sobą w nieustannej interakcji ze środowiskiem (ożywionym i nieożywionym) – self jest niekończącym się procesem.

Tego aspektu bardzo często dotykamy podczas psychoterapii, gdy klient próbuje rozpoznać, czy jego pragnienia, preferencje i wybory są jego własne, czy może zintrojektował („połknął” bez dekonstrukcji) je od ważnych obiektów. Jeden z moich klientów zauważył: to nawet nie są moje marzenia, a już zrealizowałem trzy czwarte z nich. To jakiś absurd!

Prostym narzędziem do znalezienia autodefinicji jest Test 20 Stwierdzeń, polegający na dokańczaniu 20 zdań, z których każde rozpoczyna się od słowa „jestem…”. Dalej mogą padać rzeczowniki (np. córką), przymiotniki (np. ładna) lub bardziej rozbudowane opisy (np. jestem taka, że złoszczę się, gdy ktoś mnie oszuka). Gdyby zbudować kontinuum od autodefinicji niezmiennych po te najbardziej zmienne, na jednym krańcu znajdą się rzeczowniki i trochę przymiotników (tworzących tożsamośc typu idem), które składają się na coś, co Ricoeur nazywa obietnicą zachowania siebie w czasie. Na drugim krańcu znalazłyby się pozostałe przymiotniki i opisy zachowań, które podlegają większej zmienności i poprzez które realizujemy bycie sobą, czyli tożsamość ipse.

 

Narracja

Tym co, wedle Ricoeura, spaja dwa aspekty tożsamości (idem ipse) jest narracja na temat samego siebie/postaci. Bohater opowieści jest rozpoznawany przez cały czas jako on sam, ale jednocześnie, zazwyczaj, przechodzi pewną przemianę. Jako ilustracja niech posłuży animacja „W głowie się nie mieści”, w której pokazany jest sposób funkcjonowania emocji, pamięci i tego, z czego składa się nasza osobowość (vide: https://youtu.be/6W29jNg2Dc4?t=57). Narratorka zgrabnie wyjaśnia, że zapamiętujemy różne wydarzenia i jeśli są one podsycone silnymi emocjami lub decyduje się w nich bieg dalszego życia, gromadzimy je w postaci „kluczowych wspomnień”. Każde z nich natomiast zasila jedną z „wysp osobowości”, a te z kolei czynią z nas nas samych. I tak, główna bohaterka, Riley jest sobą dzięki: wyspie rodziny, przyjaźni, szczerości, hokejowi i wygłupom.

A jakie byłyby twoje wyspy?

 

Poznaj – zaakceptuj – wspieraj

Kluczowym jest zatem właściwe rozpoznanie, kim jestem (i ewentualnie, w czym mam problem). Uważam, że to ważne mieć własne autodefinicje i narrację o tym, jak znalazłem się tu, gdzie jestem i jak stałam się tym, kim jestem. Jednocześnie, jeśli chcecie się troszkę „pobawić” lub jesteście złaknieni uporządkowanego wywodu, to polecam Test 16 Osobowości. Jest to darmowe narzędzie do testu osobowości on-line, badające 4 podstawowe wymiary: introwersji-ekstrawersji, intuicji-poznania, odczuwania-myślenia, osądzania-obserwacji. Nie spotkałam dotąd bardziej kompleksowego (choć zautomatyzowanego) opisu mnie samej i moich znajomych. Jestem ciekawa waszych opinii.

Kiedy już wiemy, kim jesteśmy oraz co jest dla nas ważne, postarajmy się wspierać te strony naszej osobowości, które są twórcze, dobre i zgodne z naszą filozofią życiową (lub wierzeniami). Jednocześnie chcę zniechęcić was do skreślania tych cech, których nie lubimy lub wstydzimy się. Dzięki uznaniu ich obecności stajemy się „bardziej sobą”, a cechy te osłabiają swoją moc (więcej o koncepcji paradoksalnej zmiany przeczytasz tu).

 

Z akceptacji siebie płynie większa życzliwość dla innych 

Czy nam się to podoba, czy nie, człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje interakcji i relacji z innymi. Im jesteśmy bardziej krytyczni wobec najbliższych, (a nawet – wrodzy), tym trudniej z nami żyć. Jeśli twoje dziecko chce nosić skarpetki nie do pary, partner używa kubka po kilka razy nie myjąc go, a siostra preferuje rosół z ryżem, to „pozwól” na to. Co ci szkodzi? Daj innym przestrzeń, a wtedy będzie wam razem milej i docenicie się wzajemnie. Oczywiście, jeśli to, co robi druga osoba narusza twoje granice lub komfort, to reaguj.

 

Czy w psychoterapii zmieniamy swoją osobowość?

I tak i nie. Jeśli przyjąć, że na osobowość składają się sposoby funkcjonowania w relacjach i ze sobą samym, kluczowe lęki, przekonania i pragnienia ułożone w pewną strukturę, to częściowo w toku terapii możemy zmienić niektóre elementy, ale nie wszystkie. Na przykład lęk przed porzuceniem nie będzie nas już zalewał, paraliżował czy dyktował ucieczki z relacji, ale nadal będzie czasem się pojawiał. Może już nie będziesz robiła wszystkiego na 110%, ale nadal wykonanie na 70% będzie ci doskwierać. Chcę przez to powiedzieć, że tematy, na których koncentruje się każdy z nas są konstytutywne dla tego, jaką jest osobą i one nawet po wielu terapiach mogą z nami pozostać. Ważne jest, by zastąpić destruktywne (dla siebie lub innych), dysfunkcyjne sposoby reagowania lub działania zdrowszymi, bardziej efektywnymi itp.

 

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Bądź sobą i pozwól być sobą innym”, a druga: „Poddaj się temu, jaki jesteś. Nie udawaj kogoś innego”.

 

PS. Dwie dedykacje muzyczne dla wszystkich, którzy dążą do bycia sobą: https://www.youtube.com/watch?v=CidC5ZlWgVQ oraz https://www.youtube.com/watch?v=1qeMxFRD100

 

Doświadczaj siebie i akceptuj siebie takiego, jakim jesteś *

W 1970 roku Arnold Beisser sformułował paradoksalną teorię zmiany. Głosi ona, iż zmieniamy się dopiero wtedy, gdy staniemy się sobą.

Zaprzeczanie sobie
Często w gabinecie słyszę: chciałbym to przełamać w sobie; nie chcę tego czuć itp. Na takie zdania reaguję emocjonalną reakcją alergiczną, ponieważ są zaprzeczeniem sobie. Każdy z nas był dzieckiem i niektórzy pamiętają, jak reagowali, gdy ktoś do czegoś ich zmuszał: jedzenia nielubianej potrawy, odrabiania lekcji, pozostania w domu albo zabronienia „mazania się“, czyli płaczu. Jakie to było? Jakie reakcje emocjonalne i fizyczne to wywoływało? Napięcie, stres, podległość wynikającą ze strachu (bądź szacunku, choć w to powątpiewam), pod którą gotowała się wściekłość, poczucie skrzywdzenia, niezrozumienia. W takich momentach można nie znosić własnych rodziców czy opiekunów. A jednak taki stosunek do samego siebie często zostaje uwewnętrzniony i ilekroć nie jesteśmy prawidłowi, wystarczająco dobrzy lub doświadczamy dyskomfortu, mówimy do siebie: nie czuj tego; zmień się do jasnej pogody; nie potrzebuj tego; nie rób tamtego; boże, jaki jesteś beznadziejny! W takich warunkach nie możemy dokonać zmiany, ewoluować, rozwinąć się. Może przyniesie to jakiś skutek, ale będzie on osiągany drogą przemocy wobec samego siebie. Często też takie pełne dezaprobaty podejście do siebie powoduje, że nie możemy nawet siebie poznać, przestaje nas obchodzić, jacy jesteśmy; liczy się tylko to, że nie-tacy. Czy zatem gestaltyści uważają, że nie mamy po co się zmieniać?

Samoświadomość
W terapii gestalt pierwszoplanowe miejsce przypada temu, co jest, czyli (samo)świadomości. Ona z kolei wymaga odwagi i nieco wsparcia z zewnątrz. Doświadczanie siebie w całej pełni jest pierwszym krokiem do zmiany. Sądzę, że jeśli ktoś myśli od dawna o terapii, a się na nią nie decyduje, to jest główny powód odwlekania: musiałby się skonfrontować ze wszystkim, co może mu się w sobie nie podobać (np. że wcale nie lubi pracować i jest nieodpowiedzialny, że kłamie, by inni go lubili, że zachowuje się jak swoja matka, choć zawsze powtarzała sobie, że nigdy taka będę).

Czasami też boimy się zobaczyć swoje dobre strony, bo przeszkadza nam w tym skrypt „jestem nie-ok“. Doświadczanie siebie w pełni, to zobaczenie swoich wad i zalet, czucie swojego ciała (np. co do mnie mówi mój dwudniowy ból głowy?), swoich emocji, śledzenie swojego toku myślowego, zastanawianie się nad znaczeniem snów, relacji z innymi itd. Umówmy się – to jest ciężka praca, choć pozornie hasło „doświadczaj siebie“ jest sielankowo-hedonistyczne.

Akceptacja siebie
Akceptowanie siebie takim, jakim się jest nie oznacza ślepego ubóstwiania wszystkich swoich blasków i cieni, lecz – nieoceniający stosunek do siebie. Z takim nastawieniem bowiem łatwiej jest zobaczyć, co mogę z tym zrobić? Jak mogę to zmienić? Słowem, wziąć odpowiedzialność. Gdy jesteśmy skupieni na ocenie, raczej sobie zaprzeczamy, wstydzimy się lub przeżywamy poczucie winy i to pochłania całą naszą energię. Życzliwe, kochające spojrzenie na siebie jest dostępne tym, którzy kiedyś zaznali go z zewnątrz – jako niemowlęta, gdy mama słodko do nich mówiła, nawet jak nie byli urodziwi, jako dzieci, gdy kochający dziadek bawił się z nimi, jako nastolatki, gdy ktoś ich pokochał. Rzadko jednak doświadczamy wystarczającej liczby wzmocnień dla takiego podejścia do siebie, by było uwewnętrznione. Wtedy ważne, by doświadczyć nieoceniającej, bezwarunkowej akceptacji, choćby od psychoterapeuty. Każdy z nas bowiem potrzebuje być przyjętym takim, jakim jest, a nie tylko pod warunkiem bycia dobrym, odpowiednim, idealnym.

Granice tolerancji
Czy zatem wszystko nam wolno? Zawsze jesteśmy OK, niezależnie od tego, jak postępujemy? Oczywiście odpowiedź jest przecząca. Z fotela terapeuty obchodzą mnie tylko trzy rzeczy w kwestii moralności: 1. Czy osoba, naprzeciwko której siedzę krzywdzi siebie? 2. Czy ta osoba krzywdzi innych? 3. Czy doświadcza krzywdy od kogoś innego? Są to – wcale nie takie obiektywne – kryteria oceny, co wymaga zmiany, która przyczyni się do polepszenia życia.

cały dekalog Gestalt

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i itłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Przestań sobie wyobrażać – doświadczaj tego, co rzeczywiste.“, a druga: „Akceptuj siebie takim, jakim jesteś“. Tytuł tego wpisu jest moją interpretacją, płynącą z połączenia tych dwóch wersji.

[Natalia Żuk]