Zachowaj gotowość do eksperymentowania i otwartość na nowe doświadczenia. Dzięki temu możesz doświadczyć zmiany i rozwoju*

Odkąd zobaczyłam zdjęcie, przedstawiające pytanie: kiedy ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy?, często o tym myślę. Po co nam doświadczanie nowości? Jak to się ma do wychodzenia ze strefy komfortu?

 

Czym jest eksperyment?

Kiedy proponuję klientom eksperyment np. polegający na ekspresyjnym ruchu ramionami w celu rozładowania napięcia, czasem słyszę, że to nie pomoże, bo już próbowałem. W jakimś sensie wszystko jest po raz pierwszy, bo rok temu nie byliśmy dokładnie tym, kim jesteśmy dzisiaj, bo nie próbowałeś tego w tej relacji i nie wiesz, jakie emocje wywoła to działanie dziś ze mną. Zatrzymanie się na tym, że skoro zraniło mnie trzech facetów, to oznacza, że czwarty zrobi to samo jest robieniem sobie krzywdy, bo odmawia się sobie szansy na zmianę. Na domiar złego taki sposób myślenia i postepowania działa jak samospełniające się proroctwo. Zatem miejsce na eksperyment jest wszędzie tam, gdzie reguły, przeszłe doświadczenia i wszelkie inne usztywnienia nie grają pierwszych skrzypiec. Wtedy budzi się w nas ciekawość i otwartość, a życie staje się interesujące. Między innymi dlatego bardzo lubię swoją pracę – nigdy nie wiem, co się wydarzy.

 

Pierwszyzna, czyli po co nam nowe doświadczenia

Przypomnijcie sobie sytuację, kiedy robicie coś po raz pierwszy. Jakie towarzyszą temu emocje? Jeśli było to w miarę bezpieczne, to pewnie czuliście ekscytację, czyli wysokie pobudzenie fizjologiczno-emocjonalne, połączone z zaciekawieniem, może radością lub podnieceniem. Jeśli nie czuliście się bezpiecznie, to zapewne w przeżywaniu nowości doświadczyliście lęku lub strachu. Najczęściej zaś występuje mieszanka wszystkich wyżej wymienionych. Już samo to pokazuje, że doświadczanie czegoś nowego kieruje naszą świadomość (awareness) do naszych zmysłów i emocji, które na co dzień coraz częściej odwrażliwiamy, (co jest na dłuższą metę niebezpieczne). Zatem dzięki „pierwszyźnie” czujemy z całą możliwą intensywnością, co otwiera nas na innych, na swoje ciało, a nierzadko i na kwestie duchowe.

 

Co więcej, branie udziału w nowych doświadczeniach jest źródłem wiedzy o sobie i innych, nie mówiąc już o wiedzy o świecie. Kiedy po raz pierwszy występujemy publicznie, próbujemy nowego rodzaju seksu, kiedy spotykamy nowych ludzi, często rewidujemy swoje przekonania na własny temat. Ja na przykład przekonałam się, że jednak przeżywam lęk podczas startu samolotu, co przywiodło mnie do dalszych wniosków na temat tego, kim jestem i co się zmieniło w moim życiu, skoro 10 lat temu się nie bałam. Nowe doświadczenia stanowią także niewyczerpane źródło obserwacji innych ludzi, zwłaszcza tych najbliższych. Możemy zobaczyć, w jakich sytuacjach nasza partnerka panikuje, a w jakich zachowuje spokój, jakie nasze zachowania są przez innych przeżywane z radością, a jakie z zazdrością, złością lub niepokojem. A dalej, jeśli o tym porozmawiamy, staje się to budulcem więzi lub inspiracją do zrewidowania katalogu wartości. Uważam, że jest to szczególnie ważne w związkach miłosnych, zwłaszcza, jeśli razem mieszkamy, ponieważ wtedy rutyna zabija w nas ciekawość, a dostarcza zadufanego przekonania, że już wszystko wiemy o drugiej osobie. Wkrótce potem okazuje się, że cały świat jest ciekawszy niż druga „połówka”.

 

Wychodzenie ze strefy komfortu

Z jednej strony zazdroszczę ludziom, którzy niezależnie od wieku decydują się na podjęcie nowych wyzwań lub zrobienie czegoś pierwszy raz. Z drugiej – doceniam rolę rytuałów i pewnej powtarzalności, które dają poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Z trzeciej – jestem gestaltystką, więc często pytam po co?. Z czwartej strony moje wykształcenie i refleksja socjologiczna dają mi nawyk krytycznego podejścia do społeczno-kulturowych trendów. Co z tego wynika? Zaciekawienie zawrotną karierą hasła „wyjdź ze strefy komfortu”. Zanim skądś wyjdziemy uważam, że powinniśmy wiedzieć mniej więcej dokąd się udajemy oraz z jakiego powodu opuszczamy miejsce, w którym jesteśmy.

Żyjemy w czasach, w których coraz bardziej symptomatyczne jest działanie bez kontaktu ze sobą i świadomości swoich potrzeb. Owocuje to podejściem, w którym nie reflektujemy, po co coś robimy, a od razu kombinujemy, jak coś zrobić/osiągnąć. Czyni to z nas osoby, kierujące się introjektami, czyli takimi nakazami/zakazami, sposobami widzenia świata, które „połknęliśmy” w całości bez „przeżuwania ich”, nadawania swojego znaczenia i które z jednej strony nas krępują, a z drugiej – zwalniają z myślenia. Przypomina to sytuację, w której (metaforycznie ujmując) ktoś mówi: skacz i wskakujemy do wody bez zadania sobie podstawowych pytań: po co miałbym skakać? Jest mi źle na brzegu? Jakie swoje potrzeby zaspokoję? Jakie cele zrealizuję wskakując do tej wody? Myślę, że indywidualnie i globalnie prowadzi to do opłakanych skutków.

Chcę powiedzieć, że jakkolwiek „wychodzenie ze strefy komfortu” jest wezwaniem zbieżnym z gestaltowskim „przykazaniem”, by eksperymentować i być otwartym na nowość, tak powinniśmy wiedzieć, czemu to ma służyć. Skoro siedzę sobie w kapciach przed telewizorem, jest mi dobrze, przytulnie, a obok drzemie ukochany pies, to wyrzucanie sobie, że oto zostałam w swojej strefie komfortu zamiast śmigać po festiwalach filmowych i kursach chińskiego, jest zwykłym bezsensem. Chyba, że dojdziemy do wniosku, że pozostajemy w swojej strefie komfortu dlatego, że boimy się ją przekroczyć, a przez to tracimy coś wartościowego (np. boimy się odrzucenia, więc nie wychodzimy do kontaktu z ludźmi, a potem cierpimy samotność).

 

Czym jest otwartość?

Na koniec o tym, jaką postawę życiową trzeba przyjąć, by nowe doświadczenia sprzyjały dobremu rozwojowi. Otóż trzeba być otwartym, co oznacza niebycie sztywnym perfekcjonistą, nieukrywanie się za maską (spokoju, doskonałości itp.), bycie rozluźnionym i zaciekawionym; nieprzyjmowanie postawy dyskryminującej i obronnej, ale branie pod uwagę nawet przykrych informacji zwrotnych, (a do tego – trzeba być odważnym). Trzeba być elastyczną i dopuszczać nowe rozwiązania, zwłaszcza gdy te, które założyłyśmy nie mogą być zrealizowane; trzeba umieć wątpić i choć trochę siebie lubić. Z takim wyposażeniem można czuć się na tyle bezpiecznie, że nie trzeba ryglować drzwi na szesnaście spustów. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mnie udaje się to po odmieniających doświadczeniach, np. warsztatach, szczególnie ważnej sesji terapeutycznej, głębokim kontakcie z drugą osobą, podczas spotkania towarzyskiego, na wakacjach, po obejrzeniu poruszającego filmu. A ty? Byłeś kiedyś w takim stanie? Przypomnij sobie.

  

 * W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i tłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Zachowaj gotowość do eksperymentowania, by napotkać nowe sytuacje.“, a druga: „Otwórz się na zmianę i rozwój“. Powyższy tytuł tego wpisu jest moją interpretacją, płynącą z połączenia tych dwóch wersji.

[Natalia Żuk]

 

Nie akceptuj żadnego „powinieneś” za wyjątkiem tego, które jest naprawdę twoje

Powinnam jeszcze dzisiaj posprzątać. Nie mogę odejść od niej. Muszę już iść. Gdybyśmy zrobili sobie zapis wszystkich zdań, jakie codziennie wypowiadamy, można by pomyśleć, że jesteśmy poddani jakimś bliżej nieokreślonym siłom, którym winni jesteśmy posłuszeństwo.

 

Dzieciństwo tym się różni od dorosłości…

To była prawda, gdy byliśmy dziećmi. Wtedy niewykonanie polecenia rodzica groziło emocjonalnym obciążeniem (stresem, strachem) lub utratą (akceptacji, miłości). Jeśli nawet były chwilowe, dla dziecka bywa to zagrożeniem istnienia (w sensie emocjonlanym lub fizycznym). Niejednokrotnie słyszałam o niemądrych, niegodziwych sposobach „wychowawczych”, uzależniających dostanie posiłku od idealnego odrobienia pracy domowej, co skutkowało głodzeniem dziecka do późnych godzin nocnych, albo o szantażujących stwierdzeniach typu: jak tak robisz, to mamusię serce boli! Zatem w dzieciństwie naprawdę musieliśmy coś zrobić (konieczność) i powinniśmy byli coś robić, (niewykonanie tego okupywane było poczuciem winy lub wstydem). Zresztą, trudno mi potępić wpajanie dzieciom różnych zasad kindersztuby, zasad moralnych, dobrego wychowania czy okazywania szacunku starszym. One powodują, że życie w społeczeństwie jest znośne, a czasami nawet miłe.

W miarę zyskiwania dojrzałości, (nie jest to oczywiście moment odebrania dowodu tożsamości, ale wieloletni proces, do końca którego nie każdy dociera), przekonujemy się, że każdy jest de facto odpowiedzialny za siebie. Daje to poczucie wolności, że możemy robić i myśleć cokolwiek zechcemy, ale też jest przerażające.

Wolność, osobność i odpowiedzialność

Egzystencjalną konsekwencją takiej postawy jest uświadomienie sobie własnej osobności/ samotności. Jeśli jestem odpowiedzialna tylko za siebie (i swoje potomstwo, jeśli je posiadam), to znaczy, że również bliska mi osoba jest odpowiedzialna tylko za siebie. Jest zupełnie osobna ode mnie i nie jest „winna” mojemu niezadowoleniu lub zadowoleniu. Niejako tracę możliwość przerzucania na nią odpowiedzialności za to, jak się czuję (np. przez ciebie jestem nieszczęśliwa)oraz kontrolowania jej (np. sprawdzania wyników czyichś badań i „zmuszania” do zmiany diety). Mam obowiązek zadbania o siebie (np. skoro jestem nieszczęśliwa, mogę coś z tym zrobić) i szanuję odrębność drugiej osoby, traktując ją jak dorosłą (czyli nie wiem, co jest dla niej „obiektywnie” lepsze, mam tylko swoją opinię).

Związanie

Różne powinności często są pokarmem dla życia rodziny. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele z nich uwewnętrzniliśmy, połknęliśmy w całości jako dzieci, czyli w okresie, gdy jeszcze nie myśleliśmy o naszym rodzinnym uniwersum krytycznie. O tym, że coś nie jest oczywiste przekonujemy się, gdy próbujemy opowiedzieć o tych „koniecznościach” komuś spoza rodziny. Wtedy werbalizujemy zasady, które w rodzinie działają „podskórnie”, a reakcja drugiej osoby może nas skłonić do refleksji. Możemy sobie zdać sprawę, że jeśli ciotka wymaga wielogodzinnego siedzenia przy suto zastawionym stole, nie oznacza to, że powinniśmy to robić. Na serio. Choć oczywiście z różnych względów możemy się na to zdecydować. Jeśli uznasz, że wybierasz, decyzje nabierają ciężaru; mówienie, że się musi jest ucieczką od odpowiedzialności, dobrą wymówką, skrywaniem się za zdaniem Innego. Co dobrego masz z takiego unikania odpowiedzialności za siebie?

Operatory możliwości

W Gestalcie bardzo zwracamy uwagę na język, a szczególnie wyczuleni jesteśmy na tzw. operatory możliwości, czyli: muszę, chcę, mogę, powinienem itp. Podkreślamy, że czyjeś powinieneś staje się twoim muszę, gdy na to pozwolisz. Często powtarzam swoim klientom, że musisz to oddychać, jeść, pić i wydalać. To decyduje o przetrwaniu. Cała reszta zależy od twojej decyzji. Kiedy ktoś jest przekonany, że musi coś zrobić, pytam, co się stanie, gdy tego nie zrobi. Analizujemy wtedy przeróżne „katastrofy”, które mogą nastąpić, a następnie patrzymy, które z nich są pewne, które są do zaakceptowania. Jedną z częstych obaw ludzi jest to, że ktoś inny będzie na nich zezłoszczony lub źle ich oceni. Czasami okazuje się, że są to dla danej osoby tak wielkie nieprzyjemności, że wybiera podporządkowanie się woli Innego. Wtedy jednak zaczyna przeżywać to nie jako coś oczywistego, ale jako swój wybór, który ma określone zalety i wady (np. oznacza zachowanie bezkonfliktowej relacji kosztem swoich potrzeb).

Co dalej?     

Przypuśćmy, że już rozróżniamy czyjeś oczekiwania od swoich wyborów, czy decydujemy się im sprostać, czy nie. To jest jednak dopiero początek drogi, której nazwa brzmi: Czego ja chcę? Bywa to droga bardzo przyjemna i pełna przygód. Najczęściej jednak wyruszenie w nią budzi w nas (niemal egzystencjalny) lęk i poczucie zagubienia. Jednak uważam, że warto, bo bez porzucenia zależnej i nieświadomej postawy, nie sposób dotrzeć do samego siebie i czuć się w porządku.

[Natalia Żuk]

Doświadczaj siebie i akceptuj siebie takiego, jakim jesteś *

W 1970 roku Arnold Beisser sformułował paradoksalną teorię zmiany. Głosi ona, iż zmieniamy się dopiero wtedy, gdy staniemy się sobą.

Zaprzeczanie sobie
Często w gabinecie słyszę: chciałbym to przełamać w sobie; nie chcę tego czuć itp. Na takie zdania reaguję emocjonalną reakcją alergiczną, ponieważ są zaprzeczeniem sobie. Każdy z nas był dzieckiem i niektórzy pamiętają, jak reagowali, gdy ktoś do czegoś ich zmuszał: jedzenia nielubianej potrawy, odrabiania lekcji, pozostania w domu albo zabronienia „mazania się“, czyli płaczu. Jakie to było? Jakie reakcje emocjonalne i fizyczne to wywoływało? Napięcie, stres, podległość wynikającą ze strachu (bądź szacunku, choć w to powątpiewam), pod którą gotowała się wściekłość, poczucie skrzywdzenia, niezrozumienia. W takich momentach można nie znosić własnych rodziców czy opiekunów. A jednak taki stosunek do samego siebie często zostaje uwewnętrzniony i ilekroć nie jesteśmy prawidłowi, wystarczająco dobrzy lub doświadczamy dyskomfortu, mówimy do siebie: nie czuj tego; zmień się do jasnej pogody; nie potrzebuj tego; nie rób tamtego; boże, jaki jesteś beznadziejny! W takich warunkach nie możemy dokonać zmiany, ewoluować, rozwinąć się. Może przyniesie to jakiś skutek, ale będzie on osiągany drogą przemocy wobec samego siebie. Często też takie pełne dezaprobaty podejście do siebie powoduje, że nie możemy nawet siebie poznać, przestaje nas obchodzić, jacy jesteśmy; liczy się tylko to, że nie-tacy. Czy zatem gestaltyści uważają, że nie mamy po co się zmieniać?

Samoświadomość
W terapii gestalt pierwszoplanowe miejsce przypada temu, co jest, czyli (samo)świadomości. Ona z kolei wymaga odwagi i nieco wsparcia z zewnątrz. Doświadczanie siebie w całej pełni jest pierwszym krokiem do zmiany. Sądzę, że jeśli ktoś myśli od dawna o terapii, a się na nią nie decyduje, to jest główny powód odwlekania: musiałby się skonfrontować ze wszystkim, co może mu się w sobie nie podobać (np. że wcale nie lubi pracować i jest nieodpowiedzialny, że kłamie, by inni go lubili, że zachowuje się jak swoja matka, choć zawsze powtarzała sobie, że nigdy taka będę).

Czasami też boimy się zobaczyć swoje dobre strony, bo przeszkadza nam w tym skrypt „jestem nie-ok“. Doświadczanie siebie w pełni, to zobaczenie swoich wad i zalet, czucie swojego ciała (np. co do mnie mówi mój dwudniowy ból głowy?), swoich emocji, śledzenie swojego toku myślowego, zastanawianie się nad znaczeniem snów, relacji z innymi itd. Umówmy się – to jest ciężka praca, choć pozornie hasło „doświadczaj siebie“ jest sielankowo-hedonistyczne.

Akceptacja siebie
Akceptowanie siebie takim, jakim się jest nie oznacza ślepego ubóstwiania wszystkich swoich blasków i cieni, lecz – nieoceniający stosunek do siebie. Z takim nastawieniem bowiem łatwiej jest zobaczyć, co mogę z tym zrobić? Jak mogę to zmienić? Słowem, wziąć odpowiedzialność. Gdy jesteśmy skupieni na ocenie, raczej sobie zaprzeczamy, wstydzimy się lub przeżywamy poczucie winy i to pochłania całą naszą energię. Życzliwe, kochające spojrzenie na siebie jest dostępne tym, którzy kiedyś zaznali go z zewnątrz – jako niemowlęta, gdy mama słodko do nich mówiła, nawet jak nie byli urodziwi, jako dzieci, gdy kochający dziadek bawił się z nimi, jako nastolatki, gdy ktoś ich pokochał. Rzadko jednak doświadczamy wystarczającej liczby wzmocnień dla takiego podejścia do siebie, by było uwewnętrznione. Wtedy ważne, by doświadczyć nieoceniającej, bezwarunkowej akceptacji, choćby od psychoterapeuty. Każdy z nas bowiem potrzebuje być przyjętym takim, jakim jest, a nie tylko pod warunkiem bycia dobrym, odpowiednim, idealnym.

Granice tolerancji
Czy zatem wszystko nam wolno? Zawsze jesteśmy OK, niezależnie od tego, jak postępujemy? Oczywiście odpowiedź jest przecząca. Z fotela terapeuty obchodzą mnie tylko trzy rzeczy w kwestii moralności: 1. Czy osoba, naprzeciwko której siedzę krzywdzi siebie? 2. Czy ta osoba krzywdzi innych? 3. Czy doświadcza krzywdy od kogoś innego? Są to – wcale nie takie obiektywne – kryteria oceny, co wymaga zmiany, która przyczyni się do polepszenia życia.

cały dekalog Gestalt

* W różnych źródłach spotkałam się z różnymi interpretacjami i itłumaczeniami tego punktu. Pierwsza z nich mówi: „Przestań sobie wyobrażać – doświadczaj tego, co rzeczywiste.“, a druga: „Akceptuj siebie takim, jakim jesteś“. Tytuł tego wpisu jest moją interpretacją, płynącą z połączenia tych dwóch wersji.

[Natalia Żuk]